– Na swoje nieszczęście znalazłam się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie i dlatego potraktowano mnie jak przestępcę – opowiada 39-letnia mieszkanka Przemyśla.
Nieodpowiednie miejsce to korytarz i mieszkanie na drugim piętrze w jednej z kamienic na ulicy Smolki. Nieodpowiedni czas to niedziela, 16 listopada, między godziną osiemnastą a dziewiętnastą. – Przyszłam odwiedzić siostrę i zastałam nieprzyjemną sytuację – opowiada kobieta. – Syn siostry był pijany. Wchodził na okno i groził, że popełni samobójstwo. Siostra sięgnęła po telefon i, zamiast po karetkę, zadzwoniła na policję. Wtedy ja, widząc, co się dzieje, wyszłam na korytarz, żeby w tym nie uczestniczyć. Za moment przyszła policjantka i policjant. Siostra poznała policjantkę, która kiedyś już była u niej na interwencji i powiedziała jej, że syn chce skoczyć z okna, dlatego prosiła, żeby spokojnie do niego podeszli. Na to policjantka i policjant wzięli do rąk pałki i wbiegli do mieszkania. Ja nie wchodziłam i nie wiem, co tam się działo. Może po piętnastu, dwudziestu minutach usłyszałam straszny krzyk. Otworzyłam drzwi i weszłam do wąskiego przedpokoju. Wtedy pani policjantka walnęła mnie pięścią w brzuch, aż się cofnęłam. Jestem po ciężkiej operacji onkologicznej, ale wtedy, w tym stresie, nie czułam bólu, dopiero później do mnie dotarł. Słyszałam krzyk siostry, która była z tyłu, za skutym już synem i policjantką. Chciałam się za wszelką cenę przepchnąć między nimi, by dotrzeć do siostry, o którą się bałam, bo jest po dwóch zawałach. W nerwach, w jakimś odruchu popchnęłam panią policjantkę. Do środka już nie weszłam, bo przyjechał drugi patrol i pani policjantka powiedziała im, żeby mnie zabrali. Wykręcili mi ręce, jeden z policjantów wyrwał mi telefon i sprowadzili mnie na dół, do radiowozu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze