Dzisiaj już nikt nie może być pewien, czy akurat ktoś go nie nagra komórką i za chwilę filmik nie znajdzie się w sieci. Ludzie nagrywają na ulicy, w barze, w pracy, wszędzie. Nawet we własnym domu nie jest się bezpiecznym, bo nie wiadomo, czy sześcioletnia pociecha nie nagra tatusia albo mamusi, a trochę starszy kolega nie pomoże umieścić takiego filmiku w internecie. Filmiki bywają trochę śmieszne, trochę straszne, a przede wszystkim bardzo głupie.
Natomiast skutki bywają różne. Czasem kilkanaście sekund nagrania może pomóc w zidentyfikowaniu przestępcy, ale częściej jest powodem kłopotów, a nawet tragedii. W przypadku Roberta tragedii nie było, ale historia z nagranym filmikiem skończy się pewnie niewielkim wyrokiem. Zaczęło się od tego, że którejś soboty dziewczyna Roberta musiała wyjechać i poszedł na dyskotekę sam. Bawił się świetnie i korzystając z nieobecności dziewczyny, która go zwykle mitygowała, wypił kilka drinków więcej niż zwykle. W niedzielę odczekał, aż głowa zacznie normalnie pracować i wczesnym popołudniem wybrał się do sklepu po niezbędne w takich sytuacjach piwo. Koło sklepu stało kilku kolegów, podobnie jak on wczorajszych. Zaczęli od obgadania wczorajszej zabawy i Robert dowiedział się, że jeden z nich nagrał go komórką. Ponoć na filmie były „momenty” i lepiej będzie, jeżeli jego dziewczyna nie zobaczy tego nagrania. Robert dopytywał, co na nim jest, ale koledzy też nie wiedzieli, tylko słyszeli, że Michał go nagrywał. W tej sytuacji nie pozostawało nic innego, jak skontaktować się z Michałem. Robert szybko dopił drugie piwo i poszedł wszystko wyjaśnić.
Michał przyjął go na ganku i śmiejąc się w oczy, twierdził, że nic nie wie o jakimś nagrywaniu. Wtedy Robertowi zupełnie puściły nerwy. Chwycił Michała za bluzę i zażądał wydania telefonu, ale ten zaczął się wyrywać. Wywiązała się szamotanina i obaj wtoczyli się do przedpokoju. Tam Robert rzucił Michałem o ścianę, po czym porwał leżącą na szafce komórkę i wybiegł. W tym momencie z piętra zszedł ojciec Michała, który usłyszał odgłosy awantury. Godzinę później Robert siedział już na komisariacie, a na drugi dzień usłyszał, że będzie odpowiadał za naruszenie miru domowego, uszkodzenie ciała i na dodatek kradzież komórki. Wtedy też się okazało, że w telefonie nie było żadnego kompromitującego nagrania, tylko zwykłe dyskotekowe scenki, na których występował niezbyt trzeźwy Robert.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze