Od kilku dni po osiedlu chodzi ranny kot, prawdopodobnie pogryziony przez inne zwierzę. Nie daje się złapać, a służby umywają ręce – alarmują mieszkańcy bloków przy ul. Żołnierzy I Armii Wojska Polskiego.
– Nie wiem, może potrącił go samochód, ale na naszym osiedlu często można spotkać lisy i sąsiadka widziała jak tego kota dopadł parę dni wcześniej lis. Wyraźnie widać ranę na tylnej części ciała. To wygląda tak, jakby mu coś z wnętrzności wystawało – opowiada jedna z mieszkanek (dane do wiadomości redakcji).
Wspomniane zwierzę najprawdopodobniej nie ma właściciela. Na osiedlu widywane jest od dawna, a ludzie litują się zawsze znajdzie się ktoś, kto zostawi mu coś do jedzenia[paywall].
O fakcie, że kot jest ranny i potrzebuje pomocy kobieta zawiadomiła straż miejską w środę, 5 lipca. – Czekałam z sąsiadką trzy godziny aż ktoś przyjedzie. Przyjechał w końcu strażnik, ale z pustymi rękami, więc odjechał i miał wrócić z odpowiednim sprzętem. W końcu przyjechało dwóch strażników z jakąś siatką, ale kot nie dał się złapać – relacjonuje.
Według mieszkanki osiedla, o problemie została poinformowana lecznica dla zwierząt Ada, która ma podpisaną stosowną umowę z urzędem miejskim. – Oni też stwierdzili, że to nie jest ich obowiązek i że nie przyjadą. Zaoferowali, że zostawią mi klatkę i jeśli sama złapię kota, to oni go odbiorą i wtedy się nim zajmą. Zgodziłam się, ale kot nie dał się złapać – mówi kobieta. – Wszyscy mówią o pomocy zwierzętom, ale jak przychodzi co do czego, nie można uzyskać ratunku. Przecież to nie jest moim obowiązkiem, żeby odławiać koty, są od tego odpowiednie służby. Minął już ponad tydzień, a kot dalej chodzi z tą raną – dodaje.
– Strażnicy podejmowali kilka prób wyłapania tego zwierzęcia, ale bez skutku. Metodami, którymi my możemy zastosować, kot jest nie do złapania – mówi zastępca komendanta Straży Miejskiej w Przemyślu Mariusz Migdal. – Z Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego otrzymałem informację, że miasto ma podpisaną umowę z lecznicą Ada na leczenie zwierząt, które brały udział w wypadkach. Uzgodniliśmy, że on się tą sprawą zajmie, ponieważ dysponuje bardziej specjalistycznymi środkami – wyjaśnia.
– Jeśli mamy możliwość odłowienia zwierzęcia bez użycia środków farmakologicznych, to robią to strażnicy. Kiedy jednak należy zastosować takie środki, trzeba mieć do tego uprawnienia – dodaje M. Migdal.
Zastępca komendanta przemyskiej straży miejskiej odpiera zarzut, jakoby na interwencję strażników mieszkańcy czekali trzy godziny. Jak podaje, dyżurny przyjął zgłoszenie o 15.25, a już 15 minut później strażnik był na miejscu. Nie miał wprawdzie specjalnego sprzętu, ale przyjechał bezpośrednio z innej interwencji. Z łapką funkcjonariusze pojawili się po godz. 17, a w międzyczasie dyżurny skontaktował się z lecznicą Ada.
Współwłaściciel lecznicy Ada Radosław Fedaczyński zapewnia, że problem rannego kota nie został zbagatelizowany. – Nie mamy obowiązku łapać takich zwierząt, umowa z miastem obejmuje tylko leczenie. Dowiedzieliśmy się, że straż miejska ma problem z jego odłowieniem i na prośbę urzędu miejskiego podjęliśmy się tego zadania. Sprawa jest jednak utrudniona, ponieważ zwierzę nie przebywa cały czas w jednym miejscu. Nie da się do niego strzelić ze środkiem usypiającym, bo to mogłoby go zabić – wyjaśnia R. Fedaczyński. Tłumaczy również, że podanie środka usypiającego do jedzenia także nie rozwiązuje problemu. – Po pierwsze koty są bardzo wrażliwe na takie środki, po drugie on nie zadziała od razu. Kot zdąży odejść w inne miejsce i wtedy go nie znajdziemy. Poza tym dostęp do pokarmu miałyby inne zwierzęta, które chodzą po osiedlu – mówi lekarz.
Padł również pomysł ustawienia klatkołapki, ale mogłaby ona paść łupem złomiarzy. R. Fedaczyński wyjaśnia, że kobieta sama podjęła się próby złapania kota, jednak jej się to nie udało. – Nie zostawiamy tego tematu, ale nie jest łatwo złapać biegające zwierzę – zaznacza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Lecznica dla zwierząt . Nagłaśniac sprawę równiez to moralny obowiązek "ŻP " . Gdy ryja dra stare ubeczki , milicjantki z kodziary , to redakcja zaraz się interesuje. To niech w tym przypadku również wykaże się inicjatywą
Kot ubecy i kodziarze? Halo tu ziemia!
Lecznica dla zwierząt . Nagłaśniac sprawę równiez to moralny obowiązek "ŻP " . Gdy ryja dra stare ubeczki , milicjantki z kodziary , to redakcja zaraz się interesuje. To niech w tym przypadku również wykaże się inicjatywą
Kot ubecy i kodziarze? Halo tu ziemia!