Kolejna wojna szczepionkowa w jarosławskiej radzie powiatu. „Lekarze nie zgłaszają NOP”, „to przestępstwo, jeśli się kogoś nakłania do szczepień”, „ludzie, nawet z Jarosławia, umierają z powodu szczepień” – mówił radny Zbigniew Piskorz. – Jeśli tak, to proszę oddać do prokuratury pana premiera – ripostował radny Tomasz Kulesza.
Na sesję rady powiatu powrócił temat szczepionek przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Ponownie za sprawą radnego Zbigniewa Piskorza. – Chciałbym się dowiedzieć, czy dzieci i młodzież szkolna są zmuszane do brania udziału w tym eksperymencie medycznym? – pytał radny w wolnych wnioskach.
– Jest to przestępstwo, jeśli się kogoś nakłania do szczepień – dodawał. Brak doprecyzowania tych dwóch wypowiedzi wywołał ostrą reakcję jego kolegów.
– Jeśli tak jest, to[paywall] proszę oddać do prokuratury pana premiera – zżymał się radny T. Kulesza. – Może proszę spojrzeć, jakie stanowisko w tej sprawie zajął Kościół i Ojciec Święty – dodawał.
Głos zabrała też radna Barbara Stawarz dyrektorująca w szpitalu wojewódzkim w Przemyślu. – To jest nasz moralny obowiązek: ochrona życia czyjegoś i swojego. Jeśli ktoś ma takie przekonania, to nikogo się nie zmusza, nie ma takich mechanizmów, natomiast jak najbardziej trzeba edukować i my to robimy – mówiła.
Dodała, że jej zdaniem każdy, kto pracuje z ludźmi i może stanowić wektor przenoszący chorobę, powinien się bezwzględnie zaszczepić.
Stanowisko pani dyrektor skłoniło z kolei do riposty radnego Z. Piskorza. Przede wszystkim sprecyzował, że jego sprzeciw budzi możliwość przymuszania mieszkańców powiatu do szczepień, a mniej akcje ich promocji. Wyjaśnienie tego nieporozumienia nie oczyściło jednak atmosfery, bo radny przystąpił do kontrataku.
– W oficjalnych mediach jest przedstawiana tylko jedna strona, tych, co są za szczepieniami, natomiast jest bardzo duża grupa i lekarzy, i ekspertów, nie tylko w Polsce, ale i za granicą, którzy mają inne zdanie – tłumaczył.
– Proszę zobaczyć, ile osób manifestuje we Francji, we Włoszech. W Australii to policja już nawet strzelała do tych osób, które manifestują – wykładał swoje racje. Po chwili zagadnienie z dalekich antypodów sprowadził w nieco bliższe rejony.
– Jeśli namówicie kogoś na to szczepienie, a on umrze, to kto weźmie za to odpowiedzialność? A dużo ludzi umiera, nawet u pani w szpitalu też jedna osoba z Jarosławia zmarła. Na początku jedną nogę jej ucięli, potem drugą, a na koniec zmarła na zakrzepicę – atakował Barbarę Stawarz radny Piskorz, dokładając kolejną teorię spiskową o tym, że lekarze nie zgłaszają niepożądanych odczynów poszczepiennych.
Do słów radnego nie odniósł się nikt, bo dyskusję przerwał przewodniczący rady. Kropkę postawił natomiast starosta Stanisław Kłopot.
– Nie jest prowadzona żadna forma zmuszania uczniów do szczepień, owszem, jest prowadzona akcja informacyjna przez nauczycieli, przez dyrekcje szkół, odnośnie korzyści, które z nich płyną. Nie jest prowadzona żadna forma indoktrynacji bezpośredniej, nikt nie jest do niczego zmuszany, nikomu się nie grozi, ani w żadnej innej formie nie wywiera się nacisku. Podobnie jest zresztą w zakładzie pracy, jakim jest starostwo – zaznaczył.
Jako kontrapunkt dyskusji o szczepieniach podał informacje dotyczące prawdopodobieństwa objęcia województwa i powiatu obostrzeniami epidemicznymi. Podkreślał, że na takowe narażone są te regiony kraju, gdzie odsetek zaszczepionych jest najmniejszy i te, w których rośnie zachorowalność. Przynajmniej w tym pierwszym zestawieniu powiat bryluje.
– Jeżeli sytuacja pandemiczna będzie się pogarszać, to tam będą wprowadzane obostrzenia, co oczywiście negatywnie odbija się na gospodarce, a także możliwości funkcjonowania w szkołach czy innych instytucjach. Wszak jeśli będą się pojawiać ograniczenia, to będą dotyczyły wszystkich – przedstawiał prostą zależność.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze