107 tysięcy złotych potrzeba na leczenie 8-letniej Sabinki Michniowskiej, która cierpi na neuropatię zanikową obu oczu. Czeka ją eksperymentalna terapia komórkami macierzystymi. – Nie mam wyjścia, chcę wiedzieć, że zrobiłam wszystko, co możliwe – mówi matka dziewczynki.
Już 18 grudnia Sabinka jedzie z mamą do Centrum Medycznego Klara w Częstochowie, które podjęło się przeprowadzenia terapii. Następnego dnia otrzyma pierwszą dawkę komórek macierzystych. Wszystkich będzie 10. – Pierwsze podanie jest drogą dożylną, następne lędźwiową, a ostatnie siedem drogą pozagałkową obok oczu – opisuje Barbara Kwaśnicka, mama dziewczynki.
Pierwsze 5 podań będzie się odbywać w odstępach 6-tygodniowych. Następnie pół roku przerwy i kolejna seria. Leczenie nie jest refundowane. Pierwsza iniekcja kosztuje 9 200 zł, kolejne 10 200, z zastrzeżeniem, że ostatnie 3 mogą kosztować 12 200. – Na trzy podania mam pieniądze. Uskładałam z oszczędności – mówi pani Barbara.
Jak opisuje, choroba wzroku cały czas postępuje, a nieleczona może prowadzić do całkowitej utraty wzroku. Obecnie nie istnieją żadne standardowe metody leczenia i jedyną szansą wydaje się przeszczep komórek macierzystych.
Sabinka jako małe dziecko bardzo dużo chorowała. – W pracy ciągle byłam na zwolnieniu z tego powodu – przyznaje matka. W 2013 r. dziewczynka przeszła zapalenie zatok szczękowych. Matka podejrzewa, że ta choroba przyczyniła się do neuropatii. Lekarze z Białegostoku uznali natomiast, że Sabinka już się z takim schorzeniem urodziła.
Na pewno na świat przyszła z zezem jednego oka. Lekarze uznali, że ten typ zeza można wyleczyć tylko operacyjnie. W lipcu 2014 r. pani Barbara zgłosiła się z dzieckiem do Krakowa na zabieg. Tam lekarze wykryli poważną wadę, podejrzewając neuropatię obu oczu. Pilnie zalecili udanie się na oddział okulistyki dziecięcej. Badania w Uniwersyteckim Centrum Okulistyki i Onkologii w Katowicach potwierdziły tę diagnozę. Lekarze nie znaleźli jednak sposobu leczenia. – Zalecili jedynie ćwiczenia zbieżności wzroku i zakrywanie lewego oka – mówi pani Barbara.
To dla niej było niewystarczające. Kobieta szukała najrozmaitszych sposobów, aby pomóc dziecku. Dostała się do Białegostoku, później do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Nic nie pomagało.
Pani Barbara szukała dalej. Szperała w internecie, rozważała leczenie zagranicą. Nie znalazła nic innego, tylko leczenie komórkami macierzystymi. – Czytałam, że jest to metoda skuteczna – opisuje.
Wie, że jest to eksperyment medyczny. – Nie mam wyjścia, czeka mnie tylko klapa. Choroba postępuje. Każdy na moim miejscu by ryzykował – mówi. – Chcę wiedzieć, że zrobiłam wszystko, co możliwe. Nie mogę spokojnie z tym żyć, bardzo się tym martwię i denerwuję – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze