Aleksandra Dulkiewicz – prezydent Gdańska, Jacek Karnowski – prezydent Sopotu, a także burmistrz Sieniawy Adam Woś wespół z burmistrzem Jarosławia Waldemarem Paluchem w trzydziestym roku powołania samorządu dyskutowali o jego przyszłości.
A. Dulkiewicz i J. Karnowski odwiedzili w ubiegłym tygodniu podkarpackie. Byli m.in. w gminach, które ucierpiały w wyniku powodzi na początku miesiąca, deklarując wsparcie w usuwaniu szkód. Punktem kulminacyjnym ich wizyty był udział w debacie o obecnej kondycji i przyszłości samorządności w Polsce, którą zorganizowano w sali lustrzanej jarosławskiego Centrum Kultury i Promocji. Gospodarzem i moderatorem debaty był przewodniczący rady miasta Jarosław Szczepan Łąka. Miejsca dla prelegentów zajęli[paywall] prezydenci Gdańska i Sopotu oraz burmistrzostwie Jarosławia i Sieniawy. Salę wypełnili mieszkańcy Jarosławia oraz grupa osób związanych z lokalnym samorządem. Samo spotkanie miało charakter luźnej wymiany poglądów. Głos zabierali prelegenci, najczęściej odpowiadając na pytania osób z sali, ale w dyskusji wypowiadali się też zgromadzeni goście. Tematyka była bardzo zróżnicowana, choć dominowały w niej pesymistyczne nastroje i raczej negatywne diagnozy samorządowej rzeczywistości.
– Ta więź, która nas łączy, wspólne tematy, problemy, wyzwania, ale też to, że możemy się od siebie uczyć wzajemnie, wymieniając doświadczenia i dobre praktyki, to jest coś, czego wszyscy mogą nam zazdrościć – mówiła na wstępie o walorach samorządów A. Dulkiewicz. W dalszej części dyskusji zebrani punktowali kolejne zagrożenia dla tej wspólnoty. Zauważyli, że znaczenie samorządu jest systematycznie umniejszane, że coraz więcej decyzji podejmowanych jest centralnie, bez konsultowania ich na szczeblu lokalnym. – W Polsce brakuje nam debaty, brakuje normalnej rozmowy. Mamy albo kampanię wyborczą, albo ogłoszenia parafialne pana premiera i pana ministra zdrowia, potem siedzimy dwie noce i szukamy rozporządzeń i jest decyzja. Brakuje pójścia do ludzi i porozmawiania. Szkoda, że się od tej debaty odzwyczailiśmy – powiedział prezydent Sopotu Jacek Karnowski. – Żeby tego, co może robić prywatna osoba, nie robiło państwo, ani tego, co robi mniejszy samorząd, nie robił ten większy, to jest katolicka nauka społeczna i zasada pomocniczości, a to, co proponuje się nam w tej chwili, to centralizm demokratyczny, dobrze znany z czasów komuny i miejskich rad narodowych, kiedy myśmy brali w teczkę wędzone węgorze, nie wiem, co się u was do Rzeszowa woziło, i jechali do województwa czy do Warszawy załatwiać sprawy – oceniał.
Wiele uwagi poświęcono funkcjonowaniu i finansowaniu szkolnictwa. W dyskusji padły tezy o tym, że oświata nie jest już rządowa, a samorządowa, bo państwo łoży na oświatę coraz mniej, tyle samo co samorząd. Prezydent Sopotu przekonywał, że zwiększanie obciążeń samorządu w tym względzie to ślepa uliczka, bo przez to rosną dysproporcje pomiędzy regionami. Jak tłumaczył, duże, zasobne samorządy sobie poradzą, najwyżej, by dołożyć do oświaty, przesuną jedną czy dwie inwestycje. W jego mniemaniu małe i biedniejsze samorządy, stając przed koniecznością dopłacania do szkół, będą oszczędzać na rzeczach, na których nie powinny, co w efekcie sprawi, że dzieci z mniejszych miejscowości będą mieć znaczenie gorszy start niż ich rówieśnicy w większych miastach.
Podczas spotkania skrytykowano też sposób finansowania samorządów. – Wielki gest ze strony rządu, dostajemy 60 tysięcy na zakup laptopów dla dzieci z ubogich rodzin. Tylko się cieszyć. Ale nie upłynęło więcej niż tydzień i dostajemy kolejne pismo z Ministerstwa Finansów, że o 60 tysięcy została obniżona subwencja. I prawdę mówiąc, za swoje pieniądze kupiliśmy laptopy, ale sprzedane to było propagandowo pięknie. Widzę i czuję, że samorząd umiera na naszych oczach – opisywał działanie systemu burmistrz Sieniawy Adam Woś. Wtórował mu Karnowski, który wyjaśniał, że coraz częściej promowani są „swoi”.
Wiele powiedziano też o atmosferze wykluczenia, jakości politycznego sporu i generującego wiele złych emocji podejścia do kwestii LGBT. Prezydenci Sopotu i Gdańska mówili o tym, że bywają szykanowani, spotykają się z agresją i obstrukcją, także w miejscach, gdzie by się tego nie spodziewali, na przykład w kościele. Oboje przekonywali , że trzeba sobie z tym radzić na różne sposoby. A. Dulkiewicz wyjaśniała, że po tragedii Pawła Adamowicza wszystkie przejawy hejtu zgłasza na policji, z kolei J. Karnowski stoi na stanowisku, że nastroje trzeba łagodzić. – My nie szukamy wrogów. Musimy się starać obniżać temperaturę politycznego sporu, mimo że ona jest po tamtej stronie – argumentował. Puentą dla całej dyskusji była chyba wypowiedź prezydent Gdańska. Przypomniała ona odezwę L. Wałęsy z pierwszych wyborów prezydenckich. – Możemy różnie myśleć o prezydencie Lechu Wałęsie, ja zawsze wyznaję mu miłość publicznie, choć nie zawsze zgadzam się z tym, co mówi, ale to, co napisał wtedy w czerwcu 89: „pora żeby Polska była krajem, w którym każdy ma swoje miejsce”, jest nadal aktualne – powiedziała pod koniec mityngu A. Dulkiewicz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze