Reklama

Koniec „Salezjańskiego Lata”? Dramatyczny list pasjonatów muzyki

„Salezjańskie Lato” – chyba nie ma w Przemyślu osoby, która nie słyszałaby tej nazwy. Festiwal, obecny w nadsańskim mieście od 25 lat, trwale wpisał się w kalendarz wydarzeń artystycznych przełomu lipca i sierpnia. Zyskał naprawdę liczne grono wielbicieli wśród przemyślan, ale i turystów. Kto wie jednak, czy nie są to jego ostatnie podrygi... Organizatorzy tego międzynarodowego przedsięwzięcia skierowali w tej sprawie list otwarty do radnych Rady Miejskiej w Przemyślu.

Autorami bardzo dramatycznego, ale i znamiennego listu są dyrektor festiwalu dr hab. Tomasz Ślusarczyk oraz kierownik artystyczny tegoż dr hab. Daniel Prajzner. Na początku podają kilka faktów, które pokazują skalę zainteresowania i prestiż imprezy.

  • „(...) Nasz festiwal odwołuje się i kultywuje tradycje wytworzone przez kompozytorów, wirtuozów i pedagogów Salezjańskiej Szkoły Organistowskiej – unikatowego i słynnego przed laty przemyskiego ośrodka muzycznego. W przyszłym roku (czyli obecnym, bo list powstał pod koniec 2024 r. – przyp. aut.) przypada setna rocznica, kiedy władze owej placówki wspólnie z przedstawicielami Towarzystwa Muzycznego w Przemyślu po raz pierwszy zorganizowały dla swego miasta cykl koncertów muzyki organowej i kameralnej, najstarszy tego rodzaju cykl koncertów Polsce. W 2000 r. postanowiono powrócić do tradycji i do dziś odbyły się już dwadzieścia cztery edycje Międzynarodowego Przemyskiego Festiwalu Salezjańskie Lato Muzyczne (...)”

– napisali na wstępie.

Nie da się ukryć, że na przestrzeni tych lat festiwal zdobył wielkie uznanie w świecie muzycznym. Nie popełni się żadnego błędu, jeśli się powie, że jest on wymieniany wśród najważniejszych imprez muzycznych w kraju. Organizatorom udało się zaprosić do udziału ponad 3 tys. artystów, których podziwiała widownia licząca ok. 100 tys. osób.

Reklama

Brakuje pieniędzy

Jak wiadomo, organizacja takich imprez wymaga przede wszystkim pieniędzy. Autorzy listy wskazują, że w ostatnich latach pozyskanie wystarczającego dofinansowania, w tym środków z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, było (i jest) mocno utrudnione.

  • „(...) Znikome środki miejskie nie są w stanie zapewnić ciągłości imprezie, mającej znakomitą genezę, historię oraz wypracowaną przez ćwierć wieku działalności wysoką renomę w kraju i za granicą. Przewidywana dotacja miejska w wysokości 10 tys. zł jest zaledwie promilem w całościowym budżecie imprezy. W 2024 roku, dzięki środkom przekazanym z miasta w wysokości 10 tys. zł na festiwal i 10 tys. zł na Międzynarodowe Kursy Akademii Trąbki oraz środkom pochodzącym z Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek” w wysokości 20 tys. zł, udało się nam zorganizować dziesięć koncertów. Łączna kwota budżetu festiwalu w kwocie 40 tys. zł pozwoliła na opłacenie honorariów dla artystów tylko za cztery. Pozostałe koncerty zostały wykonane całkowicie za darmo przez studentów, kursantów, pedagogów Letniej Akademii Trąbki. Ziarna goryczy dodaje fakt, iż rozmowy o problemach finansowych prowadzone były z prezydentem miasta Przemyśla i Wydziałem Promocji i Kultury Urzędu Miejskiego w Przemyślu od 15 lutego 2024 roku. Z całą mocą należy podkreślić, że z takim budżetem nie jesteśmy w stanie zorganizować jubileuszowej, XXV edycji festiwalu (...)”

– napisali w dokumencie[paywall].

W 2000 r. kwota 35 tys. zł, jaką ówczesny prezydent miasta Robert Choma wyasygnował na pierwszy festiwal, pozwoliła organizatorom na zrealizowanie ośmiu koncertów. Wówczas była to kwota porównywalna do połowy ceny kawalerki w Przemyślu. Nie jest żadną tajemnicą – co podkreślają T. Ślusarczyk i D. Prajzner – że w dzisiejszych czasach na tego rodzaju imprezy, które odbywają się w miejscowościach liczących ok. 20 – 30 tys. mieszkańców, lokalne władze przeznaczają od 100 do 150 tys. zł, udowadniając tym swoje podejście do kultury tzw. wysokich lotów. W Przemyślu jest inaczej... Kultury tzw. wysokich lotów już prawie nie ma.

Reklama

Mają dość przepychanek i upokorzeń

  • „(...) W świetle niekorzystnej polityki prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wobec przysłowiowej ,,ściany wschodniej”, bardzo trudno jest nam polegać na środkach ministerialnych. Wobec czego niezwykle ważnym dla utrzymania ciągłości festiwalu jest zadbanie o środki miejskie. Na dziś kwota dofinansowania proponowana przez wydział kultury w wysokości 10 tys. zł pozwali nam na zrealizowanie jedynie jednego koncertu z udziałem 5 artystów. Bez kosztów podróży i kosztów zakwaterowania. Piszemy to wszystko nie w celu wyszarpywania pieniędzy, choć po dwudziestu czterech latach walki o nie mamy już serdecznie dość przepychanek i upokorzeń ze strony urzędników. Nie piszemy także w celu uzyskania specjalnych względów wobec naszej działalności. Apelujemy o zapewnienie festiwalowi bytu i godnej przyszłości, jako wspólnej imprezy promującej nasze miasto w Polsce i za granicą. Nie chcemy nikogo dyskredytować czy posądzać o brak dobrej woli czy rzetelnej wiedzy z zarządzania kulturą, ale proszę spojrzeć, ilu cennych imprez dziś już nie ma w Przemyślu. Pozostały tylko dwie imprezy muzyczne tego formatu, o które warto się zatroszczyć, bo za moment przestaną istnieć. Może warto wreszcie wpisać festiwal na stałe do budżetu miejskiego? Od 2019 roku wielokrotnie była o tym mowa, ale do dziś nie podjęto takiej decyzji. Czasy są bardzo trudne, ale o tożsamość i o kulturę, szczególnie lokalną, trzeba walczyć! (...)”

– podsumowali.

Dotacja jak jałmużna

Temat tego dramatycznego w swojej wymowie listu podczas sesji Rady Miejskiej w Przemyślu próbowała dyskutować radna Anna Grad-Mizgała. Niestety, nie spotkała się z praktycznie żadnym odzewem reszty wybrańców przemyskiego społeczeństwa.

– Ten festiwal, w szczycie sezonu turystycznego, z szeregiem wyjątkowych koncertów, dostępnych dla publiczności za darmo, to znakomite urozmaicenie oferty turystycznej miasta. Niestety, zaangażowanie ze strony miasta od kilku lat znacznie zmalało. Oczywiście, urząd miejski udostępnia nagłośnienie, oświetlenie oraz obsługę tegoż, ale nie ulega wątpliwości, że muzycy, nawet muzyki dawnej, powinni za swą pracę otrzymać wynagrodzenie. W końcu też muszą jeść, mają rachunki do opłacenia, a instrumenty, na których grają, potrafią kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych

Reklama

– powiedziała podczas sesji.

– Ta impreza to wypromowany, gotowy produkt turystyczny. I to taki produkt, którym Przemyśl się chlubi we wszystkich sprawozdaniach, raportach i podsumowaniach. Owszem, nie jest to koncert gwiazdy disco polo, ale bardzo liczny udział publiczności świadczy o tym, że mieszkańcy i turyści doceniają walory artystyczne festiwalu. Tym bardziej niezrozumiały jest upór, z jakim prezydent miasta unika zwiększenia dotacji na to wydarzenie. Dla porównania dotacje miejskie dla choćby festiwalu w Busku-Zdroju, Mielcu, festiwalu Kromer w Bieczu to kwoty od 100 do 150 tysięcy złotych. Przy tym dotacja przemyska w wysokości 40 tysięcy wygląda jak jałmużna. Na ostatniej sesji prezydent Wojciech Bakun, odpowiadając na ów list, odczytany przeze mnie, stwierdził, że więcej dać nie może i to maksymalna stawka. A więcej można byłoby przeznaczyć, gdyby to miasto było organizatorem. Ale po co? To przerażające, że Salezjańskie Lato to ostania takiej rangi impreza, jaka została w Przemyślu. Nie ma już festiwalu Galicja, nie ma już festiwalu rowerowego Bike Town, po dwóch latach zniknął festiwal Łączy nas Historia, którego nie byłam fanką, ale druga edycja była bardzo udana. Byłoby wielką stratą dla miasta Przemyśla, gdybyśmy stracili tak samo festiwal Salezjańskie Lato

Reklama

– podsumowała.

Mimo że podczas sesji prezydent W. Bakun odpowiedział na kilka pytań radnej A. Grad-Mizgały, ta zdecydowała o napisaniu interpelacji w tej sprawie. Czeka na odpowiedź...

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/01/2025 13:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama