Ekipa Roberta Kurosza dokonała – wydawałoby się – niemożliwego. Bardzo pewnie pokonała na wyjeździe niepokonanego do tej pory lidera tabeli Moravię Tompawex Obice. Tech-Project Futsal Team wywiózł cenny punkt z Buska-Zdroju, notując pierwszą w tym sezonie zdobycz na obcej ziemi.
Po pierwszym meczu z Moravią Tompawex Obice, który jarosławianie, grając w hali GOSiR w Zarzeczu jako gospodarze, przegrali sromotnie 2:13, zapytaliśmy R. Kurosza czy Moravią Tompawex jest w ogóle w tym sezonie do ugryzienia. Odpowiedział, że… tak! I mówił to w kontekście swojego zespołu. Prawdę powiedziawszy były to bardzo buńczuczne słowa po laniu, jaki drużyna z Obic sprawiła JKS-owi. Odpowiedział „tak”, ale pod jednym warunkiem: musi mieć do dyspozycji wszystkich swoich najlepszych graczy.
Na rewanżowy (rozegrany awansem z 11. kolejki z 15 lutego br.) mecz z liderem JKS wybrał się w niemal kompletnym zestawieniu personalnym. I co się okazało? Ano to, że R. Kurosz miał rację! Jarosławianie „ugryźli” suwerena zmagań boleśnie. Mocno i konkretnie.
To może zabrzmieć nieco niewiarygodnie, ale przez 40 minut spotkania gospodarze w zasadzie nie mieli nic do powiedzenia. Nie byli w stanie przebić się przez dobrze zorganizowane szyki defensywne JKS-u, nie potrafili zapobiec, przeciwstawić się urozmaiconym, szybkim i dokładnym akcjom rywala w ofensywie.
Drugi z jarosławskich zespołów, czyli Tech-Project Futsal Team także miał trudne zadanie, bo w Busku-Zdroju nikomu się nie gra łatwo. A gdy do tego dodamy fakt, że zespół Michała Bloka jeszcze na wyjeździe nie zapunktował, trudność wzrastała.
Ale jarosławianie wreszcie przełamali złą passę. Trzykrotnie przegrywali, trzykrotnie potrafili doprowadzić do remisu. Ten trzeci raz dał im pierwszy punkt w sezonie na obcej ziemi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze