Jeszcze 13 miesięcy temu się nie znali, ale poruszeni warunkami, w których żyje małżeństwo, zdecydowali się wybudować dla nich nowy dom. Zupełnie za darmo. Dziś nie są obcymi, ale najlepszymi przyjaciółmi. Bo przyjaciół poznajemy w biedzie.
U Renaty i Jerzego Płoskoniów byliśmy dokładnie rok temu – w grudniu 2018 r. Mieszkają w starym, ponad 100-letnim domu. Ściany próchnieją, zaczynają się obsypywać, to samo z belkami pod dachem. Rok temu, dzięki Szlachetnej Paczce jedna ściana została docieplona, dzięki czemu woda w łazience przestała zamarzać. – Jest cieplej, ale nie ciepło. Chłód wdziera się przez próchniejącą i wilgotną ścianę w każdy zakamarek – mówi pani Renata.
To nie jest tak, że Płoskoniowie zaniedbali własny dom, bo im się pracować nie chce. Pracowali, wiodło im się dobrze, planowali budowę. W lipcu 2012 r. los zniweczył wszystkie plany i postawił ich świat do góry nogami. Pan Jerzy przeszedł udar niedokrwienny mózgu. – Musicie być przygotowani do opieki nad roślinką – powiedział lekarz.
Ale po niespełna dwóch miesiącach heroicznej rehabilitacji, mężczyzna[paywall] wyszedł ze szpitala z pomocą czwórnogu. Ma jednak problemy z poruszaniem się i mówieniem. Pokonanie jednego stopnia przed wejściem do starego domu czasem jest wyzwaniem niczym wspinaczka w góry.
Bardzo długo nikt nie wiedział, w jakich warunkach żyje pani Renata z mężem. Rok temu odwiedziła ją znajoma. To właśnie Wiesława dała pierwszy impuls do pomocy. Zgłosiła ją do Szlachetnej Paczki i od razu znaleźli się ludzie gotowi pomóc. Nie tylko doraźnie. Przyszli z konkretnymi, długofalowymi planami. Zapadła decyzja: budujemy nowy dom.
To był grudzień 2018 r. W przeddzień świąt Bożego Narodzenia 2019 r. na podwórku Płoskoniów – obok starego drewnianego – stoi nowy murowany dom. Jest już w stanie surowym zamkniętym. Jest mały, ale będzie przytulny i dostosowany do tego, żeby pan Jurek mógł się swobodnie poruszać na wózku inwalidzkim. Marzeniem było to, żeby już to Boże Narodzenie spędzić w nowym domu. To zamierzenie się nie uda, ale pani Renata i tak mówi: – Dla nas to jest „już”. – Jeszcze troszeczkę potrzeba pieniędzy i czasu, żeby doprowadzić prace do finału – dodaje Danuta Kacprzak, lider Szlachetnej Paczki w Lubaczowie i jedna z trzonu grupy pomocowej.
Pracami kieruje Paweł Górski, który nie tylko sam bezinteresownie pracuje przy budowie, ale i daje do pracy swoich ludzi. Im płaci, choć sam z tego nic nie ma. Tutaj wszyscy pracują za darmo. Inaczej koszty byłyby dwukrotnie większe. – Przy murowaniu pomagali chłopcy z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Lubaczowie razem z nauczycielem zawodu. Ten etap prac nadzorował Tadeusz Kubiszyn, który jest murarzem – mówią Danuta i Paweł.
Prace ruszyły jesienią, ale gdy już wystartowały, to nabrały zawrotnego pędu. Pani Renata przyznaje, że ciągle towarzyszył jej brak wiary, że się uda. – Teraz wiem, że to się dzieje i nie muszę się martwić, co zrobię za 5, czy 10 lat, kiedy nasz stary dom zacznie się coraz bardziej chylić. Wiem, że będziemy mieli swój kąt, bez względu na to, czy budowa potrwa jeszcze rok, czy dwa. Dla nas to i tak jest zawrotne tempo – mówi.
W Płoskoniach rośnie nadzieja, że będzie lepiej. – Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że tak dużo ludzi o nas dobrze myśli, wspiera nas. Nie wyobrażaliśmy sobie, że będzie tak pozytywny odbiór tej akcji – mówi.
Na zrzutce.pl założyli zbiórkę. Udało się zebrać połowę planowanej kwoty. – Logika podpowiada, że strach powinien się pojawić. Ale przez to, co się dzieje; ile się zgłasza osób chętnych do pomocy; to ten strach zostaje rozproszony. Przyjechał pan i poświęcił dwa dni, żeby nieodpłatnie wstawić okna. Pojawiła się firma, której właścicielka na cały dzień dała nam murarza. Zgłosił się pan, który przyjedzie zrobić centralne. To wszystko sprawia, że jest we mnie spokój i wiara, że się uda – opowiada pani Renata.
Ludzi dobrej woli jest tak dużo, że mimo braku finansów, wszystko idzie do przodu. Kobieta nie czeka tylko na darowizny i sama też trochę zarobiła.
Teraz, w pierwszej kolejności potrzeba materiałów do instalacji elektrycznej i fachowca, który ją wykona. Później trzeba zrobić tynki wewnętrzne. To będzie siedmiomilowy krok w całej inwestycji. Dzięki temu może się uda zamieszkać w nowym domu przed następną zimą.
Pan Jerzy wzrusza się za każdym razem, gdy wychodzi na zewnątrz i widzi powstający dom. Bardzo się przywiązał do kierującego pracami Pawła Górskiego. Cieniem na tej radości kładzie się niestety pogorszenie jego stanu zdrowia. W lutym br. znów przyszło załamanie, trzeba było przerwać rehabilitację. Teraz porusza się na wózku. Od jesieni trwają bardziej szczegółowe badania, które mają wykazać z czym wiąże się ten kryzys. – Więcej powinniśmy wiedzieć pod koniec stycznia – mówi R. Płoskoń.

fot.ze zbiorów własnych
Tak prezentuje się nowy dom.

fot.Paweł Bugira
Renata i Jerzy Płoskoniowie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.It's great to be here with everyone, I have a lot of knowledge from what you share, to say thanks, the information and knowledge here helps me a lot.vin lookup
Bardzo fajny gest! Mam nadzieję, że pamiętali o rekuperacji (https://www.wojwent.com)
It's great to be here with everyone, I have a lot of knowledge from what you share, to say thanks, the information and knowledge here helps me a lot.vin lookup
Bardzo fajny gest! Mam nadzieję, że pamiętali o rekuperacji (https://www.wojwent.com)