Reklama

Motoidioci

23/10/2018 07:53

Przez kilka dni internet żył wypadkiem, jaki 30 września spowodowali na Słowacji polscy motoidioci. Na trasie z Korbielowa do Dolnego Kubina, łamiąc wszelkie przepisy, ścigali się luksusowymi samochodami. Jeden z kierowców podczas wyprzedzania nie zdążył powrócić na swój pas i czołowo zderzył się ze skodą fabią, której kierowca zginął na miejscu, a dwoje pasażerów zostało ciężko rannych. Pewnie nie byłoby tyle szumu, gdyby nie sportowe bryki znanych marek i winowajcy dobrze znani w motoryzacyjnym światku. Na naszych drogach takich motoidiotów też nie brakuje, tyle że jeżdżą trochę gorszymi autami.

Najgorsze jest to, że brawurą popisują się młodzi, a zdarza się, że nawet nieletni, którzy jeszcze nie powinni siadać za kółkiem. Damian skończył szesnaście lat i nie mógł się doczekać, kiedy będzie pełnoletni i dostanie prawo jazdy. Na razie na podwórku trenował manewry toyotą ojca. Raz nawet ojciec pozwolił mu na bocznej drodze usiąść za kierownicą i przejechać się parę kilometrów. Najlepszy jednak był, kiedy siadał za konsolą i autem wybranym z bogatego menu ulubionej gry ścigał się na wyścigowym torze. W ostatnią niedzielę sierpnia nadarzyła się okazja, żeby wypróbować umiejętności kierowcy w realu. Rodzice poszli do znajomych, a Damian zabrał z kurtki ojca kluczyki, wsiadł do auta i wyjechał z podwórka. Najpierw zrobił rundkę w pobliżu domu, następnie wyjechał na główną drogę, a widząc dwóch kolegów, zatrzymał się koło nich i zaproponował przejażdżkę. Chłopcy ochoczo wskoczyli do auta i Damian ruszył z piskiem opon. Wolał nie ryzykować jazdy po głównej drodze, więc już za wioską skręcił w boczną, która nie za bardzo nadawała się do szybkiej jazdy, ale miał sporo na liczniku.

Koledzy z podziwem patrzyli, jak wprawnie zmienia biegi i omija wyboje. W drodze powrotnej Damian na prostym odcinku rozpędził się do stu dwudziestu i kiedy już miał wjeżdżać na główną drogę, stracił panowanie nad autem, które obróciło się dwa razy, przejechało przez płytki rów i rąbnęło w ogrodzenie z żerdzi. Nic nikomu się nie stało, ale kiedy wyszli z samochodu, nogi się pod nimi ugięły, bo zobaczyli, że solidny drąg wbił się w chłodnicę, z której buchała para i wyciekała woda. Zaczęli wypychać auto na drogę i wtedy zupełnie przypadkowo nadjechał radiowóz. Pomijam to, co się działo, kiedy ojciec Damiana dowiedział się o wszystkim od policjantów, ale najważniejsze, że obeszło się bez ofiar.
jot kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości