Reklama

Melina u Seby w mało ciekawej dzielnicy Przemyśla

12/08/2017 07:45

Nie ma już w Przemyślu klasycznych melin. Takich, gdzie można było wpaść tylko na setę i ogórka, pogadać z gospodarzem albo zabawić na dłużej w towarzystwie którejś z dyżurnych panienek. Podobno ktoś wyliczył, że na Smolki pod co drugim nieparzystym numerem był taki przybytek.

Na przykład meta u „ściganych” była wręcz kultowa, tak przynajmniej utrzymywał Diabeł. Dzisiaj namnożyło się lokali, gorzałkę można tanio kupić na „ruskim” bazarze i w ten sposób klasyczna melina stała się przeżytkiem. Zdarzają się co prawda próby reaktywacji, ale bardzo często kończą się one nie najlepiej. Tak jak w przypadku Sebastiana R., który kiedy tylko skończył dwadzieścia lat, wziął się za interes w branży meliniarskiej. Najpierw Sebastian chodził na granicę, ale po kilku wpadkach u celnych przestało mu się opłacać. Wtedy wynajął pokój w starej kamienicy, w mało ciekawej dzielnicy i zaczął rozkręcać biznes. Dwa razy w tygodniu pożyczał od kolegi auto i jechał na zakupy do Medyki. Potem część towaru rozlewał w butelki po „Kubusiu”, a resztę zamierzał sprzedawać na flaszki. Fama szybko się rozeszła po dzielnicy i na brak klientów nie narzekał, choć kokosów też nie miał. Łóżko, stolik i dwa krzesła służyły mu za całe umeblowanie obskurnego pokoju. Któregoś dnia ktoś załomotał do drzwi Sebastiana. Gospodarz, przyzwyczajony do niezapowiedzianych gości, otworzył je. Weszło dwóch, niewiele starszych od niego i jeden z miejsca zakomunikował, że przyszli się napić. Potem nieproszeni usiedli przy stoliku. Sebastian sięgnął do stojącej w kącie torby i wyciągnął flaszkę.

– Jeszcze daj jakieś szkło – zaordynował jeden z gości. Sebastian trochę się zdziwił, bo najczęściej wszyscy brali na wynos, ale postawił na stole szklankę. Wtedy usłyszał, że będą przychodzić do niego częściej. On im będzie stawiał, a oni za to pozwolą mu prowadzić interes na ich parafii. Sebastian widocznie nie oglądał filmów kryminalnych, bo zaczął się stawiać. Całe szczęście, że ktoś zapukał i wszedł sąsiad. Sebastian wyjaśnił, że właśnie goście próbują wymusić na nim haracz. Sąsiad szybko wycofał się, mówiąc, że idzie zadzwonić na policję. Wtedy goście zabrali napoczętą flaszkę i wyszli, zapowiadając, że jeszcze wrócą. Sebastian z nerwów sięgnął do torby i pociągnął parę razy z gwinta. Dwadzieścia minut później okazało się, że sąsiad nie żartował. Policjanci najpierw wypytali, co się stało, a potem zainteresowali się stojącą w kącie torbą i to już był koniec interesu Sebastiana. kryminałek jot zycie podkarpackie
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    as - niezalogowany 2017-08-15 16:46:33

    Al Capone  - jak wynika  z filmów o nim , załatwiał to zdecydowanie ostrzej .  Sam lub wynajęci " przyjaciele " takim osobnikom     łamali nogi  i nie tylko   dla przykładu  i był do czasu  spokój .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości