Z Jerzym Solskim i jego partnerką Jolantą spotykamy się w rodzinnym domu Jerzego na Kalwarii Pacławskiej. – Mój dziadek Józef Grębosz wybudował ten dom w 1905. Zamieszkał w nim z moją babcią Teklą – rozpoczyna opowieść Jurek, gospodarz na Gręboszówce, emerytowany strażak, historyk i przewodnik PTTK w Przemyślu.

Przed wejściem na podwórko i werandę Gręboszówki archiwalne zdjęcia z informacją: „Dom ustawiony wśród zabudowy leśnej. Kalenicą wzdłuż drogi do Pacławia. Drewniany, bielony, na podmurówce z kamienia łupanego. Szczyty oszalowane pionowo deskami, w sieni schody na strych”.
– Na tym strychu przez te ponad sto lat spały tysiące pielgrzymów. Kładło się siano, słomę. U nas lubili zatrzymywać się pątnicy z Borysławia. Brakuje mi ich obecności
– mówi Jurek.
– Czasem w domu, na strychu, na werandzie, gdzie kto mógł, w czasie odpustu sierpniowego spało kilkaset osób. Nikt się kłócił
Reklama
– dodaje Jola.
– Dziadek Grębosz był mistrzem murarskim. Na Kalwarię przyjechał za Tyszkowskimi
– kontynuuje Jurek.
– Czy budował kaplicę grobową Tyszkowskich, tego nie wiem, ale na pewno w 1906 stawiał mur dookoła neogotyckiego grobowca. Mur okalający sanktuarium też pomagał stawiać
– mówi.
W grobowcu spoczywają między innymi trzej parlamentarzyści galicyjscy Rady Państwa oraz Sejmu Krajowego: bracia Józef i Antoni Tyszkowscy oraz Paweł, syn Antoniego. Piękne witraże w kaplicy grobowej przedstawiają świętych imienników Tyszkowskich.
Z kaplicą grobową Tyszkowskich wiąże się legenda z hrabiną Wiktorią, która nie podała wody spragnionym pątnikom. Za karę po śmierci jej trumna wypełniła się wodą.
– W dzieciństwie byłem raz w krypcie i rzeczywiście woda w jej trumnie była
– zapewnia Jurek.
W zbiorach Jurka jest wiele wydań z legendami związanymi z Kalwarią Pacławską i sanktuarium. W księgozbiorze m.in.: „Legendy Kalwaryjskie ojca Rafała Antoszczuka”. Z opowieścią o wędrownym starcu, który sprawił, że karczma zapadła się pod ziemię. Tak skończyło się przepijanie przez miejscowych mężczyzn ciężko zarobionych pieniędzy.
– A tu – pokazuje Jurek – jedno z najnowszych wydań legend: „Od Pogórza po Bieszczady. Legendy i opowieści ziemi podkarpackiej”. Pięknie wydane. Autor Zenon Gierała podał nieco inną wersję dotarcia cudownego obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej z Kamieńca Podolskiego. Podobno mężczyzna, który obraz ocalił z nawały tureckiej, znał język najeźdźców. Dzięki temu ominął wiele zasadzek, a obraz kalwaryjskiej Madonny przyniósł zwinięty w wędrownym, wydrążonym kosturze.
Jerzy zamierzał studiować historię.
– Od dziecka interesowały mnie dawne dzieje. Chciałem studiować. Nie wyszło. Jestem na strażackiej emeryturze i hobbystycznie interesuję się lokalną historią. Na jednej z półek emblemat OSP Kalwaria Pacławska z wyhaftowanym charakterystycznym jeleniem i rozświetlonym krzyżem w porożach.
– To ten jeleń od hrabiego Andrzeja Maksymiliana Fredry, który miał go zobaczyć podczas polowania. To go zainspirowało do założenia w 1665 Kalwarii Pacławskiej i klasztoru franciszkańskiego
– mówi Jurek. W dawnej sypialni dziadków regały pełne książek. Jurek zdejmuje je i przynosi w koszu wiklinowym. Na stronach tytułowych ekslibris Gręboszówki.
– O, tutaj, drugie wydanie „Przewodnika Kalwaryjskiego” z 1873 zredagowanego przez księdza Innocentego Nycza. Z opisanymi cudami za przyczyną Matki Bożej Kalwaryjskiej.
– Myślę, że to jeden z ostatnich tak wiekowych egzemplarzy przewodników kalwaryjskich w Polsce, a być może ostatni
– mówi Jurek.
Na jednym z archiwalnych zdjęć w Gręboszówce cerkiew.
– Tak, stała trochę niżej Gręboszowki. A właściwe dwie. Najpierw prawosławna, potem greckokatolicka
– snuje opowieść Jurek. Idziemy na miejsce nieistniejącej cerkwi. W jej miejscu stoi krzyż. Jurek wyjmuje z koszyka kolejne dwie książki: „Pogórze Przemyskie. Tajemnice Doliny Wiaru” Stanisława Krycińskiego, „Sanktuarium w Kalwarii Pacławskie 1668 – 2018”, pod redakcją ojca Zdzisława Gogoli oraz wydruk pracy antropologicznej Julii Buyskykh: „Pomiędzy pamięcią a granicą. Ukraińska pielgrzymka na Kalwarię Pacławską”. „Pierwsze wzmianki o cerkwi prawosławnej w Pacławiu pochodzą z 1311. W 1611 została przebudowana. W 1921 w jej miejsce wzniesiono nową murowaną cerkiew. Do nowej cerkwi przeniesiono cudowną ikonę Przeczystej Dziewicy namalowaną w 1409 przez mnicha Laurentego. Cerkiew rozebrano po II wojnie światowej” – czytamy w pracy ojca Gogoli. Dokładnie to w 1957. We wspomnieniach jednej z mieszkanek: – Tę najnowszą cerkiew rozwaliła komuna. Bo nikt z Kalwarii nie chciał do tego ręki przyłożyć, bo był szacunek, że to jest święte.
Jurek przywołuje wspomnienia dziadków. Podkreśla zgodne współistnienie dwóch obrządków na Kalwarii i Pacławiu. – Księża i ojcowie brali wspólnie udział w uroczystościach religijnych, wspólnie spowiadali. Wszystko zmieniła wojna. Teraz ludzie na Kalwarii niezbyt chętnie wracają do powojennych czasów. Kalwarianie mieli do 1957 dwie Madonny: Matkę Bożą Słuchającą i Przeczystą Dziewicę.
Jurek od lat próbuje ocalić od zapomnienia dwa nagrobki na kalwaryjskim cmentarzu. „W ów dzień rano, 13 września, w Nowosiółkach Dydyńskich patrol niemiecki zastrzelił z karabinu r.k.m. dwóch naszych żołnierzy nad rzeką, naprzeciw szkoły. Biedacy ostatni idąc padli. Oto ich nazwiska na podstawie znalezionych przy nich dokumentów: Paczkowski Stanisław ur. 03.01.1915 r. w Boryczkowcach, pow. Borszczów. Przynależność macierzysta Baon K.O.P. Delatyn. (…) Józef Chebda. Pierwszy miał przestrzeloną głowę, drugi serce. Tego samego dnia po południu sprowadziliśmy ciała do trupiarni. A na drugi dzień odśpiewaliśmy cześć jutrzni. Msze świętą o pokój ich duszy i przy bardzo licznym udziale parafian ze złami w oczach pochowaliśmy ciała bohaterów na cmentarzu parafialnym (w: Kronika Konwentu oo. Franciszkanów w Kalwarii Paclawskiej 1902 – 1944).
– W tym nagrobku spoczywa Stanisław Paczkowski i jego brat Kazimierz, który zginął w walkach o Berlin. Ciało Józefa Chebdy najprawdopodobniej zabrała rodzina
– mówi Jurek.
– Bardzo cenię to, co dla Kalwarii Pacławskiej i okolic robi Straż Graniczna. Dzięki niej czujemy się bezpieczni, ale byłoby fajnie, gdyby zapominanym nagrobkiem się zainteresowali. To przecież ich starsi koledzy z Korpusu Ochrony Pogranicza.
Jurek od 28 lat odtwarza rolę Piłata w wielkopostnym, kalwaryjskim Misterium Męki Pańskiej. Misterium doczekało się licznych materiałów dziennikarskich, filmowych, opracowań naukowych, książkowych. Kamila Baraniecka-Olszewska w swojej książce „Ukrzyżowani. Współczesne misteria męki Pańskiej w Polsce” poświęca Jurkowi sporo miejsca. Jurek opowiada historię sprzed 28 lat, dotyczącą swoich kilkuletnich wtedy synów. W Wielki Piątek obaj: Ernest i Maurycy poszli się bawić nad zbiornik wodny straży pożarnej. Nagle Maurycy ześliznął się do zbiornika i zaczął tonąć. Ernest przybiegł po ojca.
– Staw jest kilkadziesiąt metrów od Gręboszówki. Wskoczyłem do wody. Wyciągnąłem syna. Zacząłem reanimację. Maurycy wrócił do nas
– mówi ze łzami w oczach Jurek.
– Gdy ojcowie franciszkanie zaproponowali mi rolę Piłata w Misterium, zgodziłem się bez namysłu. Do dzisiaj swój udział traktuję jako podziękę Matce Bożej Kalwaryjskiej za ocalenie syna.
Na werandzie, na jednym ze zdjęć Joanna Kulig, Tomasz Kot i opisy do filmu „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego.
– Spała u nas ekipa filmowa „Zimnej wojny”. Był też Paweł Pawlikowski. Szukali plenerów i statystów. Zagrałem epizodyczną rolę rowerzysty zmagającego się z zaspami śnieżnymi. Ostatecznie nie znalazła się w filmie i do dzisiaj śmieję się, że dlatego „Zimna wojna” Oskara nie dostała, chociaż miała aż trzy nominacje. Za „Idę” Pawlikowski Oskara już dostał, a jego najnowszy film zachwycił jury w Cannes.
Reklama
Jola przypomina wizyty filmowców z Gdańska, Warszawy, Rzeszowa.
– Polubili nasze miejsce i Gręboszówkę
– dodaje.
Jurek pokazuje nam dom. Tu sypialnia dziadka Józefa i babci Tekli, zachowane fragmenty pieca chlebowego, pomieszczenie zwane boiskiem, wykorzystywane do młócenia zboża, stare ocalone meble, sprzęty gospodarstwa domowego, święte obrazki, anioły. Wędrują za nami pies Dżeki i kotka Żurka. W gościnnym pokoju Jola serwuje zrazy, kopytka i rydze z domowej spiżarni. Za oknem Połoninki Pacławskie. Na koniec rozmowy Jurek z Jolą śpiewają piosenkę ludową „Serduszka dwa”, motyw muzyczny z „Zimniej wojny”.
Dwa serduszka, cztery oczy,
Co płakały we dnie w nocy.
Czarne oczka, co płaczecie,
że się spotkać nie możecie,
że się spotkać nie możecie oj, o jo, joj.
Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze