Kończy się sezon grzybowy i policjanci wreszcie mogą odetchnąć. Nie dlatego, że mundurowi jakoś szczególnie uganiają się za prawdziwkami, ale tylko w październiku, w całym kraju musieli kilkaset razy szukać zaginionych grzybiarzy, co wymagało zaangażowania dużych sił. Niestety w kilkunastu przypadkach grzybobranie skończyło się tragicznie.
Na początku października po kilku dniach poszukiwań w okolicach Strzyżowa znaleziono w lesie 50-letniego grzybiarza, który zmarł z nieustalonych przyczyn. W Mszanie starszy mężczyzna, błądząc po lesie, zginął, spadając ze starego wiaduktu. W mazurskich lasach zgubiła się 70-letnia kobieta, którą po trzech dniach znaleziono martwą. Oczywiście nie każda wyprawa na grzyby kończy się dramatem, ale uważać trzeba. Dwa tygodnie temu 38-letni Maciej oznajmił żonie, że wybiera się na grzyby. Wprawdzie znawcy tematu twierdzą, że trzeba zacząć o świcie, tak jakby grzyby później się chowały, ale Maciek zaopatrzony w wałówkę i termos wyjechał z domu dopiero przed południem. Kiedy zaczęło zmierzchać, żona zaniepokojona zadzwoniła do niego, ale nie odbierał telefonu. Po kilku bezskutecznych próbach kobieta zaczęła się martwić i o dziewiętnastej, kiedy było już zupełnie ciemno, zadzwoniła na policję. Policjant z miejscowego komisariatu potraktował sprawę poważnie. Zanotował numery i kolor auta, a że był myśliwym i znał okoliczne lasy, wsiadł do radiowozu i postanowił objechać okolicę. Żeby nie angażować kolegów, zabrał ze sobą znajomego strażnika leśnego. Przejechali kilkanaście kilometrów po leśnych dróżkach, ale nigdzie nie spotkali srebrnej hondy. Funkcjonariusz zgłosił o tym dyżurnemu i wrócił do komisariatu. Kilka minut później otrzymał informację o kolizji, w której udział brała srebrna honda. Okazało się, że w pobliskim zajeździe kierowca, wyjeżdżając z parkingu, zderzył się z motocyklistą. Na miejscu policjant zastał zdenerwowanego Maćka, któremu towarzyszyła młoda kobieta. Na szczęście nic się nikomu nie stało, a obaj kierujący byli trzeźwi. Policjant, wyjaśniając okoliczności zdarzenia, usłyszał od właściciela zajazdu, że od kilku godzin para przybywała w lokalu, gdzie zjedli obiad, a od syna właściciela kupili koszyk dorodnych prawdziwków. Wtedy policjant powiedział Maćkowi, że żona zgłosiła jego zaginięcie. Na tym skończyła się rola funkcjonariusza, a co działo się dalej, to już jest prywatną sprawą Maćka.
Jot.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze