– To była jedna z najdziwniejszych spraw, jakie prowadziłem – opowiada były już policjant. – Rzecz działa się w powiecie przemyskim. Pewnego dnia do komisariatu przyszedł prawie osiemdziesięcioletni mieszkaniec sąsiedniej wioski, żeby zgłosić przypadek znęcania się nad zwierzęciem, a konkretnie nad krową, której był właścicielem.
Opowiedział, jak po południu poszedł po nią do sadu i o mało nie dostał zawału, kiedy zobaczył, że jego Mućka ma cały zakrwawiony bok. Najpierw myślał, że to robota jakichś zdziczałych psów albo wilków. Jednak, gdy podszedł bliżej, stwierdził, że to nie krew, tylko czerwona farba, którą ktoś oblał krowę. Może to trochę śmieszne, ale taki czyn wyczerpywał znamiona przestępstwa z artykułu trzydzieści pięć o ochronie zwierząt i był zagrożony karą grzywny albo aresztu. Policja ma wiele ważniejszych spraw, ale musiałem się tym zająć. Lekarz weterynarii występujący w roli biegłego stwierdził, że znaczna część lewego boku zwierzęcia jest pokryta zaschniętą już farbą olejną i radził, żeby nie stosować żadnych rozpuszczalników, które mogą spowodować alergie skórne.
W czasie wizji lokalnej w sadzie znalazłem na trawie kilka plam czerwonej farby, a tuż za parkanem pustą półlitrową puszkę po emalii olejnej, którą zabezpieczyłem jako dowód rzeczowy. Trochę mało, żeby ustalić sprawcę, ale nie odpuściłem, bo sam pochodzę ze wsi i żal mi się zrobiło zwierzęcia. Znałem wioskę, bo prowadziłem tam kilka spraw i zacząłem od ustalania, czy właściciel krowy miał jakichś wrogów. Okazało się, że ze względu na jego trudny charakter miał, i to nie jednego. Jednak na ogół byli to poważni ludzie, do których raczej nie pasował taki głupi czyn.
Przypadek sprawił, że udało mi się rozwikłać tę sprawę. Chodząc po wiosce, zobaczyłem na jednej z posesji bramę z żelaznych prętów, świeżo pomalowaną czerwoną farbą, której kilka kropel znalazłem nawet na ziemi. Rozpytałem sąsiadów i dowiedziałem się, że niedawno malował ją szesnastoletni syn właścicieli posesji. Jeszcze tego samego dnia zaczepiłem chłopaka, kiedy wracał do domu i z głupia frant powiedziałem, że wiem, kto pomalował Mućkę. Postraszyłem, że mam niezbite dowody. Chłopak najpierw kręcił, ale kiedy już w obecności jego ojca przedstawiłem sprawę, przyznał się, tłumacząc, że to był głupi żart. O ile wiem, grzywny nie dostał, ale rozmowa w sądzie była dla niego wystarczającą nauczką. No cóż, policja takimi sprawami też musi się zajmować – zakończył mundurowy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze