Reklama

Interwencja pod choinką

18/01/2019 07:57

Choinka będąca nieodłączną ozdobą w czasie świąt Bożego Narodzenia jest symbolem szczęścia, dostatku i rodzinnego ciepła. Symbol symbolem, a życie życiem i bywa, że pod choinką dzieją się różne rzeczy. Najwięcej na ten temat mogą powiedzieć policjanci z sekcji patrolowo-interwencyjnej, którzy jeżdżą na tak zwane domówki, czyli interwencje związane z awanturami domowymi różnego kalibru.

Kolejny raz udało mi się namówić do wspomnień znajomego emerytowanego policjanta, który ładny kawałek życia spędził w radiowozie i widział niejedno, a zakończył służbę w stopniu sierżanta sztabowego. – Zdarzyło mi się parę razy mieć służbę w święta. Nie powiem, żeby to było miłe. Inni w tym czasie siedzą z rodziną, w cieple, przy zastawionym stole, a my musieliśmy zbierać leżaków z przystanków albo godzić małżonków, którym zachciało się awanturować pod choinką. Kiedyś, w drugi dzień świąt, dyżurny wysłał nas, żeby uciszyć jakieś towarzystwo, które tak świętowało, że sąsiedzi z kamienicy prosili o pomoc. Po paru latach zna się już trochę adresów, ale pod ten jechaliśmy pierwszy raz. Porządna kamienica, porządni lokatorzy. Z mieszkania na pierwszym piętrze na całą klatkę słychać odgłosy potężnej awantury. Pukamy, otwiera dobrze już trącony gospodarz. Wchodzimy i tłumaczymy, żeby się trochę uspokoili. Towarzystwo – jak to się mówi – raczej z wyższych sfer, nie żadne tam menelstwo. Stół zastawiony koniakami, które im widocznie zaszkodziły, bo wszyscy wrzeszczą do siebie. Na nasz widok trochę się uspokoili, a gospodarz obiecał, że już będzie cicho. Pouczyliśmy go i wracamy do radiowozu. Pół godziny później dyżurny znowu nas tam wysyła. Wchodzimy, a tam już draka na całego.Panowie szarpią się za krawaty, panie odciągają mężów, komuś już krew leci z nosa. Nikt nie reaguje na nasze polecenia, ale przecież to święta i jakoś nie wypadało sięgać po pałki albo gaz. Wzięliśmy do radiowozu najbardziej agresywnego i wróciłem na górę, żeby spisać resztę, a tu kolega dzwoni, żebym mu pomógł, bo facet zaczyna szaleć. Biegnę na dół, a jakaś kobieta krzyczy, że ktoś kogoś chce zabić. Wracam. Dwóch się ostro naparza. Rozdzielam ich i jednemu zakładam kajdanki, na to jedna kobita zaczyna mnie szarpać za kurtkę. Wyskakuję na klatkę i wołam dyżurnego, żeby przysłał pomoc, ale akurat wszystkie patrole są zajęte. Ponad godzinę mordowaliśmy się z nimi, nim przyjechały dwa radiowozy. Miałem pourywane pagony, lało się ze mnie i służbę skończyłem dwie godziny później, bo trzeba było wszystkie kwity powypisywać – sierżant kończy świąteczną opowieść.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości