Reklama

Funkiel nówka

01/12/2019 07:31

Dwa dni przed końcem ubiegłego roku Ryszard B. był najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, lecz ten stan trwał krótko i nowy rok Rysiek przywitał w zupełnie minorowym nastroju. Było to tak.

Przed sylwestrem spełnił swoje marzenia i w jednym z komisów kupił auto. Ponieważ na pojazdach znał się jako tako, poprosił o pomoc kolegę, który wystąpił w roli rzeczoznawcy. Kolega pooglądał auto, którym ponoć jedna pani adwokat jeździła tylko do kościoła. Uważnie wsłuchał się w pracę silnika i orzekł, że to funkiel nówka nieśmigana, więc warto je kupić. Wracając do swojej wioski, wypróbowali osiągi samochodu, które, pewnie gdyby nie dziurawa droga, wyciągnęłoby dobrze ponad setkę. Rysiek wysadził kolegę pod domem i obiecał, że wpadnie wieczorem, żeby się zrewanżować za pomoc. Wprawdzie mieszkał niecałe dwa kilometry od kolegi, ale nie mógł sobie odmówić przyjemności i pojechał do niego autem. Postawił na stole dużą butelkę „Jasia wędrowniczka” i zaczęła się rozmowa o nowym nabytku. Kolega radził, jak auto serwisować, kiedy wymieniać olej i na co uważać, a on z uwagą chłonął każde słowo. Ponoć o motoryzacji można mówić w nieskończoność, więc nie ma się co dziwić, że dwie godziny później butelka była pusta. Wtedy Rycho raz jeszcze podziękował i żegnając się, zapowiedział wizytę w nowym roku. Pierwszy kilometr prostej przejechał, upajając się możliwościami samochodu. Na zakręcie, przed mostkiem, poczuł, że go znosi. Nadepnął na hamulec i szarpnął kierownicą, ale było już za późno. Auto przestało go słuchać. Uderzyło bokiem w barierkę, przesunęło się po niej parę metrów i zatrzymało, przechylone nad przydrożnym rowem.

Rysiek wysiadł rozdygotany i kolana się pod nim ugięły, kiedy zobaczył prawy bok samochodu, rozharatany na całej długości. Próbował pozbierać myśli, ale dopiero teraz poczuł działanie whisky. Zdał sobie sprawę, że ma przechlapane i wpadł na pomysł najdurniejszy, jaki może tylko być. Wrócił do domu, a rano złapał za komórkę i zadzwonił na policję, żeby zgłosić kradzież auta. Niestety na drugi dzień wszystko się wydało i Rysiek, nie mając innego wyjścia, przyznał się do wszystkiego. Wyrok, który niedawno zapadł, nie był zbyt surowy. Za spowodowanie kolizji po pijaku i wprowadzenie władzy w błąd czekała go utrata prawa jazdy na trzy lata i tysiąc złotych grzywny, do tego jeszcze koszty naprawy samochodu, sięgające jedną trzecią jego wartości.





jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości