W mieszkaniu komunalnym zajmowanym przez panią Elżbietę warunki są fatalne: dziurawa podłoga, odpadający z zawilgoconych ścian tynk i cieknący dach w ubikacji. Zarządzające budynkiem PGM twierdzi, że może wykonać tylko część potrzebnych napraw, a lokatorka, że nie stać ją na pozostałe prace. Liczy na pomoc naszych Czytelników.
Pani Elżbieta otrzymała mieszkanie przy ul. Puszkina w 1976 r. Jego właścicielem jest gmina miejska, podobnie jak większości lokali w tej kamienicy. Tylko jeden został wykupiony przez mieszkankę. – Nie było tu żadnych remontów. Sama robiłam to, co byłam w stanie – twierdzi. Ze względów finansowych – jak tłumaczy – mogła jednak niewiele. Zazwyczaj ograniczało się to do[paywall] odmalowania ścian. Wymieniła też jedno okno.
Stan mieszkania drastycznie się pogorszył po tym, jak w lutym 2012 r. zostało ono zalane przez sąsiadkę z góry. Stosowne zaświadczenie potwierdzające to zdarzenie sporządziła dla pani Elżbiety straż pożarna. – U mamy woda stała po kostki – opowiada pani Aneta, córka lokatorki.
– Wcześniej mieszkanie odmalowałyśmy na własny koszt. Nie mamy pieniędzy na ciągłe remonty – mówi kobieta. – ADM nic z tym nie zrobił, a nam radca prawny powiedział, że nie możemy podać sąsiadki, która to zrobiła, do sądu, ponieważ mama nie jest właścicielką mieszkania. Może to zrobić tylko urząd miejski – zaznacza pani Aneta.
Problem jest też z WC. – Kiedyś mama miała ubikację na zewnątrz. Później zrobiliśmy ją w drewnianej przybudówce, która już tu wcześniej istniała i służyła za komórkę. Problem jest w tym, że do środka leje się woda przez dach. Musimy podstawiać wiaderka – opowiada pani Aneta. – Chciałam nawet na własny koszt kupić mamie folię i to zabezpieczyć, ale mąż powiedział, że nie byłoby jej do czego przybić, bo ta przybudówka jest drewniana, a deski są spróchniałe – dodaje.
Sprawę zgłosiła do Administracji Domów Mieszkalnych. – Pracownik przyszedł dopiero po trzech tygodniach – mówi pani Aneta.
Pani Elżbieta jeszcze w lutym 2017 r. wysłała do ADM trzy pisma, w których prosiła o wymianę drzwi wejściowych, odwilgocenie mieszkania oraz wymianę podłogi w kuchni, ponieważ obecna zbudowana jest z płyty i po zalaniu zwyczajnie zgniła. Dziury zostały zatkane deskami.
Pani Elżbieta nie ukrywa, że ma zadłużenie, ponieważ była bez pracy. Ale zawarła ugodę z Przedsiębiorstwem Gospodarki Mieszkaniowej i teraz je na bieżąco spłaca.
– W tej kamienicy jest wspólnota mieszkaniowa i wszelkie roboty na częściach wspólnych, na przykład remont dachu czy odwilgocenie, wymagają uchwały tej wspólnoty – mówi wiceprezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej Witold Filipek.
W budynku są cztery mieszkania. Tylko jedno jest własnością prywatną, pozostałe należą do miasta. Jak zaznacza W. Filipek, w tym przypadku jednak decyzje nie są podejmowane większością głosów, ale muszą być jednomyślne. Wszystko dlatego, że jest to mała wspólnota mieszkaniowa. Mówiąc prościej: na remont dachu musi się zgodzić zarówno gmina, jak i właścicielka mieszkania. Dodatkowo wspólnota ma już zaciągnięty kredyt na inne prace. Wszystko to sprawia, że remont dachu staje pod znakiem zapytania. – Nie mogę nic obiecać – zaznacza W. Filipek.
Co do skutków zalania przez sąsiadkę z góry, wiceprezes PGM zapewnia, że pani Elżbieta może wystąpić na drogę sądową, mimo że nie jest właścicielką mieszkania, a jedynie najemcą.
W. Filipek podkreśla, że za stan mieszkania odpowiada lokator. To oznacza, że administracja nie odmaluje ścian, nie zamontuje też podgrzewacza wody. – Właściciel musi zapewnić tylko dostęp do wody – wskazuje. Wyjaśnia, że naprawa wszystkich instalacji leży w gestii lokatora. Ale jeśli czegoś już się nie da naprawić, wtedy wymiana spada na właściciela.
– W tym roku zrobimy w tym mieszkaniu podłogę betonową. Co ta pani położy na wierzch, to już jest jej decyzja. Zostanie też usunięta wilgoć w pomieszczeniu. Drzwi wejściowe zapiszemy w planie remontów na przyszły rok, ale czy to przejdzie, nie mogę obiecać – mówi.
Co z pismami, na które pani Elżbieta nie dostała odpowiedzi? Wiceprezes przyznaje, że zaistniała taka sytuacja, ale na usprawiedliwienie dodaje, że w tej sprawie pracownik ADM był u niej… 5 października. A więc pół roku po zgłoszeniu. Z tej wizyty sporządził notatkę. – Przy takim zadłużeniu w ogóle nie powinniśmy z tą panią rozmawiać o remontach. W mieszkaniach dłużników wykonywane są tylko prace mające zapobiegać zagrożeniu życia. Zwyczajowo są o tym informowani ustnie lub pisemnie. Wszelkie decyzje o remontach lokali mieszkalnych należą do ich właściciela – mówi.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze