Przypomniało mi się, że kiedyś w „Życiu”, jeszcze „Przemyskim”, obowiązkowo po każdym Sylwestrze pojawiał się raport z nocy sylwestrowej. Ile na terenie miasta było pożarów?, Ile ile osób w izbie wytrzeźwień, ile policyjnych interwencji? Ile przestępstw i, wypadków? Było, o czym pisać. Dzisiaj jakby mniej się działo, a nawet, kiedy coś się wydarzyło, to już w pierwszy dzień nowego roku jest o tym w internecie. Chcąc, żeby ten kryminałek miał choćby trochę sylwestrowy charakter, poprosiłem znajomego policjanta, który prawie pół życia spędził na przemyskich ulicach, a teraz jest pracownikiem ochrony, żeby opowiedział o jakimś szczególnym sylwestrowym wydarzeniu.
Były policjant wzruszył ramionami. – Niczego szczególnego nie pamiętam. Prawie do rana jeździło się i zbierało melomanów. To znaczy tych, co płyt słuchali, oczywiście chodnikowych. Koledzy też mówili na nich leżaki. A poza tym zdarzały się domówki, czyli domowe awantury. Tych najbardziej nie lubiłem, bo trzeba było stanąć między pijanym facetem a wrzeszczącą kobietą i zapłakanym dziećmi. O tym to chyba nie ma co pisać. Może o tym, jak z kolegą w noc sylwestrową złapaliśmy dwóch diabłów.
Zaczęło się od wezwania na Kamienny Most, gdzie podobno pijany i agresywny mężczyzna w przebraniu diabła zaczepia przechodniów. Pojechaliśmy, ale na miejscu żadnego diabła nie było. Zupełnie pusto, bo akurat na Rynku były fajerwerki. Wracając, zobaczyliśmy siedzącego za kioskiem mężczyznę z pomalowaną na czarno twarzą. To był diabeł, którego szukaliśmy. Na nasz widok poderwał się i pobiegł w kierunku torów, ale był tak pijany, że runął ze skarpy pod płot przy torach. Ledwo zatargaliśmy go do auta. Kiedy powiedziałem lekarzowi, że przywieźliśmy diabła, wcale się nie zdziwił.
Dwie godziny później zatrzymaliśmy drugiego Diabła, bo taką miał ksywę. Znaliśmy go dobrze i mieraz bywaliśmy u niego w mieszkaniu na Smolki. Tym razem podobno awanturował się na klatce jednej z kamienic na Dworskiego. Zgłaszający podał tylko numer kamienicy, więc sprawdziliśmy dwie klatki, ale wszędzie było raczej cicho. Nawet, kiedy zza drzwi słychać było muzykę, to nie na cały regulator. Diabła znaleźliśmy śpiącego za śmietnikiem. Mamrotał tylko, że przyszedł odwiedzić kolegę. W izbie nawet nie musiałem go przedstawiać, bo lekarz na jego widok powiedział: „Witamy Diabeł”. I to by było tyle – zakończył były policjant.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze