– Nie wiadomo, gdzie one są prane, ale przychodzą stamtąd w fatalnym stanie, często zapleśniałe, mają zapach stęchlizny. Osoby, które ich używają, mówią, że są wstanie przepracować wnich maksymalnie 15 minut – przedstawiała opinie o kombinezonach, którymi dysponuje personel w COM, na ostatniej sesji rady miasta Monika Więckowska. – Zdarzały się sytuacje, że pielęgniarki mdlały – dodawała.
– Po rozmowie ze środowiskiem medycznym naszego szpitala miałam wiele pytań czy wręcz próśb. Kolejny raz wraca temat kombinezonów i pomocy dla szpitala oraz tego, czy byłaby jakaś możliwość pomocy szpitalowi, ponieważ sytuacja jest bardzo ciężka – powiedziała na ostatniej sesji rady miasta Monika Więckowska.
– Nie wiadomo, gdzie one są prane, ale przychodzą stamtąd w fatalnym stanie, często zapleśniałe, mają zapach stęchlizny. Osoby, które ich używają, mówią, że są w stanie przepracować w nich maksymalne 15 minut – przedstawiała opinie o kombinezonach, którymi dysponuje personel w COM, radna M. Więckowska.
– Zdarzały się sytuacje, że pielęgniarki mdlały – dodawała. Jak wynikało z jej relacji, sytuacja jest dramatyczna, a pracownicy znajdują się na granicy wytrzymałości. Mało tego, personel[paywall] niższego szczebla miał próbować się porozumieć z dyrekcją szpitala, ale rozmowy nie przyniosły efektu. Głos radnej okazał się kamyczkiem, który uruchomił lawinę.
Rzecznikiem dyrekcji COM okazała się radna Bożena Łanowy. – Pan dyrektor powiedział mi, że obecnie nie ma takiej sytuacji – stwierdziła, powołując się na odbytą na wizji rozmowę z Piotrem Pochopieniem, dyrektorem szpitala. Opierając się na jego zapewnieniach, przekonywała, że owszem, w przeszłości były problemy, ale już je rozwiązano.
Na to stanowisko natychmiast odpowiedziała radna Więckowska. – Też przed chwilą rozmawiałam z osobami, które używają tych kombinezonów, żeby się upewnić, zanim zabiorę głos, czy to wciąż aktualne i one mówią, że problem istnieje nadal – przekonywała.
– Nie ma takich sygnałów – ripostowała radna B. Łanowy. Tuż po tej wymianie zdań zaczęto rozważać warianty działania.
Radny Marcin Nazarewicz zasugerował, że pomocy mogą udzielić radni, choćby z diet, poparł też pomysł udzielenia jej z budżetu miasta. Mariusz Walter zasugerował, że miasto może umorzyć szpitalowi podatki od nieruchomości. – To by była konkretna pomoc – przekonywał.
– To nie pierwszy raz, gdy mieszkańcy Jarosławia, pacjenci, pracownicy tego szpitala, zwracają się do nas o pomoc – włączył się do dyskusji burmistrz Waldemar Paluch.
– Były telefony od medyków wręcz z błaganiami o pomoc – podkreślał, dodając, że miasto tej pomocy udzielało, przekazując kombinezony, kupując aparaturę i nadal gotowe jest to robić.
Jak wykazywał, gotowość to jeszcze nie wszystko, bo ratusz nie może reagować na sygnały pracowników szpitala, prawo wymaga, by o pomoc zwracały się władze palcówki lub organ ją prowadzący, bo tylko wtedy miasto ewentualne wydatki może rozliczyć.
Z tym według W. Palucha jest problem. – Nie ma porozumienia, w jaki sposób mamy pomóc szpitalowi, skoro ktoś tego po prostu nie chce – zauważał, przytaczając sprawę zakupu wideolaryngoskopów dla COM z 2020 roku, która to pomoc do tej pory nie została formalnie przyjęta przez stronę powiatową.
Burmistrz wyjaśniał też kwestie związane z ewentualną rezygnacją miasta z obciążania szpitala podatkami. Według jego słów ratusz nie może tu zastosować ulgi, czyli pozwolić, by szpital nie płacił.
Narzędziem, które można by tu zastosować, jest umorzenie zaległości – na to jednak, ze względu na regulacje prawne obowiązujące palcówki służby zdrowia, szpital przystać nie może.
– W 2020 do szpitala wpłynęło wsparcie od sponsorów, fundacji, instytucji, osób prywatnych, w sumie na około 600 tysięcy złotych – na zarzuty Waldemara Palucha odpowiada starosta jarosławski Stanisław Kłopot.
– Żaden z tych darczyńców nie miał najmniejszych problemów z przekazaniem pomocy dla szpitala – podkreśla, dodając, że argumenty o nieprzyjęciu pomocy są dla niego niezrozumiałe.
– Największą pomocą, jaką może miasto wesprzeć szpital, jest umorzenie podatków czy opłat za media, które szpital reguluje wobec samorządu Jarosławia, o co dyrekcja COM – obecna i ta poprzednia – zwracały się do pana burmistrza wielokrotnie, pisemnie i ustnie, niestety bez skutku – zauważa starosta.
Jako kontrargument, podkreślający niekonsekwencję w podejściu do problemu przez ratusz, podaje wsparcie, które miasto zaoferowało prywatnym przedsiębiorcom. Starosta odniósł się też do sytuacji, w której dyrekcja podkreśla, że problemów z zaopatrzeniem nie ma, podczas gdy personel – jak przedstawiali to radna i burmistrz – wysyła rozpaczliwe apele o pomoc.
– Trudno mi powiedzieć, dlaczego lekarze i pielęgniarki, zamiast dyrekcję COM, o ewentualnych brakach informują burmistrza Jarosławia – zastanawia się. – I czy w ogóle taka sytuacja wobec tego ma miejsce? – rozważa.
Jak jest z tą współpracą na linii miasto – powiat w sprawie szpitala, nie sposób dociec. Podobnie nie sposób ocenić, jaka jest obecnie kondycja placówki – znów mamy słowo przeciw słowu.
Pewne jest w zasadzie tylko to, że w Jarosławiu objawiają się problemy wynikające z polaryzacji polskiej sceny politycznej. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że – mimo lukrowanych deklaracji o chęci współpracy – obu stronom wygodniej jest wygrywać liczne antagonizmy. Jeszcze trudniej uwierzyć, że przy odrobinie dobrej woli decydentom po obu stronach barykady nie udałoby się wypracować mechanizmów niwelujących dotychczasowe problemy i zbudować wspólny front pomocy dla COM.
Dzielący ich kanion trzeba by jednak zasypać. A na to się nie zanosi. Szkoda, bo od urażonej dumy, politycznych ambicji i animozji, w tym naszym pandemicznym świecie jest chyba kilka ważniejszych wartości.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jakiego miasta dotyczy ten artykuł. Autor zapomniał napisać.....
Jakiego miasta dotyczy ten artykuł. Autor zapomniał napisać.....
do gwertyJarosławia - pisze nawet dużymi literami.
W Przemyślu to samo