Reklama

Lekarze POZ: – Jesteśmy przerażeni tym, co nas czeka jesienią

O wyzwaniach stojących przed służbą zdrowia, nadchodzącym sezonie grypowym i niedostatkach obecnego systemu walki z epidemią oraz obawach i wątpliwościach związanych z powrotem dzieci do szkół rozmawiamy ze specjalistą medycyny rodzinnej z NZOZ Przychodni Lekarskiej „Zdrowie” w Orłach Markiem Krupowczykiem, członkiem podkarpackich struktur „Porozumienia Zielonogórskiego”, zrzeszającego lekarzy rodzinnych z regionu.

Czy jako lekarz podstawowej opieki zdrowotnej boi się Pan nadchodzącej jesieni i związanej z nią fali zachorowań na grypę, infekcje grypopodobne i wirusa SARS-CoV-2? Czy służba zdrowia udźwignie to wyzwanie i czy my, jako pacjenci, możemy się czuć bezpieczni?

– Jesień może być naprawdę trudna. Jako lekarze rodzinni jesteśmy przerażeni tym, co może nas czekać już niebawem. Jeśli epidemia nałoży się na sezon grypowy, a wszystko na to wskazuje, zarówno my, lekarze, jak i pacjenci będziemy w dużym kłopocie. Bez możliwości zlecania testów na koronawirusa, a póki co na razie takowej nie mamy, nie będziemy w stanie odróżnić jednej infekcji od drugiej.

Mówi się o tym, że państwo przerzuci[paywall] na nas, lekarzy POZ, możliwość testowania, dając nam kompetencje zlecania testów, ale na razie nie ma żadnych szczegółów. W sezonie jesienno-zimowym w zasadzie co drugiego pacjenta trzeba będzie wysłać na test, żeby mieć pewność, że infekcja, z którą się zgłosił, to nie koronawirus. Pytanie, kto za taką liczbę testów będzie płacił? I czy przy każdym szpitalu powiatowym czy wojewódzkim będzie dostępny punkt do testowania? Jeśli zaś chodzi o przychodnie, to funkcjonują one obecnie na możliwie bezpiecznych zasadach – i dla nas, lekarzy, i dla pacjentów.

Pracujemy na zasadzie teleporad, czyli oceniamy stan zdrowia pacjenta przez telefon i jeśli sytuacja tego wymaga, zapraszamy na bezpośrednią wizytę do poradni. Nie wszystkim pacjentom się to podoba, niektórzy przejawiają w związku z tym agresję, ale muszą brać pod uwagę fakt, że jeżeli my, lekarze i personel, trafimy na kwarantannę, to wówczas będą w dużym kłopocie, dlatego ten system wydaje się na ten moment jedynym możliwym. Przeprowadzamy jakieś 150 – 200 rozmów telefonicznych dziennie, więc zapewniam, że nie mamy czasu na picie kawy. Szczerze, wolałbym przyjąć w zamian 60 pacjentów osobiście, bo te rozmowy przez telefon nie są łatwe. Na kłopoty z dodzwonieniem się do przychodni antidotum na razie brak, bo owszem, można założyć drugą linię, ale nie ma dodatkowego personelu do jej obsługi. Dlatego prosimy pacjentów o wyrozumiałość.

Reklama

Czy powrót dzieci i młodzieży do szkół może spowodować paraliż służby zdrowia, czy nie musimy obawiać się tak czarnego scenariusza?

– Państwo w tej kwestii scedowało odpowiedzialność na dyrektorów szkół i szczerze mówiąc nie zazdroszczę im. Nie ma specjalnie pomysłu na to, co zrobić ze szkołami, jest za to masę wątpliwości. Nikt nie będzie w stanie przypilnować kilkuset uczniów w kwestii zachowania dystansu czy higieny. To nierealne. Przy obecnym przeładowaniu szkół spełnienie większości zaleceń ministerialnych nie jest możliwe. Tymczasem wystarczy 1 zakażony uczeń w placówce i mamy poważny problem.

Obawiam się, że może się okazać, że w wielu przypadkach nie uda nam się uniknąć powrotu do edukacji zdalnej. W temacie epidemii nikt nie chce słuchać wirusologów, epidemiologów. Jedne decyzje podejmowane przez rządzących przeczą drugim. Najpierw, przy mniejszej skali zachorowań, zamyka się lasy, potem, przy dużo, dużo większej, pozwala na organizację wesel. Co więcej, to ze strony państwa w pewnym momencie popłynął komunikat, że wirusa w zasadzie pokonaliśmy. Trochę to wszystko niespójne i nielogiczne.

Reklama

Zaszczepi się Pan w tym roku na grypę? Warto, Pana zdaniem, się na takie szczepienie zdecydować?

– Szczepię się na grypę co roku, szczepię też moją rodzinę i namawiam do tego wszystkich. Trudno pacjentów na to namówić. Kiedyś zdarzało mi się szczepić na grypę około 300 osób, a ostatnio ta liczba spadła do 20 – 30 osób. Życzyłbym sobie, żeby firmy farmaceutyczne faktycznie w końcu coś na tych szczepionkach zarobiły, bo jesteśmy w tej kwestii bardzo oporni. A to szczepienie naprawdę ma sens, szczególnie teraz, kiedy istnieje ryzyko nałożenia się infekcji grypowej na tę wynikającą z zakażenia koronawirusem. Ostatnio, może w wyniku apeli lekarzy w mediach, coś w kwestii szczepień w końcu drgnęło.

W ostatnich dniach rzeczywiście ludzie zaczynają dzwonić i pytać, kiedy dostępna będzie szczepionka na grypę. Ale ja zalecałbym też osobom dorosłym rozważenie zaszczepienia się przeciwko pneumokokom. Szczególnie pacjentom z astmą, po przebytym zawale. To wprawdzie koszt ponad 300 złotych, ale warto go ponieść. Warto w kwestii szczepień i kwestii epidemii zaufać lekarzom. Jeśli ktoś twierdzi, że pandemia to ściema, zalecam takiej osobie wizytę w szpitalu jednoimiennym. Tam naocznie można się przekonać, że to nie są żarty. Jako lekarz praktyk i obserwator życia zalecałbym też wszystkim zdrowy rozsądek. Przestrzegajmy dystansu, nie siedźmy ramię w ramię na meczach, spotkaniach, w kościołach, nośmy maseczki i walczmy z głupotą tych, którzy ignorują nakazy i bagatelizują sytuację.

Reklama

Jak ocenia Pan obecny system walki z epidemią? Co należałoby w nim poprawić?

– Musimy, jak inne kraje, postawić na powszechne testowanie. A system, który mamy obecnie, nie jest doskonały. No bo co ma na przykład zrobić rodzina, która jest w kwarantannie, jeśli będące w domu dziecko dostanie zapalenia ucha? Do lekarza zgłosić się z takim dzieckiem nie może, bo doszłoby do złamania zasad kwarantanny, a trudno do bólu ucha wzywać pogotowie, bo takie wezwanie mogłoby zostać uznane za nieuzasadnione.

Trzeba w takiej sytuacji się nagłowić, jak udzielić pomocy i nikogo przy tym nie narażać. Mnie, jako lekarzowi POZ, pozostaje wysłanie pracowników pogotowia w pełnym zabezpieczeniu do chorego dziecka, aby ci przewieźli je do szpitala zakaźnego i dopiero tam może zostać udzielona konsultacja laryngologiczna. Bywa też tak, że pacjent, który w systemie „świeci się” mi się na czerwono, co dla lekarza oznacza, że ma nałożoną kwarantannę, dzwoni i chce się zgłosić na wizytę. Ja takiego pacjenta przyjąć nie mogę, a on mówi, że od kilku dni jest już z tej kwarantanny zwolniony, tyle że system tego jeszcze nie uwzględnia, więc zwyczajnie nie mogę takiego pacjenta przyjąć.

Reklama

Na obecnym etapie walki z pandemią, a więc przed nadchodzącą jesienią, kluczowe wydają się dwie sprawy: masowa mobilizacja społeczeństwa, które musi zrozumieć, że to jeszcze nie czas na to, by sobie odpuszczać zalecenia oraz jeszcze większa mobilizacja pracowników ochrony zdrowia. W tej pierwszej kwestii popełniamy wiele grzechów, druga stanowi problem, bo w polskiej służbie zdrowia trudno chyba mówić o jakiejkolwiek rezerwie, jeśli chodzi o personel...

– Owszem, lekarzy mamy coraz mniej, w dodatku średnia wieku lekarzy rodzinnych w Polsce to jakieś 68 lat. A przy takiej sytuacji, z jaką mierzymy się obecnie, oznacza to kłopoty. Spora część personelu medycznego to bowiem ludzie z grupy podwyższonego ryzyka zgonu ze względu na wiek i – co się z nim wiąże – choroby współistniejące. Musimy o tym pamiętać. Za kilka lat w ogóle nie będzie miał kto leczyć pacjentów, a pamiętajmy, że wykształcenie lekarza zajmuje około 10 lat. W obliczu zbliżającego się sezonu jesienno-zimowego i związanego z nim jeszcze większego obciążenia służby zdrowia, apelowałbym też o to, by pacjenci rozważniej korzystali z możliwości, jakie daje teleporada. Tym, którzy przyjmują leki na stałe, jesteśmy w stanie przepisać jednorazowo więcej niż 3 opakowania leku. Obecny system pozwala nam na wypisanie e-recepty z terminem realizacji na 12 miesięcy, a więc z możliwością comiesięcznego wykupywania danego leku w jednej, dowolnej aptece. Korzystajmy z tego. Podczas jednej konsultacji warto poprosić o recepty na wszystkie leki, które przyjmujemy stale, po to, by nie musieć za chwilę dzwonić znowu. To sprawi, że linie telefoniczne w przychodniach będą mniej obciążone, a dostęp do lekarzy łatwiejszy. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jam82 - niezalogowany 2020-08-31 19:43:02

    Eee tam. Premier przed wyborami mówił, że wirus nie jest groźny. Czyli nie ma się czego bać.A minister od zdrowia, który twierdził, że wakacje zagraniczne mogą być niebezpieczne sam pojechał na zagraniczne wakacje. Czyli znów nie ma się czego bać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    były (na szczęscie ) pacjent - niezalogowany 2020-08-31 20:28:31

    Jaka gazeta taki autorytet lekarski na jej łamach. Gość jest przerazony bo nie ma wiedzy medycznej. Ale kasę weżmie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    r n - niezalogowany 2020-08-31 20:59:26

    UWAGA !!! WAŻNY PRZEKAZ !!!Eksperci z PAN wystosowali listę zaleceń na epidemię COVID - 19Nie pij, nie pal, myj ręce, bądź wege.zostanwege.plKORONAWIRUS I DIETA: NAUKOWCY POLECAJĄ DIETĘ ROŚLINNĄ - ZDROWIE.RADIOZET.PL

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama