Reklama

Dziurawa podłoga i dach, sypiący się tynk. – Nie stać nas na remont – mówią lokatorki

16/08/2018 18:08

W mieszkaniu komunalnym zajmowanym przez panią Elżbietę warunki są fatalne: dziurawa podłoga, odpadający z zawilgoconych ścian tynk i cieknący dach w ubikacji. Zarządzające budynkiem PGM twierdzi, że może wykonać tylko część potrzebnych napraw, a lokatorka, że nie stać ją na pozostałe prace. Liczy na pomoc naszych Czytelników.

Pani Elżbieta otrzymała mieszkanie przy ul. Puszkina w 1976 r. Jego właścicielem jest gmina miejska, podobnie jak większości lokali w tej kamienicy. Tylko jeden został wykupiony przez mieszkankę. – Nie było tu żadnych remontów. Sama robiłam to, co byłam w stanie – twierdzi. Ze względów finansowych – jak tłumaczy – mogła jednak niewiele. Zazwyczaj ograniczało się to do[paywall] odmalowania ścian. Wymieniła też jedno okno.

Stan mieszkania drastycznie się pogorszył po tym, jak w lutym 2012 r. zostało ono zalane przez sąsiadkę z góry. Stosowne zaświadczenie potwierdzające to zdarzenie sporządziła dla pani Elżbiety straż pożarna. – U mamy woda stała po kostki – opowiada pani Aneta, córka lokatorki.

Reklama

 

Podstawiamy wiaderka

– Wcześniej mieszkanie odmalowałyśmy na własny koszt. Nie mamy pieniędzy na ciągłe remonty – mówi kobieta. – ADM nic z tym nie zrobił, a nam radca prawny powiedział, że nie możemy podać sąsiadki, która to zrobiła, do sądu, ponieważ mama nie jest właścicielką mieszkania. Może to zrobić tylko urząd miejski – zaznacza pani Aneta.

Problem jest też z WC. – Kiedyś mama miała ubikację na zewnątrz. Później zrobiliśmy ją w drewnianej przybudówce, która już tu wcześniej istniała i służyła za komórkę. Problem jest w tym, że do środka leje się woda przez dach. Musimy podstawiać wiaderka – opowiada pani Aneta. – Chciałam nawet na własny koszt kupić mamie folię i to zabezpieczyć, ale mąż powiedział, że nie byłoby jej do czego przybić, bo ta przybudówka jest drewniana, a deski są spróchniałe – dodaje.

Reklama

Sprawę zgłosiła do Administracji Domów Mieszkalnych. – Pracownik przyszedł dopiero po trzech tygodniach – mówi pani Aneta.

Pani Elżbieta jeszcze w lutym 2017 r. wysłała do ADM trzy pisma, w których prosiła o wymianę drzwi wejściowych, odwilgocenie mieszkania oraz wymianę podłogi w kuchni, ponieważ obecna zbudowana jest z płyty i po zalaniu zwyczajnie zgniła. Dziury zostały zatkane deskami.

Pani Elżbieta nie ukrywa, że ma zadłużenie, ponieważ była bez pracy. Ale zawarła ugodę z Przedsiębiorstwem Gospodarki Mieszkaniowej i teraz je na bieżąco spłaca.

Reklama

 

PGM: remonty są po stronie lokatora

– W tej kamienicy jest wspólnota mieszkaniowa i wszelkie roboty na częściach wspólnych, na przykład remont dachu czy odwilgocenie, wymagają uchwały tej wspólnoty – mówi wiceprezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Witold Filipek.

W budynku są cztery mieszkania. Tylko jedno jest własnością prywatną, pozostałe należą do miasta. Jak zaznacza W. Filipek, w tym przypadku jednak decyzje nie są podejmowane większością głosów, ale muszą być jednomyślne. Wszystko dlatego, że jest to mała wspólnota mieszkaniowa. Mówiąc prościej: na remont dachu musi się zgodzić zarówno gmina, jak i właścicielka mieszkania. Dodatkowo wspólnota ma już zaciągnięty kredyt na inne prace. Wszystko to sprawia, że remont dachu staje pod znakiem zapytania. – Nie mogę nic obiecać – zaznacza W. Filipek.

Reklama

 

Co do skutków zalania przez sąsiadkę z góry, wiceprezes PGM zapewnia, że pani Elżbieta może wystąpić na drogę sądową, mimo że nie jest właścicielką mieszkania, a jedynie najemcą.

W. Filipek podkreśla, że za stan mieszkania odpowiada lokator. To oznacza, że administracja nie odmaluje ścian, nie zamontuje też podgrzewacza wody. – Właściciel musi zapewnić tylko dostęp do wody – wskazuje. Wyjaśnia, że naprawa wszystkich instalacji leży w gestii lokatora. Ale jeśli czegoś już się nie da naprawić, wtedy wymiana spada na właściciela.

Reklama

 

Zmienią podłogę

– W tym roku zrobimy w tym mieszkaniu podłogę betonową. Co ta pani położy na wierzch, to już jest jej decyzja. Zostanie też usunięta wilgoć w pomieszczeniu. Drzwi wejściowe zapiszemy w planie remontów na przyszły rok, ale czy to przejdzie, nie mogę obiecać – mówi.

Co z pismami, na które pani Elżbieta nie dostała odpowiedzi? Wiceprezes przyznaje, że zaistniała taka sytuacja, ale na usprawiedliwienie dodaje, że w tej sprawie pracownik ADM był u niej… 5 października. A więc pół roku po zgłoszeniu. Z tej wizyty sporządził notatkę. – Przy takim zadłużeniu w ogóle nie powinniśmy z tą panią rozmawiać o remontach. W mieszkaniach dłużników wykonywane są tylko prace mające zapobiegać zagrożeniu życia. Zwyczajowo są o tym informowani ustnie lub pisemnie. Wszelkie decyzje o remontach lokali mieszkalnych należą do ich właściciela – mówi.


fot.Paweł Bugira


fot.Paweł Bugira
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama