Iwona ma 14 lat, urodziła się z przepukliną oponowo-rdzeniową, niedowładem wiotkim kończyn dolnych, wodogłowiem wewnętrznym i pęcherzem neurogennym. Początkowe diagnozy lekarzy nie dawały szans na normalne życie, jednak dzięki tytanicznej pracy, woli, modlitwie i zaangażowaniu matki, a potem jej własnemu, dziewczynka jest w miarę sprawna, choć pozostały jej wózek i długotrwała bolesna rehabilitacja. Gdy wszyscy już chyba się z tym pogodzili, pojawiła się nadzieja...
Iwona urodziła się w 2002 r. w specjalistycznym szpitalu w Łodzi. W trakcie ciąży dość późno zdiagnozowano schorzenie. – To i tak nie ma znaczenia, nawet gdybym wiedziała od początku, nigdy nie postąpiłabym inaczej, nie wyobrażam sobie bez niej życia, ale słysząc z ust lekarki wyrok na moje dziecko, byłam zdruzgotana... – ze łzami w oczach opowiada matka dziewczynki Elżbieta Blok. Przepuklina oponowo-rdzeniowa to wada wrodzona układu nerwowego. Nieprawidłowo spojone łuki kręgowe tworzą otwór, przez który zostają wypchnięte elementy nerwowe rdzenia kręgowego, razem z otaczającymi go oponami. Aby dziecko z takim schorzeniem mogło przeżyć, niezwłocznie po narodzeniu należy powstały otwór zaszyć. Tak też się stało.
Z czasem, by pomóc Iwonce, rodzina szukała możliwie najlepszych specjalistów w regionie. Udało się nawiązać kontakt z uznanym rzeszowskim ortopedą traumatologiem z profesorskim tytułem. Prowadził dziewczynkę przez 13 lat. Iwona już jako małe dziecko poznała co to ciężka praca nad sobą i bolesna rehabilitacja, które były jej codziennością. Nie dawała za wygraną, tego nauczyła ją mama. – Motywowałyśmy się, nie ma, że boli, nie chce wstawać, nie chce się jechać, że pogoda jest niesprzyjająca. Razem traktowałyśmy to jako wyzwanie i wspierałyśmy się wzajemnie – wspomina E. Blok.
Przełom przyszedł nieoczekiwanie, za pośrednictwem znajomej matki borykającej się z podobną sytuacją. Iwona razem z mamą trafiły do Krystyny Bobrowskiej z Mazowieckiego Centrum Rehabilitacji. – Byłam w szoku, pani doktor spytała, gdzie byliśmy przez te wszystkie lata. Powiedziała, że Iwonka odpowiednio leczona i rehabilitowana mogła już dawno temu zacząć chodzić i że jeśli będziemy się stosować do jej poleceń, ciężko pracować i nie odpuszczać, to się uda! Poprosiłam, żeby dała mi to na piśmie... i napisała. Ciągle noszę tę kartkę ze sobą, jest jak talizman. Tam jest sprecyzowany nasz cel i tam jest napisane, że to co robimy, ma sens. To trudne do przecenienia po tylu latach zmagań – mówi E. Blok.
Niedługo później zgodnie z zaleceniami nowej prowadzącej dziewczyna trafiła na zabieg odkotwiczenia nerwów, co wespół z intensywną rehabilitacją poskutkowało tym, że już po kilku miesiącach dziewczyna zyskała czucie w kolanach i niżej, aż do kostek. – Lekarka nam powiedziała, że ten zabieg powinien być przeprowadzony 10 lat temu (!)... Czy czuję dziś żal? Tak, czuję, ale nie żyję tym, żyję celem – dodaje.
Konieczna jest codzienna, systematyczna i prawidłowa rehabilitacja z wykorzystaniem specjalistycznego aparatu do pionizacji oraz do nauki chodzenia. Koszt takiego sprzętu to 15 tys. zł, do tego potrzebny jest tzw. „UGUL” do codziennej rehabilitacji domowej, a to kolejne 7 tys. zł. Ponadto 3 ortezy nogi o wartości 1600 zł. Niestety NFZ wszystkiego nie sfinansuje, nawet koszty rehabilitacji nie będą pokryte w całości. Na szczęście zbiórką na rzecz Iwony zajął się Caritas Archidiecezji Przemyskiej i już pojawiają się pierwsi darczyńcy. Serdecznie zachęcamy wszystkich ludzi dobrej woli do dokonywania wpłat na rzecz Iwony.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Chętnie przyłącze się do akcji. Trzymaj się Iwona. :)
Chętnie przyłącze się do akcji. Trzymaj się Iwona. :)
Powodzenia!!
Moja dzielna Gwiazda :-*