Rozmowa z Witem Więchem, założycielem przemyskiej firmy programistycznej Order of Code, współtwórcą największej na świecie internetowej wyszukiwarki lotów brytyjskiej firmy Skyscanner, informatykiem, który wybrał rodzinny Przemyśl zamiast Microsoftu w Dublinie.

Pierwszy program komputerowy napisał Pan w wieku 12 lat. O ile dobrze liczę, to było w okolicach połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, czyli przed erą Internetu. Dla obecnych nastolatków znaczy to dokładnie tyle samo, co era kamienia łupanego. Ale gdy dodamy, że napisał Pan program do gry komputerowej, to pewnie zaświecą im się lampki. Jaka to była gra?
– Bardzo prosta. Nie tyle służyła do zabawy, co do nauki programowania. Gra polegała na wyświetlaniu znaków graficznych, które przedstawiały krawędzie drogi i pojazd. Przy pomocy klawiatury można było pojazdem sterować w lewo, w prawo, w górę, w dół. Droga oczywiście zmieniała swoje położenie, pojawiały się różne przeszkody, można było zbierać punkty. Taka prosta gra z odrobiną dźwięku.
Czy tę grę gdzieś Pan zarchiwizował?
– (śmiech) Nie, niestety nie.
Skąd się wzięła pasja informatyczna u dwunastoletniego Wita?
– Zawsze byłem ciekawy świata, nowych rozwiązań. W czasach mojego dzieciństwa informatyka raczkowała. Pamiętam takie czasopismo „Młody Technik”, które publikowało kurs programowania w języku Basic i tak to się u mnie zaczęło. Ale teraz jest podobnie. Młodzi ludzie interesują się tym, co najnowsze: sieci społecznościowe, sztuczna inteligencja, więc niewiele się różniłem od dzisiejszych nastolatków.
Uczęszczał Pan do SP 1. Jest Pan absolwentem II LO w Przemyślu. Czy pamięta Pan swoich nauczycieli matematyki i fizyki? Nie pytam o nauczycieli informatyki, bo ona w tamtych czasach była kierunkiem uniwersyteckim.
– W podstawówce matematyki i fizyki uczyła mnie pani Lubomira
Korol. Zamiłowanie do Przemyśla, Polski i historii oraz turystyki rozbudził we mnie pan Andrzej Szopa. W II LO koło fizyczne prowadził profesor Michał Uberman. Ponieważ na informatyce na czterech uczniów przypadał jeden komputer, to przesunąłem swoje zainteresowanie na fizykę. W szkole mogłem używać oscyloskopu, robić eksperymenty, a one otwierały nowe horyzonty. Byłem laureatem centralnej olimpiady fizycznej, co pozwoliło mi wybrać po maturze dowolną uczelnię. Wybrałem Uniwersytet Warszawski. Studiowałem dwa kierunki: fizykę i informatykę. Ostatecznie zostałem jednak przy informatyce.
Dlaczego?
– Uznałem, że informatyka daje lepsze perspektywy zawodowe i zarobkowe.
Jak pokazały Pana dalsze losy, nie pomylił się Pan i dokonał prawidłowego wyboru. Absolwentem II LO w Przemyślu był także Wojciech Inglot – twórca globalnej firmy kosmetycznej z siedzibą w Przemyślu. Wojciech Inglot odegrał pewną rolę w Pana karierze zawodowej. Proszę przypomnieć jaką?
– Po studiach pierwszą pracę podjąłem w przemyskiej firmie Kazar, której jednym z ówczesnych udziałowców był Zbigniew Inglot, brat Wojciecha Inglota. Zarówno firma Kazar, jak i Inglot mieściły się w tym samym budynku, więc jako jedyny informatyk pomagałem w kwestiach informatycznych w firmie Inglot. Tak się poznałem z panem Wojciechem. Gdy zrobiłem w Kazarze wszystko, co mógł zrobić informatyk – oprogramowanie niemal wszystkich procesów w firmie – zacząłem szukać nowych wyzwań. Przystąpiłem do rozmów kwalifikacyjnych, do których musiałem podać osobę znającą angielski i która da mi referencje. Wojciech Inglot był tą osobą i myślę, że jego słowa przeważyły o tym, że znalazłem pracę w firmie Microsoft w Dublinie w Irlandii, gdzie spędziłem 6 lat.
Nie bał się Pan podejmować radykalnych zmian. Finalnie postanowił Pan założyć swoją firmę Order of Code. Mógł ją Pan prowadzić w dowolnym miejscu w Polsce i na świecie. Dlaczego wybrał Pan Przemyśl?
– Z wielu powodów, ale rozstrzygającą decyzję powrotu podjęliśmy z żoną na podstawie pragmatycznej kalkulacji. Na specjalnie przygotowanym arkuszu rozpisaliśmy wszystkie plusy i minusy dla każdej z kilkunastu lokalizacji, w których moglibyśmy mieszkać. Ostatecznie najwięcej plusów wyszło nam przy Przemyślu. Nie pamiętam już, co przeważyło: rodzina, przyjaciele, przyroda, tańsze domy czy lepsza dostępność do lekarzy niż za granicą? My narzekamy na naszą służbę zdrowia. Ona może nie jest idealna, ale za granicą przekonałem się, że trawa po drugiej stronie płotu nie zawsze jest tak zielona, jakby się nam wydawało. Przykładowo: na wizytę u laryngologa w Irlandii w tamtym czasie trzeba było czekać nawet trzy miesiące, i to prywatnie, za duże pieniądze. Mieszkania były bardzo drogie. Nie bez znaczenia dla mnie, informatyka, był też fakt pojawienia się Internetu w połowie lat 90. – tych. Od dwutysięcznego roku bardzo mocno się już rozkręcił. Umożliwił on powstanie nowych biznesów takich jak Amazon, Google oraz tanie linie lotnicze (EasyJet, Ryanair), które uruchomiły sprzedaż biletów przez Internet. I stąd możliwe było powstanie wyszukiwarki Skyscanner. Jako ciekawostkę powiem, że w połowie lat dziewięćdziesiątych, pracując jeszcze w Kazarze, byłem chyba jedną z pierwszych osób w Przemyślu, które przy pomocy modemu telefonicznego, łączyły się z internetem z prędkością max 56 kilobitów na sekundę (dziś jest ponad 1000 razy szybciej).
W opinii ludzi z branży IT stworzył Pan świetny zespół młodych ludzi, programistów – głównie z Przemyśla, po przemyskich szkołach. Zbudował Pan firmę od podstaw i odniósł sukces, zostając w swojej małej ojczyźnie. Obecnie realizuje Pan indywidualne projekty. Jak Pan definiuje sukces?
– Myślę, że sukces to znalezienie balansu między pracą a życiem. Praca, która jest pasją, daje nam radość, niekoniecznie dużo pieniędzy. One są ważne, ale nie najważniejsze. To raz. Dwa – to życie, to znaczy, żebyśmy mieli czas dla rodziny, czas na osobisty rozwój, zwiedzanie, korzystanie z dobrodziejstw natury. I tu jest coś, co działa na korzyść Przemyśla. W Warszawie można zarobić dwa razy więcej, ale czy będziemy mieć czas, aby te pieniądze wykorzystać? Czy dwutygodniowe egzotyczne wakacje raz w roku uczynią nas szczęśliwymi? W Przemyślu zostaje mi więcej czasu na życie. I jeszcze jedno. Firmy Order of Code nie byłoby, gdyby nie pracownicy. Przyjęło się mówić, że w Przemyślu nie ma wykwalifikowanych kadr. Może i nie ma, ale za to są wspaniali ludzie, których trzeba zachęcić do doskonalenia się i wspierać w pokonywaniu barier.
Bolączką lokalnych przedsiębiorców jest masowa emigracja młodych ludzi do dużych miast w Polsce lub za granicę. Czy ten trend można zatrzymać?
– Nie. Młodzież powinna wyjeżdżać, by poszerzać swoje horyzonty i zdobywać doświadczenie. Zobaczenie jak wygląda świat gdzie indziej jest potrzebne. Jednak gdy nadejdzie moment wyboru miejsca do pobytu na stałe, miejsca takie jak Przemyśl powinny coś oferować. I tu jest zasadniczy problem. Czy mamy dla tych osób jakaś systemową ofertę, stypendia, wsparcie w osiedleniu? Czy prowadzimy bazę zdolnych absolwentów? Czy cokolwiek zrobiliśmy w tym kierunku? Moim zdaniem nie. Ale spróbujmy. Próbę powinni podjąć lokalni przedsiębiorcy, władze samorządowe, rząd centralny.
Proszę udzielić trzech rad tegorocznym maturzystkom i maturzystom, którzy lada chwila będą musieli podjąć pierwsze ważne wybory życiowe.
– Znajdź swoją pasję. To może być e-sport, muzyka, multimedia, YouTube, cokolwiek. Ale idź w to na sto procent. Po drugie: szukaj możliwości, które tę pasję wspierają, np. właściwego kierunku studiów. Poznawaj świat, zbieraj doświadczenia. Po trzecie: wracaj! To co zrobisz w małym mieście będzie mieć większe znaczenie niż bycie małym trybikiem w korporacji. Przemyśl można kochać albo nienawidzić. Niektórzy nie lubią Przemyśla, bo jest mały, wszyscy się znają, nie ma anonimowości i podobno nic się w nim nie dzieje. Inni kochają go za ten spokój, historię, bliskość natury i przyjaźnie międzyludzkie. A w mieście wiele się dzieje, tylko trzeba chcieć to zauważyć i korzystać. Poza tym internet oraz szybkie drogi sprawiają, że do większych miast jest bliżej niż kiedyś. Jeśli chcemy, to w teatrze czy filharmonii możemy być częściej niż mieszkańcy aglomeracji.
Świat mocno się skomplikował. Z jednej strony niewyobrażalny postęp cywilizacyjny, który jest efektem rozwoju głównie nauk ścisłych. Z drugiej: cywilizacyjne zagrożenia, na przykład klimatyczne, wojenne, etyczne w kontekście genetyki czy sztucznej inteligencji. W jakich kolorach widzi Pan przyszłość naszego globu?
– W takich samych, w jakich prezentuje się przeszłość. To znaczy z bólem, przez cierpienie, ale do przodu, czyli pozytywnie. To dotyczy także osiągnięć nauki. Czy wykorzystamy ją dla dobra ludzkości, czy wręcz przeciwnie – zależy tylko od nas.
Wit Więch prywatnie. Jak lubi Pan odpoczywać, jakie ma Pan hobby, co Pana pasjonuje?
– Bardzo lubię podróżować, poznawać nowych ludzi. Często jeżdżę na Bałkany. No i mam hobby lotnicze. Zrobiłem licencję turystyczną pilota. Aktualnie próbuję uruchomić loty awionetką z lądowiska w Arłamowie. Dzisiaj, zaraz po rozmowie, mam szkolenie z angielskiej terminologii lotniczej.
To nie zatrzymuję dłużej i dziękuję za rozmowę.
Artur Wilgucki

Wit Więch
Urodził się i wychował w Przemyślu, gdzie uczęszczał do SP nr 1 oraz II LO. Ukończył z wyróżnieniem informatykę na Uniwersytecie Warszawskim.
Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w przemyskich firmach Kazar i Inglot, w Niemczech oraz w Irlandii – w firmie Microsoft.
Współtwórca największej na świecie internetowej wyszukiwarki lotów brytyjskiej firmy Skyscanner, opracowywanej m.in. przez utworzony przez niego w Przemyślu zespół. Później założył firmę Order of Code, oferującą klientom z całego świata zaawansowane rozwiązania informatyczne.
Aktualnie zajmuje się doradztwem informatycznym i biznesowym. Jest członkiem Rady Uczelni PANS w Przemyślu, działa w kilku lokalnych organizacjach non-profit, jest pomysłodawcą i sponsorem konkursów, wydarzeń kulturalnych i innych.
Wyróżniony przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan w galerii „Biznes – dobry wybór”. Laureat konkursu literackiego Gazety Prawnej „Moja droga do wolności gospodarczej”.
Jest żonaty, ma troje dzieci. Jego hobby to podróże oraz lotnictwo – jest pilotem awionetek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze