Reklama

Entliczek, pętliczek...

08/02/2019 07:47

Zapewne wszyscy pamiętają różne dziecięce wyliczanki, niezbędne podczas losowania w zabawach. Otóż dalej są one w użyciu. Bywa, że wyliczanki stosowane są do brzydkich zabaw i niekoniecznie przez tych najmłodszych. Historia zdarzyła się w jednym z wielkopowierzchniowych sklepów samoobsługowych.

Ubiegłej jesieni personel zauważył, że zwiększyła się ilość drobnych kradzieży. Ginęły głównie słodycze i jakieś drobne przedmioty. W takich miejscach kradzieże nie są czymś niezwykłym, ale w tym przypadku było ich więcej. Powiadomiono o tym ochronę, poprawiono monitoring. Ochroniarze tracili wzrok, wpatrując się w monitory. Personel miał obolałe karki od ciągłego kręcenia głową, ale nie udało się nakryć notorycznego złodzieja. Przełom w sprawie nastąpił, kiedy jeden z ochroniarzy miał nocną służbę. Do jego obowiązków należało kilka razy w nocy obejść dookoła obiekt i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Pewnej nocy zauważył na tyłach sklepu leżące na schodach opakowania po batonikach. Pozbierał papierki, wrzucił do kosza i zapomniał o tym. Kilka dni później znowu w tym samym miejscu zobaczył opakowania po słodyczach. Wtedy przypomniał sobie o ostatnich kradzieżach i coś mu zaświtało. Swoją refleksją podzielił się z szefem ochrony i wspólnie ustalili, żeby objąć to miejsce obserwacją, oczywiście bardzo dyskretną. Przez kilka dni ochroniarze, łamiąc wewnętrzny regulamin, w cywilnych ubraniach kręcili się w pobliżu sklepu, mając na oku schody na zapleczu. Metoda zdała egzamin i któregoś dnia dyżurujący zauważył trzech chłopców, którzy siedzieli na schodkach i gryźli batoniki.

Wezwał umundurowanego kolegę, żeby przepytać chłopaków. Dwaj mieli po jedenaście lat, jeden dwanaście i wszyscy mieszkali na sąsiedniej ulicy. Z ich zachowania można było wnioskować, że mają coś więcej na sumieniu niż tylko śmiecenie papierkami. Podczas konfrontacji kasjerka dobrze pamiętała, że jeden z nich płacił tylko za napój. Potem już w obecności rodziców rozmawiała z nimi policjantka. Tu dochodzimy do tytułowej wyliczanki. Chłopcy przyznali się, że urządzili zawody, któremu uda się najwięcej ukraść. Za każdym razem za pomocą wyliczanki losowali, który z nich wchodzi do sklepu. Przyznali też, że wiedzieli o kamerach i działali tak, żeby zawsze ukryć się za kimś z dorosłych, więc gdyby nie ta wyliczanka, można by było mówić o zorganizowanej grupie przestępczej.
jot podpis kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości