Działo się to dawno temu. Wtedy w Medyce, w okolicy przejścia granicznego, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę tętniło życie. Dzisiaj jedynie wiatr hula pomiędzy budami, a na parkingu rdzewieje kilka złomów. Wtedy stali bywalcy tego miejsca dobrze znali małżeństwo R., które tak jak wielu żyło z granicy.
Oboje chodzili na drugą stronę po fajki, gorzałkę albo inny zamówiony towar. Kłopot był w tym, że mąż miał po drugiej stronie mnóstwo znajomych i jak spotkał jednego, drugiego i trzeciego, to bardzo plątały mu się język i nogi. Wtedy żona, ryzykując przemycanym towarem, musiała go przeciągać przez odprawę, bo gdyby go zostawiła, pewnie przygruchałby sobie jakąś Ukrainkę. Potem zwykle (ku uciesze gapiów) dostawał parę szturchańców i wracali do miasta. Żeby temu zaradzić, żona wykoncypowała, że najlepiej będzie, jeżeli mąż będzie na nią czekał po naszej stronie, a żeby nie marnował czasu, miał skupować papierosy od Ukraińców. Szło mu różnie, ale pewnego dnia się poszczęściło, bo miał być nalot i Ukraińcy szybko pozbywali się towaru. Z torbą pełną fajek wracał do auta, które zaparkowali koło cmentarza za wiaduktem. Kiedy tylko otworzył bagażnik, nagle, jak z pod ziemi, pojawili się mundurowi. Chłopina zaczął się tłumaczyć, że to nie jego fajki, że tylko na czyjąś prośbę wziął je na przechowanie. Funkcjonariusze nie takie bajki słyszeli, więc przystąpili do tak zwanych czynności i wtedy nadeszła małżonka. Sponiewierana po kilkugodzinnym przepychaniu się przez lej, z dwoma kartonami papierosów, które udało jej się przenieść. Widząc, co się dzieje, od razu wystartowała do męża.
– Ty durniu! Zamiast siedzieć spokojnie na czterech literach, znowu się w coś wpakowałeś. I chlast go w ucho. Wtedy funkcjonariusze zainteresowali się jej bagażem. Zatrzymali papierosy i nadwyżkę alkoholu, po czym wszystko, łącznie z zawartością bagażnika, załadowali do radiowozu, spisali protokół i poinformowali, że sprawa trafi do sądu i na pewno skończy się wysoką grzywną. Jeszcze dobrze nie odjechali, kiedy małżeńska wymiana zdań przerodziła się w regularną naparzankę i trzeba było wezwać policję. Ponieważ wszystko działo się w biały dzień, szybko zebrała się gromadka gapiów i na drugi dzień towarzycho koczujące koło przejścia o niczym innym nie mówiło, tylko o tym, że R. się pobili i zabrała ich policja. Od tego czasu już nikt ich w Medyce nie widział.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.On zmarł w 2010. Ona, choć wyglądała dużo gorzej - trzy lata po nim.
Jeśli poszukujecie Państwo dobrego prawnika, polecam kancelarię radcy prawnego Sawicki. Więcej informacji można uzyskać na stronie https://kancelaria-procesowa-sawicki.pl/
On zmarł w 2010. Ona, choć wyglądała dużo gorzej - trzy lata po nim.
Jeśli poszukujecie Państwo dobrego prawnika, polecam kancelarię radcy prawnego Sawicki. Więcej informacji można uzyskać na stronie https://kancelaria-procesowa-sawicki.pl/