Reklama

Gręboszówka – miejsce niezwykłe

04/06/2026 16:16

Z Jerzym Solskim i jego partnerką Jolantą spotykamy się w rodzinnym domu Jerzego na Kalwarii Pacławskiej. – Mój dziadek Józef Grębosz wybudował ten dom w 1905. Zamieszkał w nim z moją babcią Teklą – rozpoczyna opowieść Jurek, gospodarz na Gręboszówce, emerytowany strażak, historyk i przewodnik PTTK w Przemyślu.

Przed wejściem na podwórko i werandę Gręboszówki archiwalne zdjęcia z informacją: „Dom ustawiony wśród zabudowy leśnej. Kalenicą wzdłuż drogi do Pacławia. Drewniany, bielony, na podmurówce z kamienia łupanego. Szczyty oszalowane pionowo deskami, w sieni schody na strych”.

– Na tym strychu przez te ponad sto lat spały tysiące pielgrzymów. Kładło się siano, słomę. U nas lubili zatrzymywać się pątnicy z Borysławia. Brakuje mi ich obecności

– mówi Jurek.

– Czasem w domu, na strychu, na werandzie, gdzie kto mógł, w czasie odpustu sierpniowego spało kilkaset osób. Nikt się kłócił

Reklama

– dodaje Jola.

– Dziadek Grębosz był mistrzem murarskim. Na Kalwarię przyjechał za Tyszkowskimi

– kontynuuje Jurek.

– Czy budował kaplicę grobową Tyszkowskich, tego nie wiem, ale na pewno w 1906 stawiał mur dookoła neogotyckiego grobowca. Mur okalający sanktuarium też pomagał stawiać

– mówi.

W grobowcu spoczywają między innymi trzej parlamentarzyści galicyjscy Rady Państwa oraz Sejmu Krajowego: bracia Józef i Antoni Tyszkowscy oraz Paweł, syn Antoniego. Piękne witraże w kaplicy grobowej przedstawiają świętych imienników Tyszkowskich.

Reklama

Nieżyczliwa hrabina i woda w trumnie

Z kaplicą grobową Tyszkowskich wiąże się legenda z hrabiną Wiktorią, która nie podała wody spragnionym pątnikom. Za karę po śmierci jej trumna wypełniła się wodą.

– W dzieciństwie byłem raz w krypcie i rzeczywiście woda w jej trumnie była

– zapewnia Jurek.

W zbiorach Jurka jest wiele wydań z legendami związanymi z Kalwarią Pacławską i sanktuarium. W księgozbiorze m.in.: „Legendy Kalwaryjskie ojca Rafała Antoszczuka”. Z opowieścią o wędrownym starcu, który sprawił, że karczma zapadła się pod ziemię. Tak skończyło się przepijanie przez miejscowych mężczyzn ciężko zarobionych pieniędzy.

Reklama

– A tu – pokazuje Jurek – jedno z najnowszych wydań legend: „Od Pogórza po Bieszczady. Legendy i opowieści ziemi podkarpackiej”. Pięknie wydane. Autor Zenon Gierała podał nieco inną wersję dotarcia cudownego obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej z Kamieńca Podolskiego. Podobno mężczyzna, który obraz ocalił z nawały tureckiej, znał język najeźdźców. Dzięki temu ominął wiele zasadzek, a obraz kalwaryjskiej Madonny przyniósł zwinięty w wędrownym, wydrążonym kosturze.

Jeleń z krzyżem w porożach

Jerzy zamierzał studiować historię.

– Od dziecka interesowały mnie dawne dzieje. Chciałem studiować. Nie wyszło. Jestem na strażackiej emeryturze i hobbystycznie interesuję się lokalną historią. Na jednej z półek emblemat OSP Kalwaria Pacławska z wyhaftowanym charakterystycznym jeleniem i rozświetlonym krzyżem w porożach.

Reklama

– To ten jeleń od hrabiego Andrzeja Maksymiliana Fredry, który miał go zobaczyć podczas polowania. To go zainspirowało do założenia w 1665 Kalwarii Pacławskiej i klasztoru franciszkańskiego

– mówi Jurek. W dawnej sypialni dziadków regały pełne książek. Jurek zdejmuje je i przynosi w koszu wiklinowym. Na stronach tytułowych ekslibris Gręboszówki.

– O, tutaj, drugie wydanie „Przewodnika Kalwaryjskiego” z 1873 zredagowanego przez księdza Innocentego Nycza. Z opisanymi cudami za przyczyną Matki Bożej Kalwaryjskiej.

Reklama

– Myślę, że to jeden z ostatnich tak wiekowych egzemplarzy przewodników kalwaryjskich w Polsce, a być może ostatni

–  mówi Jurek.

Dwie Madonny

Na jednym z archiwalnych zdjęć w Gręboszówce cerkiew.

– Tak, stała trochę niżej Gręboszowki. A właściwe dwie. Najpierw prawosławna, potem greckokatolicka

– snuje opowieść Jurek. Idziemy na miejsce nieistniejącej cerkwi. W jej miejscu stoi krzyż.  Jurek wyjmuje z koszyka kolejne dwie książki: „Pogórze Przemyskie. Tajemnice Doliny Wiaru” Stanisława Krycińskiego, „Sanktuarium w Kalwarii Pacławskie 1668 – 2018”, pod redakcją ojca Zdzisława Gogoli oraz wydruk pracy antropologicznej Julii Buyskykh: „Pomiędzy pamięcią a granicą. Ukraińska pielgrzymka na Kalwarię Pacławską”. „Pierwsze wzmianki o cerkwi prawosławnej w Pacławiu pochodzą z 1311. W 1611 została przebudowana. W 1921 w jej miejsce wzniesiono nową murowaną cerkiew. Do nowej cerkwi przeniesiono cudowną ikonę Przeczystej Dziewicy namalowaną w 1409 przez mnicha Laurentego. Cerkiew rozebrano po II wojnie światowej” – czytamy w pracy ojca Gogoli. Dokładnie to w 1957. We wspomnieniach jednej z mieszkanek: – Tę najnowszą cerkiew rozwaliła komuna. Bo nikt z Kalwarii nie chciał do tego ręki przyłożyć, bo był szacunek, że to jest święte.

Reklama

Jurek przywołuje wspomnienia dziadków. Podkreśla zgodne współistnienie dwóch obrządków na Kalwarii i Pacławiu. – Księża i ojcowie brali wspólnie udział w uroczystościach religijnych, wspólnie spowiadali. Wszystko zmieniła wojna. Teraz ludzie na Kalwarii niezbyt chętnie wracają do powojennych czasów. Kalwarianie mieli do 1957 dwie Madonny: Matkę Bożą Słuchającą i Przeczystą Dziewicę. 

Zapomniane nagrobki

Jurek od lat próbuje ocalić od zapomnienia dwa nagrobki na kalwaryjskim cmentarzu. „W ów dzień rano, 13 września, w Nowosiółkach Dydyńskich patrol niemiecki zastrzelił z karabinu r.k.m. dwóch naszych żołnierzy nad rzeką, naprzeciw szkoły. Biedacy ostatni idąc padli. Oto ich nazwiska na podstawie znalezionych przy nich dokumentów: Paczkowski Stanisław ur. 03.01.1915 r. w Boryczkowcach, pow. Borszczów. Przynależność macierzysta Baon K.O.P. Delatyn. (…) Józef Chebda. Pierwszy miał przestrzeloną głowę, drugi serce. Tego samego dnia po południu sprowadziliśmy ciała do trupiarni. A na drugi dzień odśpiewaliśmy cześć jutrzni. Msze świętą o pokój ich duszy i przy bardzo licznym udziale parafian ze złami w oczach pochowaliśmy ciała bohaterów na cmentarzu parafialnym  (w: Kronika Konwentu oo. Franciszkanów w Kalwarii Paclawskiej 1902 – 1944).

Reklama

– W tym nagrobku spoczywa Stanisław Paczkowski i jego brat Kazimierz, który zginął w walkach o Berlin. Ciało Józefa Chebdy najprawdopodobniej zabrała rodzina

– mówi Jurek.

– Bardzo cenię to, co dla Kalwarii Pacławskiej i okolic robi Straż Graniczna. Dzięki niej czujemy się bezpieczni, ale byłoby fajnie, gdyby zapominanym nagrobkiem się zainteresowali. To przecież ich starsi koledzy z Korpusu Ochrony Pogranicza.

 

Piłat od 28 lat

Jurek od 28 lat odtwarza rolę Piłata w wielkopostnym, kalwaryjskim Misterium Męki Pańskiej. Misterium doczekało się licznych materiałów dziennikarskich, filmowych, opracowań naukowych, książkowych. Kamila Baraniecka-Olszewska w swojej książce „Ukrzyżowani. Współczesne misteria męki Pańskiej w Polsce” poświęca Jurkowi sporo miejsca. Jurek opowiada historię sprzed 28 lat, dotyczącą swoich kilkuletnich wtedy synów. W Wielki Piątek obaj: Ernest i Maurycy poszli się bawić nad zbiornik wodny straży pożarnej. Nagle Maurycy ześliznął się do zbiornika i zaczął tonąć. Ernest przybiegł po ojca.

Reklama

– Staw jest kilkadziesiąt metrów od Gręboszówki. Wskoczyłem do wody. Wyciągnąłem syna.  Zacząłem reanimację. Maurycy wrócił do nas

– mówi ze łzami w oczach Jurek.

– Gdy ojcowie franciszkanie zaproponowali mi rolę Piłata w Misterium, zgodziłem się bez namysłu. Do dzisiaj swój udział traktuję jako podziękę Matce Bożej Kalwaryjskiej za ocalenie syna.    

 

Zimna wojna w Gręboszówce

Na werandzie, na jednym ze zdjęć Joanna Kulig, Tomasz Kot i opisy do filmu „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego.

– Spała u nas ekipa filmowa „Zimnej wojny”. Był też Paweł Pawlikowski. Szukali plenerów i statystów. Zagrałem epizodyczną rolę rowerzysty zmagającego się z zaspami śnieżnymi. Ostatecznie nie znalazła się w filmie i do dzisiaj śmieję się, że dlatego „Zimna wojna” Oskara nie dostała, chociaż miała aż trzy nominacje. Za „Idę” Pawlikowski Oskara już dostał, a jego najnowszy film zachwycił jury w Cannes.

Reklama

Jola przypomina wizyty filmowców z Gdańska, Warszawy, Rzeszowa.

– Polubili nasze miejsce i Gręboszówkę

– dodaje.

Jurek pokazuje nam dom. Tu sypialnia dziadka Józefa i babci Tekli, zachowane fragmenty pieca chlebowego, pomieszczenie zwane boiskiem, wykorzystywane do młócenia zboża, stare ocalone meble, sprzęty gospodarstwa domowego, święte obrazki, anioły. Wędrują za nami pies Dżeki i kotka Żurka. W gościnnym pokoju Jola serwuje zrazy, kopytka i rydze z domowej spiżarni. Za oknem Połoninki Pacławskie. Na koniec rozmowy Jurek z Jolą śpiewają piosenkę ludową „Serduszka dwa”, motyw muzyczny z „Zimniej wojny”.

Reklama

Dwa serduszka, cztery oczy,

Co płakały we dnie w nocy.

Czarne oczka, co płaczecie,

że się spotkać nie możecie,

że się spotkać nie możecie oj, o jo, joj.

Artur Wilgucki

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/06/2026 16:16
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości