Reklama

KRYMINAŁEK: Obrona konieczna

28/10/2022 06:45

Ostatnio prawie wszystkie media informowały o dramacie, do którego doszło przy ulicy Obozowej w Poznaniu. 1 października wieczorem 29-letni mężczyzna (zwany później włamywaczem) wybił szybę i próbował wtargnąć do jednego z domów.

Wtedy doszło do awantury między nim a mieszkańcami budynku: osiemnastolatkiem i jego dziadkiem. Podobno włamywacz rzucił się na młodego i zaczął go dusić. Widząc to, jego matka chwyciła nóż i ugodziła włamywacza. Chwilę później znaleziono go na pobliskim przystanku z nożem w plecach. Niestety lekarzom nie udało się go uratować.

Zmarły figurował już w policyjnych kartotekach za włamania. Prokuratura postawiła kobiecie zarzuty udziału w bójce, których konsekwencją jest śmierć człowieka, ale adwokaci są zdania, że napadnięci mieli prawo się bronić, także przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, po to, żeby obrona konieczna była skuteczna. Sprawa zrobiła się tak głośna, że zareagował prokurator generalny Zbigniew Ziobro. „We własnym domu każdy musi czuć się bezpiecznie. A przestępca, który napadnie domowników, musi liczyć się z tragicznymi konsekwencjami.

Dlatego rozszerzyliśmy granice obrony koniecznej, by napadnięty mógł bronić się bez obaw, że spotka go za to kara” – napisał w komentarzu. Trudno przewidzieć, jak się potoczy ta sprawa, ale już teraz na rozstrzygnięcie z niecierpliwością czeka niejaki Andrzej S., który usłyszał zarzut przekroczenia obrony koniecznej i spowodowanie u pokrzywdzonego obrażeń wymagających dłuższego leczenia.  Zdarzyło się to prawie dokładnie rok temu. Andrzej pokłócił się z żoną i na znak protestu całe dnie spędzał w budynku gospodarczym, gdzie urządził sobie warsztat mechaniczny. Incydent wydarzył się późnym wieczorem. – Wyszedłem na podwórko z potrzebą i wtedy go zobaczyłem – zeznał potem policjantowi. – Najpierw myślałem, że to duch, ale skradał się jak człowiek, więc na pewno złodziej albo inny bandyta.

Kiedy chciał się na mnie rzucić, złapałem jakiś patyk i rąbnąłem go przez łeb, wtedy uciekł – opowiadał. Ale biorąc pod uwagę ilość promili w organizmie, Andrzej mógł wtedy widzieć nawet poczwórnie, więc jego zeznania nie były zupełnie wiarygodne. Owym duchem lub bandytą okazał się jego znajomy, który przyszedł pożyczyć jakieś narzędzia. Skończyło się to złamaniem obojczyka i szwami na głowie. Chyba jednak w przypadku Andrzeja nie ma co liczyć na reakcję ministra Ziobry.

Jot.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości