Reklama

Kiedyś to były czasy

28/10/2018 07:52

W ubiegłym tygodniu spotkałem Wodza, który przystanął pod kioskiem, popatrzył na leżący w okienku nasz tygodnik i wyraźnie zainteresował się tytułem na pierwszej stronie. Wodzu tak naprawdę miał kiedyś trochę inną ksywę, ale z powodu RODO musiałem mu ją zmienić.

Wodzu niedawno skończył sześćdziesiątkę, ale sterany przez życie wyglądał na grubo więcej. Przeczytał na głos o napadzie w środku miasta, którego dokonali zamaskowani bandyci, po czym zamyślił się chwilę, pokręcił głową i zebrało mu się na wspomnienia. – Kiedy jeszcze byłem takim szkutem, to na mojej parafii też się lali, często nawet do krwi – zaczął opowiadać sznaps barytonem. – Chłopaki zawsze mieli przy sobie szpadryny, to znaczy kastety albo kosy, i robili z nich użytek, ale nie pamiętam, żeby któryś w czasie draki zasłaniał mordę kominiarką. Wtedy nikt się twarzy nie wstydził, no ale wtedy jeszcze nie było wszędzie tych cholernych kamer. Zwykle już po rozróbie gliny łaziły i rozpytywały, ale raczej nie zdarzyło się, żeby ktoś puścił parę z gęby, bo by miał u wszystkich przewalone. Kiedyś jak mojego kumpla żona zakapowała, to kiedy poszedł siedzieć, sąsiadki jej nawet soli nie chciały pożyczyć. Teraz wszystko się pozmieniało, głównie przez amerykańskie filmy i inne wynalazki. Gówniarze naoglądają się i potem świrują. Ja, nie powiem, święty nie byłem i parę lat pod celą przekiblowałem. Też potrafiłem się naparzać. Kiedyś miałem szpargę z takim jednym z naszej ulicy.

Poszło o fanty, które po prostu przepił, a wypierał się, że ojciec mu je wyrzucił. Pacan, zamiast się przyznać, zaczął kręcić, a tego nie lubię, więc dorwałem go i trochę mu przywaliłem. Za kilka dni on z bratem mnie dorwali i straciłem dwa zęby. Tego nie mogłem podarować i tak się zaczęła między nami wojna. Polowaliśmy na siebie, a chłopaki z całej ulicy nam kibicowali. Pamiętam, to było w tym roku, kiedy umarł nasz papież. Wiedziałem, że gnojek będzie na imieninach u znajomego. Wpadliśmy tam z dwoma kumplami i spuściliśmy mu łomot. Trochę przesadziliśmy, bo wylądował w szpitalu, a ja dostałem rok w zawiasach. Wtedy uznaliśmy, że jesteśmy kwita i na to konto piliśmy trzy dni. No tak, kiedyś to były czasy – Wodzu skończył wspominać i na odchodnym poprosił o dwa złote. Oczywiście dałem mu. jotr podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości