Reklama

Kto w czasie wojny wydał dwadzieścia pięć osób na śmierć?

01/11/2015 13:30

Leoncina lub Leonczyna to kawałek lasu i zapuszczonej łąki w bok od gruntowej drogi prowadzącej wzdłuż Sanu z Tarnawiec do Krasiczyna. Do wojny był tu folwark należący do Leona Sapiehy i stąd nazwa. Miejsce znane z tego, że znajduje się tam nagrobek (niektórzy mówią pomnik) konia Sapiechy. Z tym miejscem również wiąże się ponura i tragiczna historia sprzed siedemdziesięciu jeden lat.

Dzisiaj tylko wprawne oko wypatrzy wśród zarośli ślad po starej drodze prowadzącej pod górę, do miejsca gdzie był folwark. Na górze zza krzaków wyłaniają się poprzerastane drzewami ściany dużej stajni. Nieopodal, na wzgórku widać ślady fundamentów domu zarządcy. W czasie wojny Niemcy urządzili tu Liegenschaft (gospodarstwo rolne), którego zarządcą był Stanisław Kurpiel. Tutaj od [paywall]1943 roku w dwóch podziemnych kryjówkach ukrywało się 25 Żydów. W maju 1944 roku Niemcy prawdopodobnie na skutek denuncjacji wykryli kryjówkę. Dwudziestu dwóch Żydów rozstrzelali na miejscu, jeden zginął w czasie ucieczki, a dwóm udało się zbiec. Miesiąc później nieopodal fortu na Lipowicy w masowej egzekucji rozstrzelani zostali Stanisław Kurpiel i jego żona Franciszka.

A kto to wie?


W Krasiczynie i w Tarnawcach ludzie słyszeli o tej historii, ale tych, którzy pamiętają tamte czasy zostało już bardzo niewielu. Inni znają ją najczęściej z rodzinnych, czy sąsiedzkich przekazów. Wiedzą, że na Leonczynie Kurpielowie ukrywali Żydów i że Niemcy wszystkich rozstrzelali. Jednak, kiedy rozmowa schodzi na to, kto ich wydał, ludzie najczęściej wzruszają ramionami – A kto to wie? i milkną. Minęło 71 lat, a ta nierozliczona historia nadal ciąży na sumieniu miejscowych. Wiadomo przecież, że to nie mógł być obcy, ale nikt głośno o tym nie powie.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Resztki domu Kurpielów i miejsce, w którym prawdopodobnie była kryjówka.

Dwie wersje


Jedna mówi, że doniósł jeden z fornali zatrudnionych w Liegenschafcie, który zakochał się w córce Kurpielów i chciał się z nią żenić. Jednak ona z zamążpójścia zrezygnowała, bo zakochała się w jednym z Żydów, których ojciec ukrywał. Wtedy fornal, chcąc się zemścić, doniósł Niemcom albo policji ukraińskiej o tym, że Kurpiel ukrywa Żydów. Ta wersja pokrywa się z treścią donosu, jaki w 1970 roku trafił do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Rzeszowie. Natomiast druga wersja, oparta o zeznania jednego z fornali przesłuchiwanego w tej sprawie w 1970 roku, sugeruje, że Kurpielowa kupowała w sklepie Madeja większe ilości żywności. Komuś wydało się to podejrzane i doniósł Niemcom. Podobnie uważa Maria, córka Kurpielów.

Reklama


Relacja córki Kurpielów


W lutym 2003 roku Maria Tkaczyk z domu Kurpiel, urodzona 2 maja 1931 roku w Krasiczynie, zamieszkała w Nietkowie, zeznając jako świadek i pokrzywdzona opowiedziała, jak to wtedy było. Jej tato Stanisław Kurpiel był zarządcą majątku, a mama Franciszka zajmowała się domem i sześciorgiem dzieci. Tato zaczął ukrywać znajomego Żyda, ten ściągnął z przemyskiego getta do Leonczyna swoją żonę i dwoje dzieci, siostrę żony i jej brata, matkę i resztę rodziny oraz znajomych, łącznie ponad 20 osób, a w śród nich kilkoro dzieci. Jeden bunkier był pod domem, a wejście do niego pod klatką na króliki. Drugi był w oborze, a wejście ukryte było pod korytem. Franciszek nocami, żeby nikt nie widział, dostarczał do kryjówek żywność i wodę. Kiedy było zupełnie bezpiecznie, ukrywający się Żydzi pod osłoną ciemności wychodzili zaczerpnąć świeżego powietrza. Pewnego dnia, w maju 1944 roku nad ranem, do Leonczyny przyjechali Niemcy. Otoczyli folwark i zaczęli dobijać się do drzwi. Całą rodzinę ustawili pod lufami, a Franciszka powlekli do obory, żeby wskazał im kryjówkę. Trzej Żydzi próbowali uciec kanałem wentylacyjnym, jeden zginął od serii z pistoletu maszynowego, a dwóm się udało. Do drugiej kryjówki, tej pod klatką na króliki, żołnierze wrzucili granat dymny, żeby wykurzyć ukrywających się. Najpierw przeszukali wszystkich Żydów, zabierając im kosztowności, potem zgromadzili w jednym miejscu, a sami kazali wynieść stół i zrobić sobie śniadanie. Potem odprowadzali po dwóch trzech Żydów w pole i rozstrzeliwali obok dołu, który kazali wykopać fornalom. Kiedy skończyli egzekucję, powiedzieli, że zaraz rozstrzelają całą rodzinę. Franciszka i jedna z córek zemdlały. Jednak Niemcy odstąpili od tego zamiaru, i oprócz dwóch najmłodszych dziewczynek, całą rodzinę zawieźli furmanką do aresztu, który mieścił się w Przemyślu przy Smolki. Tam trafili też dwaj fornale. Kilka dni później dzieci Kurpielów i fornale zostali zwolnieni. Jedna z córek przed wyjściem z aresztu widziała ojca i opowiadała, że miał wybite zęby i zupełnie osiwiał. Niedługo po tym nazwisko Franciszki i Stanisława pojawiło się na plakacie z listą innych skazanych na rozstrzelanie. W czerwcu 1944 roku Niemcy na Lipowicy rozstrzelali trzydzieści kilka osób z tej listy. Po wyzwoleniu podczas ekshumacji najstarsza córka Kurpielów rozpoznała ciała rodziców. Dziś spoczywają oni na cmentarzu zasańskim w zbiorowym grobie, razem z innymi ofiarami tej egzekucji.


fot.Jacek Szwic
Kurpielowie spoczywają na cmentarzu zasańskim w zbiorowym grobie, razem z innymi ofiarami.

Sprawiedliwi wśród Narodów Świata


Rok temu w listopadzie, w „Domu Edyty Stein” we Wrocławiu odbyła się uroczystość, podczas której ambasador Izraela Anna Azari uhonorowała pośmiertnie sześć osób medalami Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Wśród uhonorowanych byli Franciszka i Stanisław Kurpielowie. Stało się tak dzięki staraniom Josepha Fabiana, jednego z uratowanych, który dziś mieszka w USA. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości