Elektryczne samochody dla urzędu miasta w Jarosławiu wzbudziły sporo kontrowersji jeszcze przed zakupem. Miasto kosztem około 350 tys. zł zamierzało nabyć dwa takie auta. Pierwsze z nich, pięciomiejscowy citroen, trafiło już do służby w straży miejskiej, drugiego miasto na razie nie kupiło, bo nie znalazł się chętny, by je dostarczyć.
Na początku października ubiegłego roku rada miasta zadecydowała o zabezpieczeniu 350 tys. zł na zakup dwóch aut z napędem elektrycznym na potrzeby urzędu miasta. Nie obyło się wówczas bez kontrowersji.
Część radnych kwestionowała wydatkowanie tak dużych środków na drogie samochody, a wobec podwyżek cen śmieci, uchwalonych miesiąc wcześniej, uznała planowany zakup za nietakt wobec mieszkańców, zaznaczając, że w Jarosławiu są pilniejsze wydatki.
Burmistrz Waldemar Paluch, a za nim jego frakcja w radzie, argumentowali, że[paywall] wymiana floty w UM jest koniecznością, a to z kolei kreuje szansę na zakup aut ekologicznych. Jak przekonywała ta grupa, jest to szczególnie ważne w mieście o tak zanieczyszczonym powietrzu jak Jarosław, a sam zakup może być przetarciem ścieżek i wyznaczeniem niskoemisyjnego trendu dla mieszkańców.
Ostatecznie zwolennicy pomysłu zakupu „elektryków” przeważyli. Pierwsze takie auto już zostało do urzędu miasta dostarczone i wykorzystywane jest przez funkcjonariuszy straży miejskiej w codziennej służbie.
Elektryk to 5-miejscowy citroen, według specyfikacji ofertowej dość bogato wyposażony (m.in. w dwustrefową klimatyzację, układ bezpieczeństwa ESP – ABS + AFU + ESC + ASR + Hill Assist, kamerę i czujniki parkowania, czujniki zmierzchu i deszczu), z automatyczną skrzynią biegów, akumulatorem o mocy 50 kWh i mocy silnika 100 KW.
Miasto planowało wydać na ten nabytek 150 tys. zł., ale jedyna oferta, jaka wpłynęła i ostatecznie została zaakceptowana, opiewała na kwotę o 14 tys. zł wyższą.
Pod koniec ubiegłego roku miasto próbowało nabyć także drugie tego typu auto. Według specyfikacji zamówienia miała to być 5-miejscowa osobówka, równie bogato wyposażona, z akumulatorem o pojemności co najmniej 77 kWh, mocy co najmniej 260 KM i zasięgu 480 kilometrów.
Jak nietrudno się domyślić, auto miało kosztować około 200 tys. zł. Miało, bo do przetargu nie zgłosił się żaden dealer. Nie oznacza to, że oferta UM w Jarosławiu nie wzbudziła zainteresowania. Sądząc po zapytaniach, które napłynęły w procedurze przetargowej, można sądzić, że na rynku znalazł się co najmniej jeden podmiot, mogący dostarczyć potrzebnego ratuszowi „elektryka”.
Miał jednak na myśli bardzo konkretny i dość charakterystyczny egzemplarz, w przetargu dopytywano bowiem, czy kolor auta może być wiśniowy oraz czy zamawiający dopuszcza ładowarkę pokładową prądu zmiennego (AC) o mocy 10.5 kW (1-/3-fazowa)? Na żadną z tych zmian w pierwotnej specyfikacji w jarosławskim ratuszu nie wyrażono zgody, więc przetarg trzeba było unieważnić.
Na razie nie wiadomo, czy i kiedy temat zamówienia nowego „elektryka” dla miasta powróci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze