Reklama

Finał głośnej sprawy ratowników medycznych. Racja po stronie dyrektora

Trwający prawie trzy lata spór między dwójką ratowników medycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu, członkami związków zawodowych tamże i dyrekcją placówki został definitywnie zakończony. Sąd Okręgowy w Przemyślu oddalił ich pozew i nie uznał naruszenia dóbr osobistych. Tak samo uczynił Sąd Apelacyjny w Rzeszowie. A to oznacza, że rację w tym sporze miało szefostwo przemyskiego pogotowia.

Sporo działo się w tej awanturze, aby przytaczać wszystkie fakty. Zbyt wiele było niedomówień, złośliwości, bezpodstawnych oskarżeń, aby teraz w szczegółach się nad nimi rozwodzić. Przypomnijmy tylko najważniejsze kwestie.

W czerwcu 2021 r. ratownicy medyczni w całej Polsce rozpoczęli nieoficjalny protest, tzw. „Strajk L4”. Chodziło oczywiście o pieniądze. Do protestu dołączyli także ratownicy z przemyskiej WSPR. W związku z sygnałami płynącymi od strony związkowej odnośnie żądań płacowych, 22 lipca 2021 r. dyrekcja placówki zaprosiła przedstawicieli związków zawodowych (NSZZ Solidarność’80, Ogólnopolski Związek Zawodowy Ratowników Medycznych oraz Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Służby Zdrowia w Przemyślu) działających w zakładzie na spotkanie. Przedstawione zostały propozycje wzrostu wynagrodzeń wynikających z zapisu ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w służbie zdrowia z podziałem na dwie grupy – ratowników z wykształceniem policealnym i z wykształceniem wyższym licencjackim. Podział taki obowiązywał od 1 sierpnia 2018 r. i był przedmiotem dwukrotnej szczegółowej kontroli ze strony Państwowej Inspekcji Pracy. W obu raportach pokontrolnych PIP nie stwierdziła naruszania przepisów i praw pracowniczych przez WSPR w Przemyślu wobec ratowników medycznych. Przedstawiona propozycja została zaakceptowana tylko przez jeden związek – NSZZ Solidarność’80[paywall].

Reklama

Pozostałe organizacje ją odrzuciły, argumentując, że dyskryminuje płacowo ratowników z wykształceniem policealnym. Szefostwo pogotowia zaproponowało także inne możliwości wzrostu wynagrodzeń, ale żadna nie znalazła akceptacji. Porozumienie zostało podpisane jedynie z wspomnianym NSZZ Solidarność’80, który nie wyraził zgody na absencyjną formę protestu L4.

Karetki nie wyjechały na dyżury

Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych w WSPR w Przemyślu zapowiedział zaostrzenie formy protestu. Miała ona polegać na absencji chorobowej poprzez zgłaszanie zwolnień lekarskich L4, a w konsekwencji braku obsady w poszczególnych zespołach ratownictwa medycznego. I doszło do tego natychmiast, mimo próśb dyrekcji o zaprzestanie takiej formy protestu. Bo taka forma mogła stworzyć potencjalne niebezpieczeństwo dla osób znajdujących się w stanie zagrożenia życia i zdrowia.

Reklama

Już 23 lipca 2021 r., czyli dzień po spotkaniu ze związkami zawodowymi, na zwolnieniach chorobowych przebywało 14 osób. To sprawiło, że nie było możliwości zapewnienia obsady w ZRM Radymno w godzinach od 7 do 19. W kolejnych dniach lepiej nie było. Brakowało po kilkanaście osób. Z powodu braków kadrowych na dyżury nie wyjechały karetki ZRM w Jarosławiu i Przeworsku. 

Jak się potem okazało, działacze związkowi za pomocą SMMS-ów oraz komunikatorów społecznościowych instruowali pracowników, aby nie odbierali telefonów oraz nie zgadzali się na dodatkowe dyżury. Po to, aby jak najwięcej karetek było w jednym czasie nieobsadzonych.

Reklama

Zwolnienia dyscyplinarne

Taki stan rzeczy i zapowiedź dalszej eskalacji protestu sprawiły, że dyrekcja WSPR w Przemyślu zdecydowała o zwolnieniu dyscyplinarnym liderów związkowych tego protestu. Doszło do tego 16 sierpnia 2021 r. Dyrektor WSPR SP ZOZ w Przemyślu Rafał Kijanka rozwiązał bez wypowiedzenia w trybie dyscyplinarnym umowy o pracę z trzema ratownikami medycznymi, będącymi jednocześnie przedstawicielami organizacji związków zawodowych, działających na terenie podległej mu jednostki. Przyczyną było – jego zdaniem – ciężkie i umyślne naruszenie obowiązków pracowniczych, stwarzających zagrożenie dla funkcjonowania zakładu pracy oraz dla życia i zdrowia pacjentów. Zwolnieni związkowcy, nie zgadzając się z tą decyzją, złożyli pozew przeciwko swojemu byłemu pracodawcy do Sądu Rejonowego w Przemyślu o przywrócenie do pracy.

Przywróceni do pracy

Zwolnieni ratownicy przed Sądem Pracy w dniu wyznaczonej rozprawy zdecydowali się zawrzeć ugodę, bez przesłuchiwania na tę okoliczność świadków. W ramach ugody zostali przywróceni do pracy, przeprosili pracodawcę i wyrazili swoje ubolewanie w związku z podjętymi przez siebie działaniami a także zobowiązali się przed sądem zaniechania krytyki dyrektora WSPR w mediach na okres trzech miesięcy.

Reklama

Lider protestu... przyznał się!

Ale – jak się później okazało – to nie był koniec. Po zawarciu ugody dwóch związkowców złożyło – z powództwa cywilnego – pozwy przeciwko dyrektorowi przemyskiej WPSR, przeciwko rzecznikowi prasowemu tej placówki Markowi Janowskiemu oraz przeciwko samemu zakładowi pracy, zarzucając naruszenie ich dóbr osobistych. Przez dwa lata obaj wielokrotnie zarzucali swojemu pracodawcy mówienie nieprawdy, pomówienia oraz działalność na szkodę zakładu pracy i pracowników oraz ich wizerunku jako związkowców. Te same zarzuty pojawiły się w pozwie, jaki złożyli do Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Podczas procesu przesłuchanych zostało kilkunastu świadków. Z ich zeznań wynikało jasno, że protest był zorganizowany przez dwójkę liderów związkowych w sposób celowy, z pełną świadomością możliwych konsekwencji wynikających z zatrzymania pracy karetek. Nie było wątpliwości, że działali wspólnie i w porozumieniu.

Reklama

Decydujące dla całej sprawy były zeznania jednego z liderów wspomnianego „Strajku L4”. Podczas przesłuchania powiedział m.in., że rzeczywiście nakłaniał innych pracowników do brania zwolnień chorobowych, bo walczyli o podwyżki płac. I że działał wspólnie i w porozumieniu, konsultował się z w tej sprawie z oskarżającymi o bezpodstawne zwolnienie i naruszenie swojej godności związkowcami. A także, że wysyłał do nich SMS-y o braniu zwolnień, o niezabezpieczaniu dyżurów czy nieodbieraniu telefonów od szefostwa.

Sąd Okręgowy w Przemyślu oddalił pozew i nie uznał naruszenia dóbr osobistych obu ratowników. Podobnie uczynił Sąd Apelacyjny w Rzeszowie. Sprawa została definitywnie zamknięta racją przyznaną dyrekcji WSPR w Przemyślu.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/03/2024 10:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama