Nie ma już w Przemyślu klasycznych melin. Takich, gdzie można było wpaść tylko na setę i ogórka, pogadać z gospodarzem albo zabawić na dłużej w towarzystwie którejś z dyżurnych panienek. Podobno ktoś wyliczył, że na Smolki pod co drugim nieparzystym numerem był taki przybytek.
Na przykład meta u „ściganych” była wręcz kultowa, tak przynajmniej utrzymywał Diabeł. Dzisiaj namnożyło się lokali, gorzałkę można tanio kupić na „ruskim” bazarze i w ten sposób klasyczna melina stała się przeżytkiem. Zdarzają się co prawda próby reaktywacji, ale bardzo często kończą się one nie najlepiej. Tak jak w przypadku Sebastiana R., który kiedy tylko skończył dwadzieścia lat, wziął się za interes w branży meliniarskiej. Najpierw Sebastian chodził na granicę, ale po kilku wpadkach u celnych przestało mu się opłacać. Wtedy wynajął pokój w starej kamienicy, w mało ciekawej dzielnicy i zaczął rozkręcać biznes. Dwa razy w tygodniu pożyczał od kolegi auto i jechał na zakupy do Medyki. Potem część towaru rozlewał w butelki po „Kubusiu”, a resztę zamierzał sprzedawać na flaszki. Fama szybko się rozeszła po dzielnicy i na brak klientów nie narzekał, choć kokosów też nie miał. Łóżko, stolik i dwa krzesła służyły mu za całe umeblowanie obskurnego pokoju. Któregoś dnia ktoś załomotał do drzwi Sebastiana. Gospodarz, przyzwyczajony do niezapowiedzianych gości, otworzył je. Weszło dwóch, niewiele starszych od niego i jeden z miejsca zakomunikował, że przyszli się napić. Potem nieproszeni usiedli przy stoliku. Sebastian sięgnął do stojącej w kącie torby i wyciągnął flaszkę.
– Jeszcze daj jakieś szkło – zaordynował jeden z gości. Sebastian trochę się zdziwił, bo najczęściej wszyscy brali na wynos, ale postawił na stole szklankę. Wtedy usłyszał, że będą przychodzić do niego częściej. On im będzie stawiał, a oni za to pozwolą mu prowadzić interes na ich parafii. Sebastian widocznie nie oglądał filmów kryminalnych, bo zaczął się stawiać. Całe szczęście, że ktoś zapukał i wszedł sąsiad. Sebastian wyjaśnił, że właśnie goście próbują wymusić na nim haracz. Sąsiad szybko wycofał się, mówiąc, że idzie zadzwonić na policję. Wtedy goście zabrali napoczętą flaszkę i wyszli, zapowiadając, że jeszcze wrócą. Sebastian z nerwów sięgnął do torby i pociągnął parę razy z gwinta. Dwadzieścia minut później okazało się, że sąsiad nie żartował. Policjanci najpierw wypytali, co się stało, a potem zainteresowali się stojącą w kącie torbą i to już był koniec interesu Sebastiana.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Al Capone - jak wynika z filmów o nim , załatwiał to zdecydowanie ostrzej . Sam lub wynajęci " przyjaciele " takim osobnikom łamali nogi i nie tylko dla przykładu i był do czasu spokój .
Al Capone - jak wynika z filmów o nim , załatwiał to zdecydowanie ostrzej . Sam lub wynajęci " przyjaciele " takim osobnikom łamali nogi i nie tylko dla przykładu i był do czasu spokój .