Małżeństwo z Oleszyc kupiło od gminy mieszkanie. Po kilkunastu latach o lokal upomniała się pani B., która ma akt notarialny sprzed ponad 60 lat.
„Wzywam do opuszczenia i wydania w stanie wolnym od osób i rzeczy (...) zajmowanych przez Was pomieszczeń” – takie pismo otrzymali lokatorzy mieszkania w jednej z kamienic w samym centrum Oleszyc. Na opuszczenie dostali trzy miesiące. – Byliśmy w szoku – opowiada Marta Murawska. – Przecież ja mam akt notarialny świadczący, że mieszkanie jest moją własnością. Odpisałam tej pani. Byłam przekonana, że doszło do pomyłki – relacjonuje.
Okazało się, że akt notarialny ma również pani B., która dopomina się o wydanie lokalu. Z tym, że jej sporządzony został w 1950 r., a M. Murawska ma dokument z 1999 r. – Mieszkałyśmy tutaj z mamą od 25 lat. Najpierw jako najemcy. Po śmierci mamy ja zostałam głównym najemcą. Potem gmina, która była właścicielem, postawiła warunek, że wykupię mieszkanie albo mnie przekwaterują do innego z mniejszym metrażem. Wzięłam kredyt i kupiłam mieszkanie – wspomina kobieta.
Akt notarialny został sporządzony 8 grudnia 1999 r. w obecności pani Marty, ówczesnej burmistrz i jej zastępcy przed notariuszem wyznaczonym przez oleszycki urząd. – Nie pozwolili mi na wynajęcie własnego notariusza – zauważa M. Murawska.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
chory kraj
Pewnie Pani Blumental lub Braun.