Z przytupem i bez jakichkolwiek punktowych strat zakończyli domową, niezwykle długą, sesję koszykarze MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl. W sześciu kolejnych spotkaniach odnieśli sześć z rzędu zwycięstw. Dzisiejsze (8 listopada br.) z rezerwami lubelskiego Startu w pewnych fragmentach – oczywiście biorąc po uwagę klasę rozgrywkową – otarło się wręcz o perfekcję.
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl – Start II Lublin 87:61 (22:18, 24:16, 18:19, 23:8)
Punkty: G. Płocica 25 (5x3), A. Mikołajko 16, K. Majka 11 (2x3), T. Krzywdziński 10 (1x3), K. Strzępek 9, P. Pandura 8 (1x3), W. Majka 6, R. Stefanowicz 2, D. Dratwa 0, B. Reichert 0 (MCS Daniel); P. Kowalski 24 (4x3), B. Ciechociński 12 (1x3), B. Pelczar 12 (1x3), W. Hałas 8 (1x3), A. Myśliwiec 4 (1x3), J. Breś 0, Ł. Klębowski 0, O. Łoszczyk 0, K. Łoś 0, B. Muda 0, J. Szczepaniak 0, S. Targosz 0 (S).
Sędziowali: Miłosz Tracz i Michał Pogon (obaj z Krakowa). Widzów: 300.
Wbrew pozorom i sytuacji w tabeli to mógł być najtrudniejszy z dotychczasowych spotkań MCS Daniel Gimbaskets 2 w rozgrywkach. Rezerwy Startu niby są w dolnych rejonach tabeli, ale do Przemyśla przyjechało aż czterech zawodników, którzy na co dzień trenują i grają na parkietach Tauron Basket Ligi. Bartosz Ciechociński, Paweł Kowalski, Adam Myśliwiec czy Wojciech Hałas nie odgrywają czołowych ról w pierwszym zespole, ale w drugiej drużynie są gwiazdami. Inny poziom wytrenowania, taktycznego zmysłu i poruszania się na parkiecie. Ale w starciu z po raz kolejny kapitalnie dysponowanymi przemyślanami nie mieli szans. Na nic zdała się przewaga fizyczna, na nic łatwość w operowaniu piłką czy próby indywidualnych popisów. Nie mieli nic do powiedzenia w zderzeniu z ogromną ambicją, wolą walki i zespołowością w grze wicelidera tabeli[paywall].
Największym problemem dla podopiecznych Michała Sikory była mnogość ofensywnych rozwiązań w szeregach gospodarzy. Fundamentalną sprawą była również dramatycznie przegrana zbiórka. Przemyślanie zagrali na tylko nieco ponad 40-procentowej skuteczności z gry, ale ukradli aż 22 piłki na atakowanej tablicy! A to 22 szanse na ponawianie akcji. Czerpali z tego niczym z rogu obfitości. Fenomenalne zawody rozegrał zwłaszcza Artur Mikołajko. Zdobył 16 punktów i miał aż 24 zbiórki, osiągając kosmiczny wręcz przelicznik evaluation – 39. Double-double popularny „Mikołaj” osiągnął już po 20 minutach gry.
Choć wielkie brawa należą się całemu zespołowi, to każda z kwart miała swojego bohatera. W I ćwiartce był nim Tomasz Krzywdziński, w II – Artur Mikołajko, w III – Grzegorz Płocica, zaś w finalnej – cały zespół, rozbijając w pył niby mocarną ekipę Startu II.
Wyrównana walka trwała w zasadzie przez osiem pierwszych minut. Gospodarze nie mieli recepty na występującego na pozycji niskiego skrzydłowego Pawła Kowalskiego. Prawdę powiedziawszy to on trzymał przy życiu gości, choć gdyby Maciej Milan mógł skorzystać z Jakuba Patoki, to lubelski small forward miałby pewnie spory problem. To po jego „trójce”, a za moment punktach B. Ciechocińskiego przyjezdni w 8. min prowadzili po raz ostatni – 15:18. Celną przymiarką zza linii 6,75 m odpowiedział Kacper Majka, a na ponowne prowadzenie wyprowadził przemyślan Piotr Pandura.
Kapitalny okres gry gospodarze zanotowali między 14. a 17. min. Wygrali go 17:4 i w 17. min wyszli na prowadzenie 41:27. Mimo starań goście nie byli w stanie zbliżyć się do bardzo zmobilizowanych i skutecznie walczących przemyślan. Próbę zmiany czarnego scenariusza podjęli jeszcze w połowie III ćwiartki. Znowu za sprawą P. Kowalskiego, który w 24. min dwukrotnie z rzędu trafił za 3 pkt, drugi raz z faulem i zmniejszył straty swojego zespołu do 8 pkt – 50:42. To było jednak wszystko, na co miejscowi pozwolili rywalowi. Wiele ciepłych słów musi paść pod adresem Konrada Strzępka, który dostał szansę na dłuższą grę i ją wykorzystał. Jednego punktu i jednej zbiórki zabrakło mu do pierwszego w życiu w seniorskiej koszykówce double-double.
Przed decydującymi 10 minutami niby nic nie było jeszcze rozstrzygnięte, bo wynik brzmiał 64:53. Błyskawicznie jednak gospodarze wybili lubelskim gwiazdom marzenia o wygranej. Po czterech bardzo dobrych minutach, podsumowanych „trójką” Grzegorza Płocicy, było po zabawie – 75:56. A w końcówce wicelider rezerwami dokonał ostatecznej egzekucji.
***
Grzegorz Płocica: – Kluczem do sukcesu była gra w obronie. Napracowaliśmy się sporo, ale to przyniosło efekt. Bardzo pomogły nam zbiórki na atakowanej tablicy. Zebraliśmy aż dwadzieścia dwie piłki. To potężny kapitał przy ponawianiu akcji. W ataku także nie popełnialiśmy głupich strat, stąd taki a nie inny wynik tego meczu. Start przyjechał z kilkoma chłopakami, którzy grają w ekstraklasie, ale mieli problemy z zespołowością. Do każdego meczu podchodzimy tak samo. Mobilizacja jest przed każdym spotkaniem. Każde chcemy wygrać, dać z siebie wszystko. Nie zawsze się udaje, bo sport jest grą błędów, ale na razie jest naprawdę nieźle.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Z perfekcyjnym przytupem piszesz pan. Oby tak grali jak się o nich pisze. Obaczym za czas jakiś.
Z perfekcyjnym przytupem piszesz pan. Oby tak grali jak się o nich pisze. Obaczym za czas jakiś.
a co z Balem?
Wraca w grudniu