W ubiegłym tygodniu w Przemyślu pojawili się mężczyźni, którzy, krążąc po osiedlach, odwiedzali mieszkania, oferując za „co łaska” kominiarskie kalendarze. W środę młoda kobieta, zaniepokojona podejrzaną działalnością, próbowała się czegoś o niej dowiedzieć, wtedy jeden z nich uderzył ją, powodując bardzo poważne obrażenia zagrażające życiu.
Zapytałem go, z jakiej okazji nas odwiedził, skoro nie mamy kominów. Powiedział, że sprawdza również ciągi wentylacyjne, a przyszedł z okazji święta kominiarza. Zadzwoniłem potem do spółdzielni i usłyszałem, że każda wizyta kominiarzy jest wcześniej anonsowana poprzez ogłoszenia, a kominiarze w żadnym wypadku nie pobierają opłat ani nie zbierają datków.
W środę, 5 lipca, jeden z udających kominiarza odwiedził starszą panią, która mieszka w bloku przy ulicy Grunwaldzkiej. Kobieta miała wątpliwości i podejrzewając, że ma do czynienia z oszustem, zadzwoniła do swojej wnuczki, która pojawiła się po kilku minutach, chcąc sprawdzić, jaką firmę czy instytucję reprezentuje mężczyzna podający się za kominiarza. Natknęła się na niego, kiedy wychodził z bloku i zażądała, żeby się przedstawił i pokazał identyfikator, na co mężczyzna gwałtownie zareagował i uderzył ją pięścią w twarz. Cios był na tyle mocny, że kobieta upadła, uderzając głową w twarde podłoże i straciła przytomność. Po przetransportowaniu jej karetką na oddział intensywnej terapii przemyskiego szpitala lekarze określili jej stan jako ciężki, zagrażający życiu.
Myślałem, że wystarczy zabrać identyfikator, ale na nim było tylko małe zdjęcie i nazwa jakieś firmy, a nie było nazwiska. Wtedy usłyszałem, jak ludzie, którzy zgromadzili się przy leżącej kobiecie, mówili, że ona umiera i kontynuowałem pościg. Najpierw Grunwaldzką, potem dotarłem za szkołę i dopiero, kiedy uciekający mi opadł z sił, zatrzymałem go na Poniatowskiego. Nawet nie musiałem stosować chwytów obezwładniających. Nie stawiał oporu, tylko prosił, żeby dać mu spokój. Poprosiłem kogoś, żeby wezwał policję i za moment przyjechał patrol i go zabrał.
Udało się nam ustalić, że faktycznie w mieście grasowała grupa wyłudzaczy. Prawdopodobnie było ich czterech. Ubrani tak jak kominiarze, chodzili głównie po większych osiedlach i oferowali kominiarskie kalendarze na 2018 rok, żądając za nie „co łaska”. Nieprawdą jest, że okazją było święto kominiarzy, bo obchodzone jest ono czwartego maja. Ludzie, chcąc się ich pozbyć, brali kalendarze, dając za nie na odczepnego parę złotych. Biorąc pod uwagę, że wydrukowany egzemplarz kalendarza formatu A4 ma wartość kilkunastu groszy, a codziennie kilkadziesiąt osób dawało się na nie nabrać, płacąc najmniej po pięć złotych, zarobki wyłudzaczy nie były takie małe.
Sprawcą pobicia był 52-letni mężczyzna pochodzący z Ciechocinka, bez stałego miejsca zamieszkania. W momencie zatrzymania był trzeźwy. Usłyszał zarzut z art. 156 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego, który brzmi: „Kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci: ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec niego areszt tymczasowy na trzy miesiące.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
W Sanoku tez chodza i naciagaja starszych ludzi.
Tak bym mu dupe skopal az by mu się sadza zapalila