Reklama

Franciszkańska - wspomnień czar

25/12/2025 16:15

2025 rok, grudniowy, południowy, słoneczny spacer po ulicy Franciszkańskiej w Przemyślu. Spokojnej, pustej wywołał we mnie niemałą konsternację i złość. Nasze centrum, nasze korso prawie bezludne, z majacząca w oddali postacią kapitana Jaskuły, trzymającego samotnie ster na chodnikowym posterunku. Pomyślałam, muszę sięgnąć do skarbnicy pamięci i przypomnieć sobie i młodszym czytelnikom czasy gdy w tym miejscu było weselej, gwarniej. Kiedy ulica ta, była reprezentacyjną i na niej koncentrowało się życie miasta. Czasu gdy nazwa korso (główny deptak) była jak najbardziej adekwatna.


Plac dwóch Karoli

Nieodłącznym elementem franciszkańskiego korsa jest przyległy do niego plac Niepodległości. Podpowiem czytelnikom, że nie zawsze tam był. „Zawdzięczamy” go armii niemieckiej, ostrzeliwującej tzw. radziecką część Przemyśla. Powstały po bombardowaniach pusty teren jest obecnie „płucem”starego grodu, wśród gęstej zabudowy wiekowych kamienic.

Podczas spaceru rozmowa z 30 letnią przemyślanką, uświadomiła mi, że młode pokolenie nic nie wie o historii ulicy, placu i poprzednim jego patronie. Przypomnę więc, że w okresie lat 1962-1990 plac nosił nazwę - gen. Karola Świerczewskiego, pseudonim „Walter”, „człowieka, który kulom się nie kłaniał”. Generał stał dumnie na wysokim cokole w szynelu wojskowym.No cóż, polskie porzekadło mówi, że jakie czasy tacy bohaterowie.

Reklama

Jednak moim rówieśnikom tamten plac nie służył do przemyśleń ideologicznych ale był super miejscem do letnich i zimowych zabaw. Młodzi, wykorzystywali pagórki wokół pomnika i pochyłą ulicę Władycze do zjazdów na rowerach, sankach, nartach. Natomiast gładkie płytki placu, tworzyły zimą wyśmienitą ślizgawkę,ciągnącą się spod pomnika aż na drugą stronę ulicy Franciszkańskiej. Miejsce to wykorzystywano również do obchodzenia uroczystości związanych z zakończeniem II wojny światowej. Zapraszani byli na nie weterani wojenni zza wschodniej granicy. Moje zainteresowanie wzbudzały ich medale, zajmujące dosłownie całe połacie marynarek i radzieckich mundurów. Uroczystości odbywały się przy głośnych wystrzałach z armat a przy pomniku gen. Karola wystawiano warty żołnierskie i harcerskie.

Od 2007 r. na placu stoi pomnik innego Karola  – Jana Pawła II – papieża. Ciemna postać starego, schorowanego biskupa Rzymu może wzbudzać mieszane uczucia u odbiorców. Jednakże nie wiek papieża lecz trzymany przez niego ewangeliarz, powinien skupiać naszą uwagę i być drogowskazem na trudne,obecne czasy. Obu Karolów, patronów placu różniło prawie wszystko prócz imienia. Tak jak czasy minione i obecne.

Reklama

 

   Zniszczenia wojenne na ul. Franciszkańskiej. Dziś w tym miejscu jest plac Niepodległości.

           

 Lokale – rozrywka

Tamtejsze życie towarzyskie obywało się bez komputerów i smartfonów. Ludzie cieszyli się swoim towarzystwem, rozmową w cztery oczy, a nie wirtualnym przekazem. Wszelkie imieniny były hucznie i radośnie obchodzone. Pomagały w tym takie miejsca jak kawiarnia „Śródmiejska” (u zbiegu Kazimierzowskiej i Franciszkańskiej), restauracja „Polonia”, czy „Bałtycka”. Zaś bliżej dworca elegancka „Adria”, a przy rynku „Karpacka”. W „Śródmiejskiej” można było zjeść dobre ciasteczko, wypić kulturalnie kawę i lampkę wina.Natomiast w „Polonii” zjeść obiadek i zostać na tzw. dancingu. Wybrańcy losu – funkcjonariusze MO, mogli korzystać z tanich obiadów i wieczorów tanecznych w kasynie milicyjnym przy Placu na Bramie. Mniej wyszukanym przybytkiem w swoim założeniu była restauracja „Bałtycka”. Przesiadywali tam zmęczeni codziennością ojcowie rodzin ale bez swoich połówek. Popijając„czystą” lub piwo, palili do woli papierosy„Sporty” lub „Klubowe”. Latem przez otwarte drzwi lokalu, wychodziły kłęby dymu i gwar rozmów,rozochoconych trunkami bywalców.Dzisiaj we wnętrzach tej byłej knajpy mieści się dobra pizzeria „La Bamba”. Dla pragnących podróży w okresie późniejszym otworzono biuro „Orbisu”. Obecnie mieści się tam klimatyczna kawiarenka „Kardamon”, którą polecam gościom.

Reklama

 

 Początek XX w. Zbieg ulicy Franciszkańskiej i Kazimierzowskiej. Na parterze dawnego sklepu Eisnera mieściła się w czasach PRL-u kawiarnia „Śródmiejska”.

Duch, brzuch i handel

Potrzeby duchowe mieszkańców ulicy i okolicy od XVIII w. zaspokajał piękny kościół i klasztor ojców Franciszkanów (pw. św. Marii Magdaleny). Będący patronem nazwy ulicy. Mimo braków w PRL-owskich sklepach i wprowadzonych w 1976 kartek, handel miał się nieźle.Prym wiodły delikatesy spożywcze tuż obok sklepu Cepelii. O zdrowie mieszkańców dbała apteka Cefarmy, założona w końcu XIX w.(niedawno zlikwidowana). Dla młodych przemyślan,prężnie funkcjonowała poniżej kościoła składnica                            harcerska. Zaś w małym sklepiku, niedaleko apteki sprzedawała starsza pani Ekiert. To u niej dzieciaki zaopatrywały się w gumy do żucia tzw. balonówki z papierowymi historyjkami. Był to mały gadżet ale dla nas dzieci - symbol dobrobytu „zgniłego zachodu”. W okresie późniejszym powstały sklepy Pewexu przy ulicy Ratuszowej i Jagiellońskiej. Na Franciszkańskiej znajdował się także sklep firmowy Wedla (dziś Skok kasy Blachnickiego). Każdorazowa dostawa towaru, kończyła się kolejkami po chałwę, ptasie mleczko czy bomboniery. Nieodzowne przy załatwianiu wszelkich spraw jako „dowody wdzięczności” tamtych czasów.

Reklama

Panie dbające o fryzurę i ceniące naturę można było spotkać w zakładzie fryzjerskim VENUS i sklepie zielarskim Herbapolu. Prowadzonym przez p. J. Lipską i p. W. Polej. Nie zapomnę miłej obsługi tego sklepu a szczególnie pani Tosi, mieszkającej na tej samej ulicy. Sklep ten działa do dziś. Chyba jako jedyny z tamtych lat?

Pod nr 21, usytuowany był jeden z najlepszych zakładów fotograficznych w mieście,prowadzony przez panią Irenę Starzak. W niejednym przemyskim mieszkaniu wiszą zdjęcia robione właśnie tam. Normą było, że większość absolwentów szkół robiła pamiątkowe tableau (zdjęcia grupowe) u fotografa. Patrząc na witryny zakładu, łatwo było zauważyć, że dawne klasy liczyły 30-40 osób. Niewątpliwie, mieliśmy wówczas wyż demograficzny. Na korso mieściła się też porządna księgarnia. Do dziś posiadam kupione tam przez moją mamę,albumy malarstwa polskiego i encyklopedie.

Reklama

 

 Plac i pomnik gen. Karola Świerczewskiego. Lata 60-te XX w.

 

Czekoladki, saturator, lody

Wśród nieustannie krążącego po ulicy tłumu,moja pamięć „przywołała” młodego mężczyznę. Przechadzającego się tam i z powrotem. Dźwigającego na szyi, zawieszone  tekturowe pudło z czekoladkami i batonikami. Nagabującego natrętnie rodziców: „kup pan czekoladki dla dziecka, kup pan…”. Jednak nie zawsze rodzic był chętny do zakupu.W okresie letnim,inny mężczyzna stawał z saturatorem na chodniku i oferował gazowaną wodę sodową z sokiem malinowym. Muszę przyznać, że woda była bardzo zimna, dobrze gazowana a sok prawdziwy, malinowy. Dodatkową atrakcją była dobra cukiernia „Ptyś” vis-á-vis restauracji „Polonia”. Dziś w tym miejscu mieści się „Cafe Żaczek” i pizzeria „Galicyjska”.

Reklama

  

   Kościół ojców Franciszkanów.

Franciszkańska nr 8. Po lewej mieściły się Delikatesy, po prawej sklep Cepelii.

Gdzie jest dziś nasze korso?

Patrząc na opustoszałą, grudniową ulicę Franciszkańską, zasadne wydaje się pytanie czy to jest jeszcze nasze korso? Spytałam o to dwie starsze, spacerujące panie. Odpowiedziały, że korso przeniosło się na ulicę Kazimierzowską ido Galerii Sanowej.Ciekawe, co myślą nasi czytelnicy? Dla mnie pewne jest, że współcześni ludzie zamienili stoliki kawiarniane na komputerowe. Zamienili rozmowy w cztery oczy na  sms-y,maile,posty.Zapominając o bliskich relacjach rodzinnych, sąsiedzkich.Stąd ta pustka, nie tylko na ulicach miasta.

Reklama

Kończąc, chcę poinformować czytelnika, że opisane w artykule korso „przeniosłam w czasie” do roku 1975. Minęło więc bagatelka okrągłe pół wieku. Wtedy nasza Franciszkańska nazywała się ulicą Tysiąclecia. Nazwy Tysiąclecia i Stalingradzka nie przyjęły się na dłużej.I bardzo dobrze!

Na koniec spaceru Franciszkańską, nasuwa mi się smutna refleksja z czeskiego filmu: Beata –„TO SE NE VRATI”.

 dr Beata Świętojańska

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/01/2026 20:03
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jerzy811_496 2025-12-30 20:13:46

    To był okres w którym nasze miasto żyło, było pełne mieszkańców,dzieci i młodzieży szkolnej. W ostatnich dwudziestu latach ubyło 12,5tys. osób,jesteśmy świadkami umierania miasta.Jak odejdą osoby z powojennego wyżu demograficznego lat pięćdziesiątych w mieście może zostanie 40 tys .mieszkańców , nie wykluczone że jeszcze mniej. Warto wspomnieć o koktajlbarze p.Ciupińskiej w którym były pyszne ciastka i koktajle, czy o kawiarni Zamkowa oraz winiarni z podcienia w rynku. Oprócz krytyki tamtego okresu należy jasno napisać że nikt głodny nie chodził ,nie szukano jedzenia po śmietnikach,nie było kupowania odzieży używanej / z wyjątkiem tzw ciuchów,tam się mogła trafić ,często z paczek z zagranicy./ Wspomnieć należy o tysiącach mieszkańców dojeżdżających autobusami do pracy w niesamowitym ścisku czy tysiącach młodych osób idących do szkół. Wypadało by wspomnieć o przemyskich zakładach w których prym wiódł świeżo oddany 'Sanwil" gdzie pracownicy na śniadanie mogli kupić i to tanio w barze drugie śniadanie czy zjeść pyszny obiad po pracy w zakładowej stołówce.Mogli tez korzystać z zakładowego klubu, /późniejszej 'barcelonki"/, własnego ośrodka żeglarskiego w Chrewcie czy pojechać na wczasy do zakładowego ośrodka na morzem. I na koniec uważam za zasadne napisać że w tej jak się dzisiaj określa siermiężnej komunie ludzie byli szczęśliwi, przynajmniej w większości.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama