To był jeden z najgorszych, a kto wie, czy nie najgorszy, występ przemyskiego beniaminka w tym sezonie FOGO Ekstraklasy. To, co wyprawiali na parkiecie w Toruniu, trudno jednoznacznie zdefiniować. Dobrze, że sezon dla ekipy Adriano Ribeiro się kończy, bo niektórym zawodnikom trykot z logo Eurobusu najwyraźniej uwiera. Szkoda się męczyć.
W pierwszych 20 minutach gra przemyślan wyglądała bardzo źle. Niby mieli lekką przewagę, niby starali się stwarzać sytuacje, ale tak naprawdę wszystko było na niby. Nie było widać większego zaangażowania, chęci i woli walki. Przeczłapali kolejne minuty, tracąc w dziecinny sposób bramki. Zaczęło się (2. min) od sytuacji sam na sam Bruninho, który takie sytuacje musi wykorzystywać. Niestety, zupełnie się nie przyłożył i trafił wprost w wybiegającego z bramki Kamila Naparłę. A jak się nie wykorzystuje takich sytuacji, traci się bramki. Na ponad 3 minuty przed zejściem do szatni znakomitym strzałem z ok. 15 m popisał się Damian Demski i wydawało się, iż może być to impuls do poważniejszego potraktowania tego spotkania. Nic z tych rzeczy. Na ponad 2 minuty przed finałem I połowy torunianie, którzy grali w przewadze, trafili po raz czwarty. Katastrofalny błąd w ustawieniu beniaminka sprawił, że Gilberth Vindas pozostał bez krycia i – w przeciwieństwie do Bruninho z 2. min pojedynku – sytuację sam na sam wykorzystał perfekcyjnie.
Aby cokolwiek w tym meczu mogło się jeszcze zmienić, goście musieli zmienić wszystko. Od podejścia do tego spotkania, po wydobycie z siebie choć odrobiny ochoty i ambicji. Niestety. O drugich 20 minutach nie ma co się nawet rozwodzić. Zupełnie poza grą byli liderzy, czyli Jonatan De Agostini Machado, Bruninho i Jaroslaw Lebid. Jedyne co potrafił czynić na parkiecie Ramon Rabello Tubau było ciągłe wymachiwanie rękami. Ricardo Fernandes, po zderzeniu w I połowie ze… słupkiem, musiał biegać po parkiecie z opatrunkiem na głowie, niczym reprezentant Anglii Terry Butcher w meczu ze Szwecją. Niczego nie wnosili pozostali zawodnicy. Przez dobry kwadrans Eurobus nie był w stanie ani razu zagrozić bramce K. Naparły. Nic dziwnego, że gospodarze w pełni kontrolowali przebieg gry, od czasu do czasu wykorzystując dramatyczne, przedszkolne wręcz pomyłki przemyślan w defensywie.
Bramki: 1:0 Rodriguez 2:33 min, 2:0 Spychalski 12:23 min, 3:0 Naparło 16:31 min, 3:1 Demski 16:58 min, 4:1 Vindas 17:41 min, 5:1 Vindas 26:11 min, 6:1 Vindas 27:00 min, 6:2 Demski 35:38 min, 7:2 K. Kraśniewski 37:55 min.
Sędziowali: Michał Żurawski (Gdańsk) i Krzysztof Malinowski (Poznań). Żółte kartki: Kameko (trener), Spychalski, Przypis oraz Zanko. Widzów: 200.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze