Do 38. minuty inauguracyjnego dla Texom Eurobusu spotkania w FOGO Futsal Ekstraklasie zapowiadało się na sporego kalibru sensację. Wówczas sprawy w swoje ręce (a raczej nogi) wziął Leo Santana. W niecałe pół minuty wyprowadził swój zespół na prowadzenie, które finalnie dało komplet punktów. Ale to nie był dobry mecz w wykonaniu teamu Adriano Ribeiro.
Pierwsze 10 minut wskazywało, że przemyślanie zjedzą rywala na śniadanie. Już w 41 s Bruninho nie tylko mógł, a musiał w sytuacji sam na sam pokonać Pawła Mieszczanina. Niestety, fatalnie się pomylił. To był jednak z pewnością jeden z tych momentów, kiedy chęci wygrały z zimną głową. W 4. min, po pięknej zespołowej akcji, uderzenie Leo Santany wybił z bramki jeden ze Ślązaków. Po upływie pięciu i pół minuty przemyślanie dopięli swego. Kombinacja Mateusza Wanata z Jonatanem De Agostini Machado zakończyła się mocnym strzałem tego drugiego, po którym bramkarz wybił piłkę przed siebie, a Jaroslav Lebid skutecznie z tego skorzystał, pakując piłkę do bramki. Cztery minuty później było już 2:0. Kapitalną indywidualną akcją popisał się L. Santana. Minął jednego obrońcę, położył genialnym zwodem P. Mieszczanina i trafił do pustej bramki.
Przed II połową wydawało się, że zdecydowany faworyt tego pojedynku ustawił sobie grę. Że spokojnie będzie w stanie zmieniać tempo gry, dokładnie dzielić się futsalówką, czyhać na błędy rywala. Tymczasem… Tymczasem coś dziwnego stało się z przemyślanami. W ich grze mało było… futsalu, o wiele za dużo indywidualnych popisów, które nic nie przynosiły. W 35. min fatalny błąd w kryciu przy rzucie rożnym sprawił, że hala POSiR zamarła. Dominik Środa doprowadził do remisu!
To jednak nie było koniec. Ostatnie dwie minuty rozbiły Ślązaków. Tuż przed upływem 38. min na kolejną indywidualną akcję zdecydował się Leo Santana. Pewnie wiele razy, grając choćby w Kairacie Ałmaty czy FC Barcelonie próbował takich trików. Wyrolował kryjących go defensorów i chytrym uderzeniem po parkiecie założył „siatkę” bramkarzowi! To była jedna z tych akcji, pokazująca przebłysk geniuszu Brazylijczyka. Beniaminek nie miał wyjścia – musiał wycofać bramkarza i grać lotnym, co prawda z przewagą w polu, ale pustą bramką. Nie minęło kilka sekund, a piłkę przechwycił L. Santana i znakomitym strzałem przez cały plac gry trafił na 4:2. Taktyka Gwiazdy się nie zmieniła, więc na 5 sekund przed finałem została raz jeszcze skarcona. Tym razem mocna, aktywna defensywa pozwoliła przejąć piłkę J. Lebidowi, który powtórzył wyczyn L. Santany, ustalając wynik tego spotkania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze