Jednym z najokazalszych obiektów lewobrzeżnej dzielnicy Przemyśla, tzw. Zasania, jest kościół św. Trójcy przy opactwie sióstr Benedyktynek. Usytuowany obok Sanu przy skrzyżowaniu najważniejszych szlaków miejskich. U początków powstania tego obiektu kryje się mroczna historia, dotycząca zabójstwa młodej szlachcianki. Jednak zło uczynione jednostce, zamieniło się z czasem w dobro na rzecz ogółu. Stało się tak dzięki benedyktyńskiej dewizie „Ora et labora” (módl się i pracuj), którą realizują od lat siostry z przemyskiego opactwa.
Początki klasztorne sięgają roku 1616, kiedy zbudowano tu kaplicę pod wezwaniem św. Trójcy. Na tym miejscu osiadły później sprowadzone z Jarosławia mniszki benedyktynki z klasztoru św. Anny. Początkowo filia jarosławska stała się od 1694 r. samoistnym przemyskim klasztorem. Konwent narażony był stale na spustoszenia i rabunek. Dlatego dla ochrony zabudowań otoczono go murem ze strzelnicami i basztami.
Historia związana z fundacją kościoła sięga 1770 roku i łączy dwa rody: Potockich i Komorowskich. Z jednej strony Franciszek Salezy Potocki z Krystynopola (obecnie Ukr.), wojewoda wołyński, kijowski, właściciel siedemdziesięciu miast i kilkuset wsi. Z drugiej, o wiele mniej zamożny szlachcic Jakub Komorowski, właściciel Suszna. Sąsiedzi znali się i odwiedzali. Wkrótce poznały się też ich dzieci. Gertruda Komorowska (16 lat) i Stanisław Szczęsny Potocki (18 lat). Młodzi zakochali się w sobie i potajemnie bez wiedzy rodziny Potockich zawarli ślub w cerkwi unickiej w dniu 26 grudniu 1770 roku. Gdy najbogatszy magnat Rzeczypospolitej dowiedział się o potajemnym ożenku syna, nakazał mu się rozwieść. Dwa miesiące później pod presją rodziny młody Stanisław Sz. Potocki złożył wniosek do konsystorza o unieważnienie małżeństwa z powodu uwiedzenia. Tymczasem Gertrudę na czas rozwodu próbowano umieścić w klasztorze. Aby temu zapobiec, jej ojciec Jakub wysłał ją do majątku Nowe Sioło. Tam dnia 13 lutego 1771, w środę popielcową, została napadnięta przez kozaków jej teścia Franciszka Salezego. Oprawcy wywlekli ją w samej koszuli po śniegu do sań i wywieźli w nieznanym kierunku. Wersje ostatnich chwil życia Gertrudy były różne. Według rodziny Potockich Komorowska zginęła przypadkowo, uduszona futrami, które miały stłumić jej krzyki. Zwłoki wrzucono do zbiornika wodnego. O szczegółach zdarzenia pisze m.in. Izabela Śliwińska-Słomska w tygodniku „Wprost”, art. „Ciężarna szlachcianka zamordowana na zlecenie teściów”. Inne podanie mówi, iż ciało kobiety znaleziono nad Bugiem w Konotopach koło Sokala. 17-letnia porwana była w 6 miesiącu ciąży, co czyni tę historię jeszcze bardziej tragiczną. Sprawcy porwania i zabójstwa znani z imienia, nigdy nie ponieśli kary, chroniła ich protekcja Potockich, czyli małżeństwa Franciszka i Anny.
Niecały rok po śmierci niechcianej, brzemiennej synowej w styczniu 1772 r. zmarła jej teściowa Anna Elżbieta Potocka z Potockich. Zaś w październiku tego samego roku jej mąż, a teść Gertrudy – Franciszek Salezy. Można przypuszczać, że do ich śmierci przyczyniła się sprawa zabójstwa Gertrudy. Legenda związana z tym faktem opisana jest w kronice ojców Bazylianów w Krystynopolu, a przytacza ją M. Orłowicz w „Ilustrowanym przewodniku po Przemyślu i okolicy”, 1917 r., s. 92/93. „Poczem trapiony wyrzutami sumienia (Franciszek Salezy) przebywał przez czas jakiś w Buszkowicach pod Przemyślem (…) duch jego żony Anny zjawiał się przez czas dłuższy po jej śmierci jednej z zakonnic klasztoru Benedyktynek w Przemyślu z żądaniem budowy kościoła, a na znak swej obecności wypalił owej zakonnicy znak krzyża na ręce, a znak spalonej ręki na stole, który ma być przechowywany w klasztorze”. Legenda legendą, ale faktem jest, że wojewoda z Krystynopola przyczynił się do budowy kościoła, przeznaczając na ten cel kwotę 30 000 złp. Portrety fundatorów Franciszka i jego żony Anny można zobaczyć w prezbiterium kościoła. W ten sposób powstał kościół z kaplicą św. Anny, który znają wszyscy przemyślanie.
54 lata po tragicznej śmierci żony Stanisława Szczęsnego Potockiego, epoka romantyzmu zadbała o jej pamięć. Zabójstwo kobiety stało się tematem powieści poetyckiej w dwóch pieśniach, napisanej przez Antoniego Malczewskiego pt. „Maria” – powieść ukraińska, wydanej w 1825 r. Losem niechcianej synowej zainteresowała się także malarka i pisarka Maria Pomezańska, wydając w roku 1853 we Lwowie 3-tomową powieść pt. „Gertruda Komorowska”. Z kolei na płótnie uwiecznił szlachciankę Leon Wyczółkowski, malując w 1883 r. wzruszający obraz pt. „Gertruda Komorowska na saniach”.
Hanna Widacka w art. „Fatalny naszyjnik Gertrudy Komorowskiej” pisze, iż Augustyn Komorowski otrzymał sznur pereł swojej siostry. Prawdopodobnie był to dar ślubny dla Gertrudy od męża St. Szczęsnego. Augustyn ofiarował perły swojej wnuczce Henryce, żonie Kornela Ujejskiego. Małżeństwo to zakończyło się separacją. Gdy syn Henryki, Roman Ujejski, żenił się, starsza pani Ujejska podarowała naszyjnik swojej synowej Zofii. Młoda małżonka zmarła w wieku 27 lat na dyfteryt i naszyjnik przeszedł na jej córkę Teresę. Ona również zmarła przedwcześnie w wieku 30 lat zarażona tyfusem plamistym. Przed śmiercią Teresa ofiarowała klejnoty swojej kuzynce Felicji Mycielskiej. Syn Felicji, student Andrzej Mycielski, „zrobił porządek” z pechowymi perłami. Udał się do archiprezbitera kościoła Mariackiego w Krakowie, gdzie odprawiono ceremonie egzorcyzmów, w której A. Mycielski był ministrantem. W swoich wspomnieniach Mycielski zanotował, iż perły „stały się od tego momentu nie przynoszącym już pecha świecidełkiem (…) Nicejskie zaklęcie podziałało” (pisownia oryginalna). Dla jasności – podczas egzorcyzmów użyto modlitwy zatwierdzonej przez sobór nicejski.
Kościół i klasztor Benedyktynek przetrwał szczęśliwie zabory oraz I i II wojnę światową. Dzięki prowadzeniu przez zakonnice od 1785 r. szkoły żeńskiej uniknął kasaty. W latach 60. i 70. XIX w. rozbudowano budynki szkolne do trzech kondygnacji i połączono je z budynkiem klasztornym. Prowadzoną szkołę panieńską nazywano od 1870 r. rządowym seminarium nauczycielskim. Liczba uczennic w 1889 r. wynosiła 195. Obiekty ze względu na bliskość Sanu narażone były na zalanie, co miało miejsce w 1867 r., kiedy to „woda w kościele była na parę łokci” – wspomina o tym Kazimierz Girtler. W czasie I wojny światowej w części szkolnej urządzono szpital. Podczas II wojny światowej większość klasztoru i całą szkołę zajęły wojska niemieckie. W czerwcu 1941 r. kompleks został ostrzelany przez wojska radzieckie. Zniszczeniu uległ prawie cały klasztor i szkoła. Spłonął też dach kościoła, jednak kościół ocalał z cennymi rękopisami i starodrukami. Z pomocą polonii amerykańskiej i kanadyjskiej w latach powojennych budynki odrestaurowano. W roku 1970 dekretem biskupa Ignacego Tokarczuka ustanowiono parafię pw. Świętej Trójcy. Na ruinach dawnej szkoły wzniesiono w 1985 r. Dom Gości, który jest integralną częścią klasztoru. W ten sposób siostry realizują jeden z przepisów reguły św. Benedykta „Byłem gościem i przyjęliście mnie”.
Ktoś może zapyta, a co z młodym Potockim? Odpowiadam. Po śmierci Gertrudy zdążył się dwa razy ożenić i spłodzić potomków. Podobno przed śmiercią zażyczył sobie, aby pogrzebano go z portretem Gertrudy. Jedynej żony, która była mu wierna po grób… Do historii Polski przeszedł jako zdrajca, marszałek konfederacji targowickiej z 1792 r. Notabene wieś Targowica na wschodnim Podolu należała do majątku naszego „bohatera”. Jego pogrzeb w 1805 r. zakłóciło zbezczeszczenie jego zwłok w kaplicy w Tulczynie. Ciało ograbiono z munduru generała rosyjskiego, orderów i klejnotów. Nagie zwłoki porzucono pod ścianą. W tym momencie przypominają mi się słowa tekstu piosenki śpiewanej przez Edytę Geppert: „Jakie życie, taka śmierć – nie dziwi nic, jaka zdrada, taki gniew – nie dziwi nic…”.
dr Beata Świętojańska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze