Reklama

Jak w gangsterskim filmie

07/04/2020 07:48

Maciek należał do gatunku tych ludzi, którym nic się nie udaje i nawet w drewnianym kościele cegła im może spaść na głowę. W ubiegłym roku spotkało go wielkie nieszczęście.

Pracował jako kierowca w niewielkiej, ale dobrze prosperującej firmie braci R. Dobre kilometrówki, nadgodziny, częste premie – naprawdę nie mógł narzekać. Nagle wszystko diabli wzięli. Szefowie wykryli braki w towarze, który Maciek rozwoził po okolicznych sklepach i oskarżyli go o kradzież, a następnie zwolnili w trybie natychmiastowym i zgłosili sprawę organom ścigania. Maciek oczywiście szedł w zaparte i twierdził, że to ktoś w firmie zakradł się do jego auta i ukradł część towaru. Na jego nieszczęście znalazł się właściciel sklepu, któremu proponował towar na lewo. Zamiast uderzyć się w piersi, wyrazić skruchę i wziąć wyrok na klatę, Maciek zawziął się i przysiągł, że za swoją krzywdę zemści się na braciach R. Tymczasem sprawa rozniosła się po małym miasteczku i Maciek nie mógł liczyć w najbliższej okolicy na żadną pracę, bo nikt nie chciał zatrudnić faceta o lepkich rękach. To go jeszcze bardziej zdołowało, a jednocześnie utwierdziło w przekonaniu o konieczności zemsty. Pozostawało jedynie wymyśleć jej formę. Wiadomo, że na frasunek dobry trunek, więc najlepiej myślało mu się przy butelce. Na filmach, które namiętnie oglądał, takie sprawy załatwiała bomba podłożona pod samochód albo umieszczona w siedzibie firmy. Oczyma wyobraźni widział czerwony słup ognia unoszący się nad jego byłą firmą. Problem był tylko w tym, że nie wiedział, jak zorganizować takie rozwiązanie sprawy. 

Na filmach takie rzeczy załatwiali wynajęci profesjonaliści i to podsunęło mu pomysł. Postanowił wynająć kogoś, kto dałby do wiwatu braciom R. Wielkiego pola manewru nie miał, więc któregoś dnia w barze przygadał się dwóm takim, którzy mogliby się podjąć takiego zadania. Obaj pochodzili z sąsiedniej wioski i mieli za sobą po parę wyroków. Podczas kolejnego spotkania Maciek powiedział, że w odpowiednim czasie załatwi sobie alibi, a wtedy zleceniobiorcy mogliby podpalić auto braci albo nieco uszkodzić im facjaty. Za wykonanie zadania obiecał tysiąc złotych. Nie przewidział tylko, że najemnicy będący prawie zawsze w stanie wskazującym mogą się wygadać. Bracia R. dowiedzieli się o tym i teraz Maćkowi doszła jeszcze jedna sprawa o podżeganie, czyli przestępstwo z art. 18. paragraf 2. kodeksu karnego. jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości