Reklama

Matury zagrożone? Nauczyciele nie wykluczają strajku generalnego

Ministerstwo Edukacji Narodowej szacuje, że spełnienie postulatów nauczycieli kosztowałoby od 13 do 20 mld zł. Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych nie dają jednak za wygraną. Myślą o strajku powszechnym nauczycieli.

W połowie listopada ub.r. ZNP rozpoczął sondaż wśród nauczycieli i pracowników oświaty na temat wyboru metody walki o podwyżki. Według związku pensje w oświacie powinny wzrosnąć o minimum 1000 zł na etat. Związek skierował kilka pism do władz oświatowych, a także list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o spotkanie i rozmowę na temat sytuacji w oświacie[paywall].

Co zawiera rozporządzenie?

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska przyznała nauczycielom podwyżki na poziomie 15 procent, rozłożone na trzy lata. Rozporządzenie MEN określiło minimalne zarobki nauczyciela stażysty w 2019 r. (brutto) na poziomie 2538 zł, kontraktowego – 2611 zł, mianowanego – 2965 zł, dyplomowanego – 3483 zł. To oznacza, że pensje nauczycieli wzrosły – w zależności od stopnia awansu zawodowego – od 122 do 166 zł miesięcznie. Ostatnią transzę podwyżki zaplanowano na 2020 r.

Reklama

Tyle że związkom nauczycielskim to nie wystarcza. Chcą 1000 zł brutto podwyżki. I to nie tylko dla nauczycieli, ale w ogóle dla pracowników oświaty.

– Rozporządzenie ministra edukacji narodowej, dotyczące minimalnych wynagrodzeń nauczycieli, jest nie do przyjęcia. Ale nie tylko o pieniądze tu chodzi, ale też o samo podejście pani minister do przedstawicieli tego jednego z najważniejszych w Polsce zawodów – twierdzi szef podkarpackich struktur ZNP Stanisław Kłak.

Będzie strajk w maju?

1000 zł podwyżki dla wszystkich pracowników oświaty kosztowałoby – zdaniem MEN – budżet państwa od 13 do 20 mld zł. To zdaniem władz oświatowych absolutnie nierealne. Nauczyciele już w grudniu ub.r. rozpoczęli protest. Na razie polegał na... przebywaniu na zwolnieniach lekarskich. Z powodu L4 zawieszono pracę niektórych szkół i przedszkoli w całej Polsce.

Reklama

Ale to dopiero początek, bo nauczyciele tę formę protestu powtórzyli w styczniu br. Decyzję o wejściu w spór zbiorowy z ministerstwem podjął ZNP. Do 8 lutego br. zostaną o tym poinformowani szefowie placówek oświatowych w całym kraju. Nauczyciele są zdeterminowani i zapowiadają zaostrzenie protestu.

– Jeśli do tego dojdzie, będzie to strajk generalny polegający na całkowitym powstrzymaniu się nauczycieli od pracy – przewiduje S. Kłak.

Wiele wskazuje na to – choć na razie są to dywagacje – że stanie się to w strategicznym dla uczniów i rodziców momencie, np. podczas któregoś z egzaminów. Na razie najbardziej zagrożony jest egzamin ósmych klas. Oświatowa NSZZ „Solidarność” ostrzega, że planuje protest na 15 kwietnia, czyli na dzień, w którym rozpoczynają się właśnie te testy. Być może strajk generalny odbędzie się także w maju, w okresie matur. Gdyby te działania nie przyniosły efektów, nauczyciele mają strajkować od początku września do odwołania.

Związek zdecydował, że do 14 lutego br. zostaną powołane regionalne sztaby protestacyjno-strajkowe, a do 15 marca br. będą przeprowadzone procedury związane z wejściem w spór zbiorowy z rządem.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2019-02-02 18:15:06

    Oświata.Kontrola nad nią to marzenie każdego dyktatora.Jak to zrobić.Wystarczy tylko ustanowić bardzo niskie wynagrodzenie za pracę na granicy przetrwania.Jak to sprawdzić.Jeżeli przeciętny  nauczyciel nie da rady przy swoim wynagrodzeniu wypoczywać chociaż miesiąc  w okresie wakacyjnym to znaczy,ze oświata jest narzędziem dyktatorskim.Odchodzą prawdziwi nauczyciele a na ich miejsce przychodzą inni,których celem  jest zdegradowanie oświaty i całego środowiska.A walka o godne wynagrodzenie w oświacie to jest też walka o oświatę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ala - niezalogowany 2019-02-02 19:14:09

    Nie tylko matur nie będzie najprawdopodobniej w ustalonym terminie. Podobnie sprawa się ma z kwietniowym egzaminem ósmoklasisty. Skończyło się pobłażanie dla rządzących i ich permanentnego dezinformowania społeczeństwa w sprawie rzekomych pięciotysięcznych zarobków nauczycielskich. Nie ma też już raczej głosów w środowisku, które mówiłyby, że to nieetyczne, że tak nie można, że szkoda dzieci, itd., itp. Ten czas już minął i teraz mówi się, że skoro dla resortów siłowych były pieniądze, to i dla oświaty znaleźć się MUSZĄ. A tak btw. skoro w samym tylko listopadzie nadwyżka z tytułu ściągniętych podatków była kilkumiliardowa (tym się wszak chwalił Morawiecki), to w czym problem?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ala - niezalogowany 2019-02-02 20:00:09

    13 pensji w ciągu roku   X   ok. 700 000 nauczycieli    X    1000PLN   =   9.100.000.000 PLN  przy czym ten tysiąc złotych jest kwotą brutto czyli z tych nieco ponad 9 miliardów potrzebnych na sfinalizowanie żądanej podwyżki 1/3 i tak wróci do budżetu państwa z tytułu podatków i innych obciążeń. Tak więc znowu dezinformacja, skąd bowiem wzięło się tych 13 - 20 miliardów PLN?????????????????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama