Reklama

Janek Mela: – Utrata ręki i nogi nie była największą tragedią w moim życiu

10/12/2014 14:00

– Wokół nas jest bardzo dużo okazji do zrobienia czegoś niezwykłego. Marzenia trzeba spełniać – mówi Janek Mela, który w wieku 13 lat stracił rękę i nogę. Jak przyznaje, nie była to jednak największa tragedia w jego życiu.

– Chodziły mi po głowie myśli samobójcze, chciałem to wszystko skończyć, nie rozumiałem, po co to wszystko się dzieje. Nie rozumiałem, dlaczego przeżyłem ten cholerny wypadek. Zwijałem się z bólu, lekarze czasami przypinali mnie pasami do łóżka, żebym nie wyszarpał całego doklejonego do mnie sprzętu – wspomina pierwsze tygodnie po wypadku i amputacji kończyn. Wypadek, który odmienił całe jego życie, wydarzył się 24 lipca 2002 r. 13-letni Janek razem z kolegą bawił się na oddalonym o 100 metrów od jego domu placu zabaw, na którym znajdowała się stacja transformatorowa. Gdy zaczął padać deszcz, chłopcy postanowili się schronić w otwartym budynku. – Mimo że niczego nie dotykaliśmy, napięcie było tak duże, że utworzył się tak zwany łuk elektryczny – opowiada Janek. Jego kolega wystraszył się i uciekł, a Mela stracił przytomność. Ocknął się po pewnym czasie (sam nie wie, jak długim), nie miał czucia w prawej ręce i w lewej nodze, ale był w takim szoku, że nie czując bólu, sam doszedł do domu. Ojciec odwiózł go do szpitala i dopiero tam, widząc, że razem z butem lekarze zdejmują także skórę z nogi, Janek zdał sobie sprawę z tego, jak poważny jest jego stan. Długo walczono, aby uratować obie kończyny, ale wdało się zakażenie. O tym, że ma amputowaną rękę i nogę, dowiedział się już po operacji. – Lekarze tłumaczyli, że nie powiedzieli mi wcześniej, żeby mnie nie denerwować. Nie wiem, liczyli, że nie zauważę czy jak – opowiada Janek. W nocy miał koszmary, które po przebudzeniu przeradzały się w jawę. 

Po amputacji ciężko mu było dojść do siebie

– Musiałem sobie odpowiedzieć, czy chcę żyć. A jeśli tak, to o jakie życie walczę? Życie kaleki, który będzie się nad sobą użalał? Nie, walczę o życie pełne przygód – postanowił. Na początku nie miał protezy i chodził o kuli. Potykał się na prostej drodze i nie był w stanie przenieść nawet kubka z pokoju do pokoju. Wszystko uczył się robić od nowa lewą ręką: pisać, wiązać buty, zrobić kanapkę. – Ale wszystkie te manualne rzeczy to był pikuś. Najtrudniejsze było zaakceptowanie siebie – przyznał. Jakiś czas po wypadku kolega, który jeździ na wózku inwalidzkim, zaproponował mu wyjście na basen. Nie chciał się zgodzić. – Ja? Przecież wszyscy będą się na mnie gapić! – nie ukrywał oporu. – I tak jest za każdym razem. Kiedy teraz idę na basen, też się ludzie gapią. Sam bym się gapił, gdybym zobaczył kogoś, kto ma jedną rękę albo kogoś, kto ma trzy ręce. To normalne – uważa Janek. Jego zdaniem ludzie wcale nie myślą o niepełnosprawnych złych rzeczy, po prostu ciekawi ich inność.

Reklama


fot.Paweł Bugira


fot.Paweł Bugira
Młody podróżnik był gościem lubaczowskiej biblioteki. Zgromadzeni nie zmieścili się w jednej sali, ale organizatorzy przygotowali transmisję wideo w sąsiedniej.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości