Reklama

„Grzeją na maksa” – Jawornik Polski w ekspresowym tempie odbudowuje się po powodzi

25/10/2020 09:57

Władze Jawornika nie przestraszyły się ani szkód szacowanych na 18,5 mln zł, ani wyzwania odbudowy gminy po czerwcowej powodzi. Dzięki własnemu uporowi, sprawnej organziacji pomocy zewnętrznej i dobrej koniunkturze do końca roku naprawią 30 dróg. – Grzejemy na maksa – entuzjazmuje się wójt Stanisław Petynia.

Powódź, nazwana błyskawiczną, która dotknęła w czerwcu część ziemi przeworskiej, w tym gminę Jawornik Polski, zaskoczyła gwałtownością i skalą. – Budowane od stu lat zabezpieczenia wytrzymały kilka godzin – ocenia gorzko wójt St. Petynia nazywając niszczycielski żywioł powodzią stulecia. Wezbrana woda nie miała litości. Jak wynika z dokumentacji przygotowanej przez tutejszy urząd gminy, wartość strat to około 18,5 mln zł. Najbardziej ucierpiała infrastruktura komunikacyjna: żywioł zniszczył drogi, przepusty, grubo ponad 20 mostów i kładek[paywall] ( w tym najpoważniej na drodze Manasterz – Hadle Szklarskie oraz w przysiołku Jamrozy). Uszkodzeniu uległy budynki komunalne, obiekty sportowe sieć kanalizacyjna, obiekty OSP, a strażacy stracili aż trzy wozy).

Urząd wojewódzki weryfikuje teraz protokoły szkód, a wójt Petynia skarży się nieco, że dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których drogi zreperowane tuż po powodzi przez gminę do bilansu już nie są zaliczane. – Z jednej strony jest presja mieszkańców: „szybko remontować”. Z drugiej strony, gdybyśmy tak w idealnej sytuacji wszystko naprawili, to na papierze by było, że nie mamy w ogóle strat popowodziowych – komentuje wójt.

 

Reklama

Najpierw mieszkańcy

Jawornik stara się teraz po tej katastrofie podnieść. Pierwsza pomoc skierowana została bezpośrednio do mieszkańców. Już w pierwszych dniach po przejściu wody władze gminy przekazały 600 tys. zł w zapomogach. Potem przyszło wsparcie z zewnątrz: m.in. od władz województwa, 21 rodzin otrzymało zapomogę z Caritasu. Potem była druga transza pomocy dla najbardziej poszkodowanych oraz 200 tys. skierowanych do Jawornika przez sejmik województwa warmińskiego. Do tego jak zwykle na wysokości zadania stanęli bliżsi lub dalsi sąsiedzi. Jak zapewnia wójt, sprzętu AGD przekazanego przez prywatnych darczyńców było tyle, że w pewnym momencie brakowało poszkodowanych potrzebujących.

 

Reklama

Docenić tych, co pomogli w trudnych czasach

Losem Jawornika przejęła się cała Polska. Rozliczne samorządy do wyrazów współczucia dołączały realne środki finansowe, np. władze Poznania przekazały 250 tys., Warszawy 300 tys. Wszystkie te gesty mniejsze i większe dla mieszkańców Jawornika bardzo wiele znaczą. – Nie jest tak łatwo podjąć decyzje o pomocy dla innego samorządu, gdy wszyscy jesteśmy w trudnej sytuacji spotęgowanej przez COVID – mówił na sesji 29 września wójt Petynia. – Dlatego trzeba doceniać tych, którzy „odebrali” swoim mieszkańcom, a przekazali nam – konkludował.

Przekazanych pieniędzy, jak sam to określił, „nie chowa jednak do słoików”, a w gminie w ekspresowym tempie chcą przywrócić wszystko do normalności. – Grzejemy na maksa! – mówił wójt z entuzjazmem na sesji 29 września, kiedy zapowiadał, że do końca roku uda się naprawić około 20 dróg.

 

Reklama

Drogom sprzyja koniunktura

– Ta informacja jest już nieaktualna – potęgował suspens ledwie 10 dni później. – Uda nam się wyremontować ponad 30 dróg – zapewniał wójt. Jak się bowiem okazało, okoliczności sprzyjają doświadczonej przez żywioł gminie. Przede wszystkim udało się zorganizować finansowanie inwestycji. – Nigdy w budżecie nie było tak dużych środków na remont dróg gminnych – ocenia wójt. Mowa o około 5 milionach złotych. – Konstrukcja finansowa wydatków pochodzi z wielu źródeł. W tych 5 milionach, można powiedzieć, nie ma ani złotówki z budżetu, który planowaliśmy jeszcze kilka miesięcy temu – argumentuje. Pieniądze pochodzą z różnych źródeł, część to wspomniane darowizny samorządów, część pochodzi z Funduszu Dróg Samorządowych, jeszcze inna część to środki popowodziowe.

Co równie ważne, ze względu na sytuację na rynku inwestycji moc nabywcza każdej z tych złotówek rośnie. Kosztorysy sporządzane w gminie okazują się bowiem przeszacowane, postępowania przetargowe przynoszą spore oszczędności, bo firmy godzą się wykonywać prace znacznie taniej niż dotychczas. – Gdybyśmy te same drogi robili kilka miesięcy wcześniej, wydalibyśmy 7-8 mln – wylicza St. Petynia.

 

Nie tylko mosty choć liczy się czas

Trzeba przy tym podkreślić, że gmina nie zwalnia tempa i kuje żelazo póki gorące. Został stworzony fundusz inwestycyjny pozwalający wykładać pieniądze tam, gdzie to potrzebne teraz i nie oglądać się na środki zewnętrzne, które spływają w różnym tempie i z rożną częstotliwością. Niewątpliwie dobrą informacją jest też to, że naprawiane będą nie tylko drogi.

Jeszcze w tym roku ma zostać naprawiony Orlik w Manasetrzu, w ekspresowym tempie wykonano też dokumentację budowy mostu w przysiółku Jamrozy. O tym, jak pełna paradoksów jest walka z czasem, świadczy natomiast przykład remontu mostu Manasterz – Hadle. – Z 9 procent szans zrobiło się 90, niestety słabym punktem jest wykonawca i czas – mówił o planach gminy wójt. Do przebudowy obiektu można by przystąpić lada chwlia – W opinii rzeczoznawców termin jest zabójczy – zaznacza wójt.

Nawet jeśli jednak tych prac nie da się przeprowadzić tak szybko, jak życzy sobie tego S. Petynia, plac budowy na terenie gminy wygląda imponująco i wypada trzymać kciuki, żeby tak szeroko zakrojone przedsięwzięcie, jakie skonstruował wójt i jego współpracownicy, po prostu się powiodło.
pck
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama