31 lipca br. odbyła się kolejna edycja driftu ulicami miasta. Na starcie Drift Przemyśl 2021 – Królowie Ulicy stanęło ponad 20 załóg zarówno z województwa podkarpackiego jak i innych regionów.
Rywalizacja odbywała się na jednym z krętych odcinków ulicy Paderewskiego. Zawodnicy rywalizowali w dwóch klasach, amatorskiej i profesjonalnej.
W klasie profesjonalistów najlepszy okazał się Artur Barszczowski w ponad 600-konnym BMW e92. Klasę amatorów zwyciężył natomiast Eryk Gnatek za kierownicą 300-konnego BMW E30.
Warto zauważyć, że wszyscy startujący zawodnicy wykazali się wielkimi umiejętnościami i odwagą, stając do rywalizacji na bardzo trudnej miejskiej trasie, przy towarzyszących opadach deszczu.

fot.Kamil Krukiewicz
Na trasie Artur Barszczowski w 600-konnym BMW E92.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Gumowa inteligencja Jako młoda lekarka miałam odpoczywać po ciężkim tygodniu i zaznawać uciech tego świata, i poniekąd udało mi się to do godziny 12 w sobotę, kiedy do gabinetu wszedł z marszu mój pacjent z Kazanowa, który nie potrafił opanować emocji z powodu jakiegoś palenia gum, które odbywało się pod jego blokiem i pod hasłem, które nie dosłyszałam. O ile pamiętam, to mówił coś o ulicznych mieszkańcach Krety. Wykonał kilka telefonów, ale dowiedział się, że jego uczestnicy mają glejt od najwyższych oficjeli, którzy legitymowali się kartkami z jakiejś urny. Ale czemu oni palą gumy na ulicy, to mnie zastanowiło. Zapytałam wywiadowczo „Panie Adalbercie, ale o co chodzi, kto pali te gumy i czemu wybudzasz Pan sektor medyczny z letargu, by główkował jak temu zaradzić?”.„Pani doktór, ileż można słuchać rycia silników, wystrzałów z rur wydechowych i efektu naciskania na hamulce? Nie mogą ci miłośnicy decybeli i smrodu poszukać odpowiedniego dla siebie miejsca?” odpowiedział pacjent. Pacjent nie miał racji, te wybuchy z aut, te nagłe przyhamowania, te kółeczka na asfalcie, to zacieranie świeżo pomalowanych linii rozgraniczających pasy ruchu, niewątpliwie zostało uzgodnione z Ministerstwem Zdrowia Publicznego. „Domyślasz się Pan w jakim celu?” zapytałam. Pokiwał tylko głową. „A więc wyjaśniam. Żeby obudzić ludzi, by poszli z radością do pobliskiego punktu lub busu, gdzie miłe panie wsadzają cienki kawałek rurki z płynem, byś dziś na pewno odeszli do domu jakże szczęśliwi, że świat stanął przed nimi otworem …”. Nie dokończyłam, bo pacjent dodał „w ziemi”, co mnie nieco zirytowało, bo znam wiele innych ciekawszych otworów na świecie. I znowu zaczął męczyć mój umysł medyczny przeciążony tłumaczeniem, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a nad całością czuwa wysoko wykwalifikowana i kompetentna rada medyczna. Wystarczy, że jeden z nich ma nazwisko, nomen omen, wskazujące na to, że jest dobrze, jest „Gut”. Kontynuował „W jakim celu ci ludzie w tych złomach, które nie przeszłyby nawet badań technicznych, próbują robić z siebie Gagarina czy Laudę, o polskich rajdowcach, nie wspomnę, bo oni piją kawę na stacjach paliw ORLEN”. Nie wdając się w problemy motoryzacji, bo choć mam Prawo jazdy i auto „Peugeot 208 1,2” to nie znam się na niej. Dziwi mnie tylko, że producent kłamie, że pali 1,2 litry na 100 km, tak przynajmniej jest podane w nazwie auta, a właściwie zużywa wiele więcej. Nie używam go zbyt często, służy mi raczej jako szafa na buty, które nie mieszczą się w domu. Jak dobrze, że mam przepastną bibliotekę gdzie znalazłam odpowiedź na pytanie pacjenta. W Monachium w latach 2001-2003 prof. Franz Strosmyer prowadził bardzo ciekawe badania naukowe nad zjawiskiem „driftingu”. Zauważył, że naśladowcy drifterów próbowali palić gumy, używając prezerwatyw podczas kontaktów seksualnych, i gdy nie poczuli miłego aromatu palącego się lateksu, tracili z tego radość i zmuszeni byli przejść dożywotnio na drifting. Inny naukowiec z Japonii, dr Kapisonura, przyjrzał się bliżej uczestnikom driftingu i stwierdził, że część z nich cierpi na syndrom „zanikającego penisa” i żeby zrekompensować ubytki, wielu z nich zostało zmuszonych do radykalnych działań. Bo wiadomo, mocna i przebojowa fura wydłuża tę męską część ciała, a jak wzbogaca intelektualnie? Cóż, takie czasy nastały. Trzeba jednak dbać o inteligentne elity, bo one są kluczem do naszego dobrobytu.
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Gumowa inteligencja Jako młoda lekarka miałam odpoczywać po ciężkim tygodniu i zaznawać uciech tego świata, i poniekąd udało mi się to do godziny 12 w sobotę, kiedy do gabinetu wszedł z marszu mój pacjent z Kazanowa, który nie potrafił opanować emocji z powodu jakiegoś palenia gum, które odbywało się pod jego blokiem i pod hasłem, które nie dosłyszałam. O ile pamiętam, to mówił coś o ulicznych mieszkańcach Krety. Wykonał kilka telefonów, ale dowiedział się, że jego uczestnicy mają glejt od najwyższych oficjeli, którzy legitymowali się kartkami z jakiejś urny. Ale czemu oni palą gumy na ulicy, to mnie zastanowiło. Zapytałam wywiadowczo „Panie Adalbercie, ale o co chodzi, kto pali te gumy i czemu wybudzasz Pan sektor medyczny z letargu, by główkował jak temu zaradzić?”.„Pani doktór, ileż można słuchać rycia silników, wystrzałów z rur wydechowych i efektu naciskania na hamulce? Nie mogą ci miłośnicy decybeli i smrodu poszukać odpowiedniego dla siebie miejsca?” odpowiedział pacjent. Pacjent nie miał racji, te wybuchy z aut, te nagłe przyhamowania, te kółeczka na asfalcie, to zacieranie świeżo pomalowanych linii rozgraniczających pasy ruchu, niewątpliwie zostało uzgodnione z Ministerstwem Zdrowia Publicznego. „Domyślasz się Pan w jakim celu?” zapytałam. Pokiwał tylko głową. „A więc wyjaśniam. Żeby obudzić ludzi, by poszli z radością do pobliskiego punktu lub busu, gdzie miłe panie wsadzają cienki kawałek rurki z płynem, byś dziś na pewno odeszli do domu jakże szczęśliwi, że świat stanął przed nimi otworem …”. Nie dokończyłam, bo pacjent dodał „w ziemi”, co mnie nieco zirytowało, bo znam wiele innych ciekawszych otworów na świecie. I znowu zaczął męczyć mój umysł medyczny przeciążony tłumaczeniem, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a nad całością czuwa wysoko wykwalifikowana i kompetentna rada medyczna. Wystarczy, że jeden z nich ma nazwisko, nomen omen, wskazujące na to, że jest dobrze, jest „Gut”. Kontynuował „W jakim celu ci ludzie w tych złomach, które nie przeszłyby nawet badań technicznych, próbują robić z siebie Gagarina czy Laudę, o polskich rajdowcach, nie wspomnę, bo oni piją kawę na stacjach paliw ORLEN”. Nie wdając się w problemy motoryzacji, bo choć mam Prawo jazdy i auto „Peugeot 208 1,2” to nie znam się na niej. Dziwi mnie tylko, że producent kłamie, że pali 1,2 litry na 100 km, tak przynajmniej jest podane w nazwie auta, a właściwie zużywa wiele więcej. Nie używam go zbyt często, służy mi raczej jako szafa na buty, które nie mieszczą się w domu. Jak dobrze, że mam przepastną bibliotekę gdzie znalazłam odpowiedź na pytanie pacjenta. W Monachium w latach 2001-2003 prof. Franz Strosmyer prowadził bardzo ciekawe badania naukowe nad zjawiskiem „driftingu”. Zauważył, że naśladowcy drifterów próbowali palić gumy, używając prezerwatyw podczas kontaktów seksualnych, i gdy nie poczuli miłego aromatu palącego się lateksu, tracili z tego radość i zmuszeni byli przejść dożywotnio na drifting. Inny naukowiec z Japonii, dr Kapisonura, przyjrzał się bliżej uczestnikom driftingu i stwierdził, że część z nich cierpi na syndrom „zanikającego penisa” i żeby zrekompensować ubytki, wielu z nich zostało zmuszonych do radykalnych działań. Bo wiadomo, mocna i przebojowa fura wydłuża tę męską część ciała, a jak wzbogaca intelektualnie? Cóż, takie czasy nastały. Trzeba jednak dbać o inteligentne elity, bo one są kluczem do naszego dobrobytu.