Walka z masztem jak walka z wiatrakami! Mimo protestu niemal całej wsi, mimo apelów sołtysa i bezpośrednich rozmów, władze gminy pozostają nieugięte i decydują, że maszt telekomunikacyjny w samym centrum Zamojsców będzie stał jeszcze przynajmniej 10 lat.
Zamojsce to nie jest wielka miejscowość, ale to nie znaczy, że musi być skazana na szpecące elementy architektury. Masz telekomunikacyjny stoi w zasadzie pośrodku wsi. Okolony jest skrawkiem zieleni, który – jak zapewnia sołtys Krzysztof Bruk – jest sercem wsi.[paywall] Tutaj dzieciaki przychodzą pograć w piłkę, jest boisko do siatkówki, które okresowo robi też za piaskownicę dla najmłodszych, jest grzybek, w którym spotykają się mieszkańcy. – Spotykamy się tu w Sylwestra, palimy wielkie ognisko, bawimy się – opowiada z zadowoleniem sołtys. No i jest maszt. Stalowa pokraka ogrodzona siatką. – Koszą tu parę razy w roku, zwykle chaszcze są wysokości siatki – pokazuje. – Dzieci się tu bawią, grają w piłkę, ta piłka im przelatuje, więc muszą przełazić przez ogrodzenie – dodaje. Konstrukcja ma już swoje lata, od czasu do czasu prowadzone są jakieś prace konserwacyjne, ale nikt chyba nie ma pewności, w jakim stanie technicznym jest wieża. – Jak zawieje, to wszystko huczy, terkocze – relacjonuje sołtys wsi. Czy maszt może stanowić zagrożenie, tego nie wiadomo. Z całą pewnością jego zawalenia obawiają się mieszkańcy. Prawie wszyscy chcą się go pozbyć. – Mam tu podpisy, 82 czy 81 nazwiska – pokazuje sołtys, dodając, że nie podpisało się tylko kilka osób, które na sprawę machnęły ręką.
Mieszkańcy z masztem walczą od niedawna. Zawsze przeszkadzał, ale ostatnio pojawiła się okazja, by się go pozbyć, bo w całej gminie wygasają umowy dzierżawy działek pod te konstrukcje. Na sesji rady gminy z 26 kwietnia br. radni mieli podjąć decyzję o odnowieniu dzierżawy. Niektórzy chcieli protest Zamojsców uwzględnić, przeważyło jednak stanowisko, w którym liczą się wpływy z tytułu dierżawy, które – jak twierdził wójt –wynoszą 7 tys. zł miesięcznie. Na ostatniej sesji rady gminy za sprawą sołtysa Bruka temat powrócił. Dopytywał on o kwoty pozyskiwane przez gminę z tytułu dzierżawy, przypominał też o incydencie, który miał miejsce 3 maja, kiedy w dzień świąteczny na teren masztu weszli robotnicy z zamiarem koszenia. – Jeśli chodzi o koszenie trawy, to ja nie jestem wykonawcą – odpowiadał wójt Bogdan Szylar. – Ani ja, ani rada nie mamy na to żadnego wpływu. O tym, że nie pieniądze w tej sprawie są najważniejsze, przekonywała natomiast kierownik referatu inwestycji i geodezji Beata Gałęza. – Wieże i nadajniki na tych wieżach mają służyć przede wszystkim temu, żebyśmy wszyscy mieli zasięg. Zarówno dostęp do interentu, jak i do telefonii stacjonarnej i komórkowej – mówiła . Argumentowała przy tym, że maszty być muszą, jeśli mieszkańcy chcą mieć dostęp do sieci, a także, że przeniesienie ich poza obręb wsi nie wchodzi w grę oraz że fale emitowane przez nadajniki mieszczą się w normach. Co ciekawe padły też konkrety co do kwot, jakie pozyskuje gmina z tytułu podatków od gruntów, na których stoją maszty. Okazało się, że jest to 7 tys. zł, ale nie miesięcznie, lecz w skali roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Widac ze dla Urzedu Gminy chyba jednak wazniejsze sa pieniadze a nizeli dobro tych mieszkancow. Skoro mieszkancy czuja sie źle w otoczeniu tego masztu to piwinno uszaniwac sie ich zdanie i wole .
Widac ze dla Urzedu Gminy chyba jednak wazniejsze sa pieniadze a nizeli dobro tych mieszkancow. Skoro mieszkancy czuja sie źle w otoczeniu tego masztu to piwinno uszaniwac sie ich zdanie i wole .