Przemyski MPEC ma 35 lat. Choć główne zadanie się nie zmieniło, diametralnie różni się praca w zakładzie. – Kiedyś palacz kojarzony był jako człowiek ubrudzony. Obecnie pracownik obsługujący kocioł musi dbać, żeby mieć czyste ręce, bo obsługuje panele dotykowe, sterując urządzeniami – mówi prezes firmy Kazimierz Stec.
Koncepcja stworzenia miejskiej sieci ciepłowniczej zrodził się w 1975 r. W latach 1980 – 85 trwała budowa ciepłowni „Zasanie” oraz pierwszego odcinka sieci ciepłowniczej do osiedla Popielów, Lelewela i Rogozińskiego.
17 grudnia 1985 r. nastąpiło pierwsze odpalenie kotła. – Jeśli dobrze pamiętam, 20 grudnia 1985 roku, pierwsze ciepło zostało podane do budynku Popielów 1, a jeszcze przezd 24 grudnia dwa kolejne bloki na [paywall]Okrzei zostały zasilone z miejskiego systemu ciepłowniczego. To był pierwszy 4-kilometrowy odcinek sieci – wspomina Kazimierz Stec, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Przemyślu.
MPEC z czasem przejmował kolejne osiedlowe kotłownie węglowe, stopniowo je likwidował i rozszerzał sieć ciepłowniczą o kolejne rejony miasta. Warto wspomnieć o kilku istotnych datach. W 1987 r. sieć zostaje przeprowadzona przez San, w 1997 r. następuje likwidacja ostatniej lokalnej kotłowni węglowej na Kazanowie, a w 2000 r. ciepło systemowe dociera na Rynek Starego Miasta.
W latach 80. MPEC stał się jednym z największych pracodawców. Średnio w ciągu roku zatrudniał 400 osób, ale w sezonie grzewczym liczba ta sięgała 600. Obecnie w zakładzie pracuje 119 osób. Ciepło z sieci dociera do 660 budynków.
– Kiedyś palacz kojarzony był jako człowiek ubrudzony. Obecnie pracownik obsługujący kocioł musi dbać, żeby mieć czyste ręce, bo obsługuje panele dotykowe, sterując urządzeniami – mówi prezes Stec.
Istotną kwestią w MPEC-u jest obecnie ochrona środowiska. Jak się zmieniała ta idea można zobaczyć na przykładzie logo firmy. Jego główny motyw jest niezmienny, ale na początku z komina wydobywał się gęsty, czarny dym. Z czasem na znaku graficznym dym się zmieniał, aż w końcu znikł całkowicie. – To jest obraz zmian w polskim ciepłownictwie, myślenia Polaków na temat ekonomii, powietrza, na temat otoczenia, w którym żyjemy. Ta czarna chmura w naszym logo zmieniała się z latami i w którymś momencie, kiedy przewartościowywaliśmy swoją misję i swoje działania, doszliśmy do wniosku, że musi ona zniknąć całkiem, tak aby logo kojarzyło się tylko z nowoczesnym przedsiębiorstwem, szeroko rozumiejącym problemy ochrony środowiska i zaspokojenia potrzeb mieszkańców Przemyśla – opisuje K. Stec.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
CZYSTE RĘCE BO PALI E-PAPIEROSY