Reklama

Częściowo tajne manewry szwejkowskie

07/07/2016 14:20

Gość z nieba, duch Rosjanina, forteczna dereniówka, deszcz medali, cykliści i fotografiści – to tylko niewielka część atrakcji z bogatego programu XIX „"Odlotowych”" Manewrów Szwejkowskich, które od 1 do 3 lipca odbywały się w Twierdzy Przemyśl.

Zacząć trzeba od tego, że tegoroczne Manewry Szwejkowskie prowadzone były przy tropikalnej temperaturze. Takiego upału za czasów Franciszka Józefa nie było, bo monarcha by na to nie pozwolił. Komendant Manewrów kpt. Mariusz Bednarz stopień szwejkowski „pierdoła zwykły frontowy” (sądząc po pilotce, oddelegowany na manewry przez lotników), łaskawie zezwolił naszemu korespondentowi na uczestniczenie w wydarzeniu. Następnie, nie żądając autoryzacji, odpowiedział na pytanie, które nurtuje naszych czytelników. 

Deszcz medali

Upał sprawił, że niewiele osób zauważyło, jak po południu w namiocie ustawionym obok figury Szwejka (a nie pomnika – jak mówią niektórzy) zaczął się ruch. Przy dźwiękach marsza Radetzkiego ewakuowała się z niego komisja lekarska i poborowa, a jej miejsce zajęła generalicja. Zaczęła się oficjałka. Nudna jak każda oficjałka z udziałem generałów, kiedy sypie się deszcz medali i awansów, więc ją pominę.

Szturm na Fort XIII

Jeszcze dobrze nie przebrzmiał brzęk medali, z Rynku znikły galowe mundury, a w ich miejsce pojawiła się prawie setka Szwejków ubranych w jednakowe, niebieskie t-shirty z logo manewrów z przodu i z rysunkiem jakiegoś dźwigu z tyłu. Dopiero później zrozumiałem, że dowództwo manewrów zarządziło taki kamuflaż, żeby podczas szturmu na fort w Bolestraszycach miejscowa ludność wzięła szturmujących za dzieci z jakiejś kolonii, które przywieziono, żeby zwiedziły ruiny. Kiedy nastąpił szturm, na galerii fortu pokazał się duch jednego z rosyjskich oficerów zasypanych podczas wysadzania Twierdzy w marcu 1915 roku. Widziałem, jak szturmujący na chwilę się zatrzymali. Wtedy na czoło wybiegł komendant manewrów i dogadał się z duchem, który za wódkę odstąpił od straszenia nieustraszonych Szwejków.

Viktoria i gość z nieba

Tak jak było zaplanowane, fort został zdobyty bez strat własnych, przy dźwiękach disco polo, jakie niosły się po Bolestraszycach od strony stadionu, gdzie odbywały się zawody spadochroniarskie. Tu muszę dodać, że widziałem, jak wojskowe śmigłowce kilka razy przeleciały nad głowami szturmujących, a oni dzielnie parli do przodu. Nic więc dziwnego, że godzinę później, kiedy zwycięzcy zasiedli już do biesiadnych stołów, rozległy się pieśni, śpiewane w trzech, a czasem w czterech językach, chwalące męstwo armii C.K. W pewnym momencie,  ku wielkiemu zdziwieniu biesiadujących,  tuż obok nich sfrunął z nieba gość na spadochronie. Tu znowu odwagą wykazał się komendant manewrów. Pierwszy podbiegł do spadochroniarza, który przecież mógł być szpiegiem albo dywersantem i przesłuchał go na okoliczność. Okazało się, że to uczestnik zawodów spadochronowych, który celowo tutaj wylądował, żeby sprawdzić, jaki rodzaj piwa preferują Szwejki. Na tym kończę, gdyż pozostałe punkty programu manewrów objęte były klauzulą tajności.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2016-07-07 19:03:50

    Szeremeta   https://www.youtube.com/watch?v=ndWBX4iwxmY

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama