Reklama

Długo nie poszalał

26/03/2019 07:58

Zaczęła się wiosna, a wraz z nią sezon motoryzacyjny. Na ulice i drogi wyjechali następcy Kubicy. Najpierw zbierają się gdzieś na parkingach i długo opowiadają sobie o swoich autach. O tym, co przez zimę w nich wyremontowali, co udoskonalili i do czego teraz ich maszyny są zdolne. Potem wsiadają w samochody i jadą tam, gdzie mogą to wszystko zademonstrować. Najlepiej podczas improwizowanych i oczywiście nielegalnych wyścigów.

Nic nowego, tak przynajmniej u nas jest od czasu, kiedy auto przestało być luksusem. Może i luksusem nie jest, ale już jego eksploatacja trochę kosztuje. Problem w tym, że paliwo u nas nie jest tanie i skończyły się dostawy zza wschodniej granicy, a nie każdy ma pracę i bogatych rodziców. Z tym właśnie borykał się Mateusz, uczeń maturalnej klasy. Całe oszczędności wpakował w tuning swojej beemki. Fakt, że ze starego rzęcha zrobił niezłe cacko, ale co z tego, kiedy nie miał za co zalać baku, a chciałoby się pojeździć z chłopakami. Zarobić nie mógł, bo matura za pasem, wpadł więc na pomysł, żeby tankować za friko. Pojechał do Medyki, pokręcił się po różnych szemranych parkingach i na jednym wybrał najbardziej zakurzonego volkswagena z ukraińską rejestracją. Poczekał na odpowiedni moment i ściągnął z niego blachy. W domu odczyścił i wyposażył w odpowiednie zaczepy, które umożliwiały błyskawiczne zamontowanie. Tak przygotowany, wieczorem pojechał do najbliższej stacji paliw za miastem. Pierwszy raz był tak zdenerwowany, że zatankował niecałe dwadzieścia litrów i szybko odjechał, oczywiście nie płacąc. Dwa kilometry dalej wrzucił ukraińskie blachy do bagażnika i tego wieczora zrobił po mieście kilkadziesiąt kilometrów. Potem jeszcze dwa razy powtórzył ten numer w różnych miejscowościach.

Sprawa dotarła do policji i patrole miały zwracać uwagę na ciemną beemkę na ukraińskich numerach. Tymczasem Mateusz zdążył pokazać kolegom, co potrafi za kółkiem. Kilka dni temu przeszarżował trochę i wpadł. Najpierw zatrzymał go patrol, bo jechał trochę za szybko. Pewnie skończyłoby się mandatem, gdyby policjant nie sprawdził bagażnika i nie zainteresował się ukraińskimi tablicami. Mateusz próbował tłumaczyć, że wczoraj znalazł je w rowie, ale policjant był z gatunku dociekliwych i szybko ustalił, że kierowca auta z takimi numerami jest podejrzewany o kradzież paliwa. Kiedy w komendzie odtworzono zabezpieczone nagrania z monitoringów, wszystko było jasne. Siedzieć Mateusz pewnie nie pójdzie, tylko z maturą może być różnie. Najgorsze jednak to, że pewnie długo nie usiądzie za kółkiem.
jot podpis kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości