Sezon na jednoślady w pełni. O ile cykliści nie szkodzą środowisku, to już motocykliści potrafią uprzykrzyć życie. Szczególnie w pogodne weekendy, jak kraj długi i szeroki, wszędzie słychać motocykle. Pół biedy, kiedy basowo zadudni jakiś chopper, ale najgorsze są ścigacze, zwłaszcza te z najniższej półki. Im słabsza maszyna, tym głośniej ryczy.
Całe szczęście, że w wioskach nie ma już krów, bo od tego ryku pewnie przestałyby dawać mleko, tak jak kiedyś przestawały na widok lokomotywy. Niestety ludzie muszą to znosić. Mogą też próbować walczyć z rykiem motocykli, byle nie z takim skutkiem jak Kazimierz D. Było niedzielne przedpołudnie. Kazik jeszcze w łóżku próbował dojść do siebie po wczorajszej imprezie, z której wrócił nad ranem. W takim stanie każdy głośniejszy szmer rozsadza czaszkę, a co dopiero ryk odpalanego motocykla, wdzierający się przez otwarte okno. To syn sąsiada ze swoim kolegą wyciągnęli z komórek ścigacze i rozgrzewali je przed wyjazdem. Kazik nie wytrzymał. Wyskoczył z łóżka, podbiegł do okna i zrugał smarkaczy, którzy nie dają ludziom pospać. Pomogło, ale tylko na kilka minut i znowu rozległ się taki ryk, że niewiele dało nawet zamknięcie okna. Wtedy Kazik w akcie desperacji naciągnął spodnie i wybiegł z zamiarem rozszarpania obu hałasujących. Skończyło się na tym, że tylko dał z liścia w ucho jednemu z chłopaków. Poskutkowało, bo szybko wsiedli na motocykle i odjechali, a Kazik wrócił do mieszkania i mógł dalej wypoczywać w ciszy. Późnym popołudniem, będąc już w dobrej formie, zaczął rozmyślać o browarze.
Ogolił się, ubrał i poszedł do baru, żeby zrealizować marzenia. Na miejscu wypił dwa piwa, jedno wziął na wynos i spacerkiem wracał do domu. Wtedy nadjechali oni. Kazik usłyszał za plecami ryk kilku motocykli i odsunął się, kierując bliżej pobocza. Istnieją dwie wersje tego, co się potem stało. Kazik twierdzi, że dostał z tyłu potężnego kopa i wpadł do rowu. Skończyło się na złamanej ręce i rozciętym łuku brwiowym, a przecież mógł zginąć na miejscu. Natomiast kierujący motocyklami i ich pasażerowie zgodnie twierdzą, że widząc zataczającego się człowieka, zwolnili maksymalnie, ale mężczyzna nagle się zatoczył i jeden z kierowców odepchnął go ręką, ratując przed wpadnięciem pod maszynę. Akurat był to syn sąsiada, którego Kazik rano tak potraktował. Pół godziny po wypadku Kazik wydmuchał prawie dwa promile, natomiast wszyscy motocykliści byli trzeźwi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Swiat dla nikogo nie skończył się na tym zdarzeniu . Za jakiś czas moze motocyklista dostać i z liścia i kopa . od kogoś , kto będzie trzeżwy .
Swiat dla nikogo nie skończył się na tym zdarzeniu . Za jakiś czas moze motocyklista dostać i z liścia i kopa . od kogoś , kto będzie trzeżwy .