Przez kilka dni internet żył wypadkiem, jaki 30 września spowodowali na Słowacji polscy motoidioci. Na trasie z Korbielowa do Dolnego Kubina, łamiąc wszelkie przepisy, ścigali się luksusowymi samochodami. Jeden z kierowców podczas wyprzedzania nie zdążył powrócić na swój pas i czołowo zderzył się ze skodą fabią, której kierowca zginął na miejscu, a dwoje pasażerów zostało ciężko rannych. Pewnie nie byłoby tyle szumu, gdyby nie sportowe bryki znanych marek i winowajcy dobrze znani w motoryzacyjnym światku. Na naszych drogach takich motoidiotów też nie brakuje, tyle że jeżdżą trochę gorszymi autami.
Najgorsze jest to, że brawurą popisują się młodzi, a zdarza się, że nawet nieletni, którzy jeszcze nie powinni siadać za kółkiem. Damian skończył szesnaście lat i nie mógł się doczekać, kiedy będzie pełnoletni i dostanie prawo jazdy. Na razie na podwórku trenował manewry toyotą ojca. Raz nawet ojciec pozwolił mu na bocznej drodze usiąść za kierownicą i przejechać się parę kilometrów. Najlepszy jednak był, kiedy siadał za konsolą i autem wybranym z bogatego menu ulubionej gry ścigał się na wyścigowym torze. W ostatnią niedzielę sierpnia nadarzyła się okazja, żeby wypróbować umiejętności kierowcy w realu. Rodzice poszli do znajomych, a Damian zabrał z kurtki ojca kluczyki, wsiadł do auta i wyjechał z podwórka. Najpierw zrobił rundkę w pobliżu domu, następnie wyjechał na główną drogę, a widząc dwóch kolegów, zatrzymał się koło nich i zaproponował przejażdżkę. Chłopcy ochoczo wskoczyli do auta i Damian ruszył z piskiem opon. Wolał nie ryzykować jazdy po głównej drodze, więc już za wioską skręcił w boczną, która nie za bardzo nadawała się do szybkiej jazdy, ale miał sporo na liczniku.
Koledzy z podziwem patrzyli, jak wprawnie zmienia biegi i omija wyboje. W drodze powrotnej Damian na prostym odcinku rozpędził się do stu dwudziestu i kiedy już miał wjeżdżać na główną drogę, stracił panowanie nad autem, które obróciło się dwa razy, przejechało przez płytki rów i rąbnęło w ogrodzenie z żerdzi. Nic nikomu się nie stało, ale kiedy wyszli z samochodu, nogi się pod nimi ugięły, bo zobaczyli, że solidny drąg wbił się w chłodnicę, z której buchała para i wyciekała woda. Zaczęli wypychać auto na drogę i wtedy zupełnie przypadkowo nadjechał radiowóz. Pomijam to, co się działo, kiedy ojciec Damiana dowiedział się o wszystkim od policjantów, ale najważniejsze, że obeszło się bez ofiar.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze