Reklama

Horror pierwszych lat niepodległości w Przemyślu

30/12/2019 14:54

Współczesnemu przeciętnemu Polakowi odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku kojarzy się dziś z radością, fajerwerkami, górnolotnymi przemówieniami, bohaterstwem itp. W pierwszych latach istnienia Niepodległej nie było jednak optymizmu i wesołego miasteczka, ponieważ zwykli ludzie głośno wyrażali niezadowolenie, że wolność bez pracy, jedzenia, odzienia i ciepłego kąta nic nie wartuje. W Przemyślu, podobnie jak w całym kraju, życie codzienne było wówczas piekłem na ziemi.

Umierali z głodu i chor ób

Śmiertelność w ostatnim roku wojny w 1918 roku wzmagała się wśród ludności w sposób zastraszający. Starzy i młodzi, zwłaszcza małe dzieci, wskutek głodu i chorób ginęli jak muchy. Mnóstwo umierało biedactw – cicho, wśród nędzy, z głodu i chorób, tak że pochować trupa nie było z czego. Czasem taki zgon bywał nawet wyzwoleniem dla pozostałej rodziny – bo jedna gęba mniej do jedzenia. Czasem takiego zabiedzonego, półnagiego i bosego, wkładało się do trumny, że księdzu i żałobnikom aż łzy się w oku kręciły. Wiele niemowląt porzucano lub znajdywano je nieżywe w kloakach i rowach. W Nowym Głosie Przemyskim (nr 15) z 10 sierpnia następnego roku napisano, że uboga ludność chodziła po ulicach w łatanych łachmanach, półnaga i przeważnie bez obuwia, a także bez stałego miejsca zamieszkania.

Szpital niczym cmentarz

Nawet ranni żołnierze w szpitalu garnizonowym przy ul. Słowackiego byli u kresu biologicznej wytrzymałości. Wielu z nich[paywall] dopiero co wróciło do kraju z frontu lub niewoli. Sal chorych w chłodnym listopadzie nie opalano, bo nie było węgla. Ciężko chorzy pacjenci z wysoką gorączką musieli po zimnej podłodze chodzić boso do ubikacji, bo w sali nie mógł im nikt usłużyć. Lecznica nawet nie posiadała pantofli i bielizny, brakowało też wielu leków i czystej pościeli. Śmiertelność, mimo wysiłków lekarzy, przekraczała tam wszelkie pojęcie. Pobyt tam kojarzył się żołnierzom przeważnie ze śmiercią i cmentarzem.

Reklama

Szczury zjadały trupy

Nieboszczyków nie grzebano pojedynczo, tylko czekano, aż się nagromadzi ich większa liczba. Powodowało to, że ich ciała były już mocno nadżarte przez wygłodniałe szczury, których całe gromady wałęsały się w kostnicy szpitala garnizonowego. Niektórym trupom szczury wyjadały policzki, pośladki, innym nogi, a jeszcze innym brzuchy. W ten tak straszny sposób były oszpecane zwłoki żołnierzy. Grzebano ich bez jakiegokolwiek okrycia, zupełnie nago, w grobach masowych, bo o trumnach również mowy być nie mogło (NGP 1918, nr 48).

Zamknięci w żywym grobie

NGP 20 grudnia 1919 roku zanotował, że w obozie dla internowanych w Pikulicach misja amerykańska opisała wstrząsający obraz jeńców wojennych. Nieszczęśliwcy umierali z głodu, zimna i niewygód. Brakowało im cieplej bielizny, ubrań, opału, pożywienia i lekarstw. Internowani resztek żywności szukali w śmietnikach, co nie gwarantowało zawsze powodzenia. Tyfus plamisty i dyzenteria powodowały dużą śmiertelność, „a ilość 100 zgonów za dzień jest cyfrą przeciętną. Byli zamknięci w żywym grobie”. Tłumy ludzi oblegały codziennie obóz, chcąc tym biedakom podać trochę żywności i odzieży.

Reklama

Zwłoki wypadały z trumny

Z powodu niezwykle wysokich cen za pogrzeby (trumna, karawana, grabarz itp.) biedni ludzie byli zmuszeni zmarłych swoich chować własnoręcznie. Znajomi, krewni brali trumnę ze zwłokami na barki i kondukt ruszał na cmentarz. Po drodze zatrzymywano się, by inni odciążyli niosących. Nierzadko się zdarzało, że podczas zmiany zwłoki wypadały na bruk, do błota – ku przerażeniu żałobników (NGP 1920, nr 4).

Cmentarna profanacja

Na cmentarzu przy ul. Słowackiego działy się rzeczy nieludzkie, bo rządy sprawował niepodzielnie grabarz. Dla dobrze płatnej zachcianki ludzkiej można było u niego uzyskać za łapówkę dobre miejsce dla zmarłego, którego sytuowana rodzina pragnęła na wskazanym fragmencie ziemi postawić murowany grób. Często bywało, że miejsce na pochówek było zajęte, gdyż w ziemnym grobie leżał już nieboszczyk. W tej sytuacji kopidół wyrzucał takie zwłoki. Można więc było na cmentarzu oglądać stosy połamanych trumien z powodu powyższego procederu grabarza (NGP 1919, nr 48). Tej profanacji towarzyszyły szczury i przeraźliwy smród. Z cmentarza znikały też drewniane krzyże, by ludzie mogli w zimie ugotować jakąś strawę i ogrzać izbę.

Reklama

Niemowlęta odziewano papierami

W 1920 roku także panowała niesłychana nędza, która wydawała się nie mieć końca. Bezrobocie, głód, brak opału i odzieży, epidemie, brak pomocy lekarskiej i leków były dla mieszkańców Przemyśla stanem beznadziejnym. Ludzie odziewali niemowlęta w stare gazety i papier pakunkowy. Kobiety nie miały się w co ubrać, mężczyźni chodzili obdarci, „a drożyzna uniemożliwiała egzystencję dziesiątek tysięcy jestestw w tym mieście”. Prócz garstki rodzin dobrze sytuowanych pozostali odczuwali straszne niedogodności. Śmierć w ubogiej rodzinie była kłopotliwa, bo trup leżał czasem nawet i tydzień, bo nie było pieniędzy na zwykłą trumnę z desek (NGP nr 3).

Żołnierze generała Hallera kradli chleb

Ludzie, by przeżyć, kradli jedzenie z mieszkań, piwnic i sklepów, a bieliznę i ubiór ze strychów. Sięgało też po cudze wielu milicjantów i żołnierzy. Rabunki zdarzały się w dzień i w nocy. „Do lokalu śniadaniowego Heleny Laufer przy ul. 3 Maja przyszło w poniedziałek pięciu żołnierzy w ubraniach armii Hallera, kazali sobie podać jedzenie, a gdy przyszło do płacenia, każdy z nich chwycił z lady sklepowej po dwa bochenki chleba i rzucili się do ucieczki (...). Wybryki takie powtarzają się dość często” (NGP 1920, nr 4).

Reklama

Przestępcy hulali

Ówczesna rzeczywistość stanowiła raj dla wszelkiej maści przestępców – przeważnie uzbrojonych w broń palną. Strzały na ulicach zakłócały spokój miasta. Czynili to milicjanci, goniąc bandytów, a także ci ostatni. Przestępcy plądrowali sklepy, okradali ludzi, a przy tym często dochodziło do morderstw. Prostytucja sięgała apogeum, a gwałty kobiet stanowiły codzienność. Tym procesom negatywnym sprzyjało olbrzymie bezrobocie, inflacja oraz deficyt żywności i innych towarów.

Okrutna i wstrząsająca nędza w mieście w pierwszych latach niepodległości trwała przynajmniej do 1924 roku.  


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2019-12-30 19:14:23

    Horrorem był cały okres II RP.Nie była to Polska wymarzona.Jeszcze dobrze nie powstała a zaczął Ją niszczyć rak jakim była arystokracja,która bardzo szybko dogadała się z Marszałkiem oraz środowiska kościelne a właściwie watykańskie.Opanowali wszystko co w nowo powstałym państwie było możliwe.I właśnie te dwa środowiska niesamowicie się bogacąc  doprowadziły Polskę do upadku w 1939rte same środowiska doprowadziły też do upadku I RP.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2019-12-30 20:51:25

    Horrorem to jest cały okres rozkradania , niszczenia , demolowania , rozdawania . sprzedawania za bezdurno Polski od 1989 do dziś .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    tsa - niezalogowany 2019-12-30 22:55:11

    ''Bieda ludzkości będzie trwałą tak długo jak jęk zwierząt będzie słyszalny w niebie'' - Johann Kossner

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama