Reklama

Miłe złego początki, a koniec żałosny

05/10/2020 06:15

Tak zaczynała się fraszka Krasickiego o krnąbrnych wołach, ale akurat ta fraza jest uniwersalna i można ją stosować do różnych sytuacji.

Ponieważ dzisiaj z gospodarki poniżej dziesięciu hektarów trudno wyżyć, Zdzisław D. i Władysław K. wzięli się za wspólny interes. Żaden wielki biznes, ot czasem wspólnie odwalali jakąś fuchę u kogoś na budowie, ale zapowiadało się nieźle. Może gdyby nie ich inklinacje do wszystkiego, co ma powyżej czterech procent alkoholu, dałoby się z tego nieźle wyżyć. Pewnie dlatego ich współpraca skończyła się po kilku miesiącach. Zdzisław zrobił rozliczenie i po odliczeniu paliwa na dojazdy i innych poniesionych kosztów wyszło mu, że za ostatnią robotę zarobili po pięćset złotych. Władek policzył po swojemu i wyszło, że jemu należy się o sto złotych więcej. Doszło do awantury. Posypał się grad wyzwisk, z których „ty złodzieju” było najlżejsze i panowie się rozstali. Kilka dni później przypadek sprawił, że Władek, przejeżdżając ciągnikiem obok jednego z sklepów, zobaczył zaparkowane tam auto Zdzicha i przypomniał sobie o należnej mu kasie. Zatrzymał ciągnik i wysiadł z nieodpartym zamiarem odzyskania forsy od byłego wspólnika. Klienci mieli niezły ubaw, przypatrując się ich dyskusji. Ponieważ i Zdzich, i Władek co nieco wcześniej wypili, widowisko było naprawdę pasjonujące. Wydawało się, że zaraz dojdzie do mordobicia, ale Zdzich nagle pobiegł do auta, wskoczył za kierownicę i odjechał. Na to Władek dosiadł ciągnika i krzycząc, że dopadnie złodzieja, ruszył w pościg.

Dobrze, że dzisiaj kury już z rzadka chodzą po wiejskich drogach, bo na pewno kilka zginęłoby pod kołami pojazdu. Władek swoim ciągnikiem pędził, ile maszyna dała, środkiem drogi. Kto żyw uskakiwał do rowu, a kierowcy mijali szaleńca na żyletkę. Były momenty, kiedy ciągnik był tuż-tuż za autemZdzicha. Jak potem wyliczono, obaj ścigali się tak przeszło trzy kilometry. Pościg zakończył się na podjeździe przed bramąZdzicha. Gospodarz jakoś wjechał na swoją posesję, ale Władek już nie wyrobił na zakręcie. Ciągnik zsunął się do rowu i rozkraczył. W tym czasie w kierunku wioski pędził już radiowóz, bo ktoś, widząc, co się dzieje, zadzwonił na policję. Policjanci zdążyli w ostatnim momencie i rozdzielili obu panów, którzy pewnie zrobiliby sobie krzywdę. No cóż, można teraz powiedzieć, że nie licząc utraty prawa jazdy, ich bilans po ostatniej współpracy wyszedł na zero. jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości