Rozmowa z nowym burmistrzem Lubaczowa.
Był pan faworytem tych wyborów, ale wygrana nie była pewna do samego końca. Jakie uczucia towarzyszyły panu tuż po ogłoszeniu wyników?
– Ja się nie czułem faworytem, bo lekkie zwycięstwo w pierwszej turze, przy takim rozbiciu głosów, nie daje pewności w drugiej. Czuję zadowolenie z wygranej, ale i dużą odpowiedzialność, bo wiem, co mnie czeka.
Jakie trzy sprawy wskazałby pan jako najważniejsze dla Lubaczowa? Jakie będą pana pierwsze decyzje?
– W pierwszej kolejności będą to decyzje związane z przyszłorocznym budżetem, który trzeba uchwalić w styczniu. Już jestem w tej sprawie w kontakcie z panią skarbnik. Od tych spraw zależy jakość i komfort pracy w ciągu roku. Następne decyzje są związane z inwestycjami, które już zostały zaplanowane. Startując na burmistrza, dowiadywałem się, jakie najważniejsze duże zadania nas czekają. To przebudowa dróg lokalnych, składamy wnioski na kanalizację ulicy Słowackiego. W przyszłości muszę się przyjrzeć nowemu terenowi inwestycyjnemu, bo będę chciał mocno postawić na uruchomienie pewnych inwestycji. A ten teren jest idealny, aby go promować i pokazywać Lubaczów jako dobre miejsce do lokowania swoich biznesów.
A która z obietnic wyborczych będzie najtrudniejsza do zrealizowania?
– Unikałem typowych obietnic typu: „zrobię to, wybuduję tamto”, tylko starałem się wszystkie zamierzenia opierać na realnych możliwościach, również tych finansowych miasta. Teraz te wszystkie plany trzeba przełożyć na pewną strategię i niektóre rzeczy zaplanować wcześniej, a niektóre później, bo wiadomo, że wszystkich naraz się nie wykona.
Czy zmieni się coś w strukturze urzędu miejskiego oraz w doborze kadry? No i przede wszystkim, kto będzie pańskim zastępcą?
– Dzisiaj nie mogę jeszcze podać nazwiska, ponieważ osoby, z którymi rozmawiam, muszą się zastanowić. Natomiast jeśli chodzi o funkcjonowanie urzędu, nie będzie rewolucyjnych zmian, ale będę próbował po swojemu poukładać pracę. Jestem nastawiony zadaniowo i lubię, kiedy sobie jasno powiemy, kto za co odpowiada. Myślę, że będzie to dobrze odebrane. Każdy ma swoją działkę, jesteśmy odpowiedzialni i szanujemy się nawzajem.
Sporo kontrowersji wywołała ostatnio sprawa nowego targowiska. Ma pan pomysł na rozwiązanie tego konfliktu?
– Jeśli ma być handel na dobrym poziomie i każdy ma być z tego zadowolony, to klient i sprzedający muszą się gdzieś spotkać, najlepiej w miejscu, które wszystkim odpowiada. Handlowcy z ulicy Świętej Anny powinni tam zostać, tylko trzeba będzie poprawić estetykę tego miejsca. Na nowe targowisko mam pewne pomysły. Mam nadzieję, że Ukraina w niedalekiej przyszłości otrząśnie się z obecnej sytuacji i handel polsko-ukraiński zacznie kwitnąć. To miejsce chciałbym przeznaczyć na ten cel, przy okazji zyskają ci, którzy teraz prowadzą tam działalność. Oprócz tego obok jest duży teren do utwardzenia. Chciałbym tam zaproponować targ na wzór naszych poniedziałkowych targów, ale w inny dzień, jako dodatkowy. Spróbujemy to miejsce uatrakcyjnić, aby ludzie przyszli tam z własnej, nieprzymuszonej woli.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze