Reklama

Na parkingu

10/07/2017 07:54

Tak jak kiedyś ludzie kłócili się o miedzę, tak dzisiaj równie zaciekle kłócą się o miejsce na parkingu. Zmienia się tylko przedmiot sporu, ale natura ludzka została tak samo zaciekła i mściwa. Rzecz działa się na jednym z parkingów na dużym osiedlu. Kiedy je budowano obowiązywała norma, z której wynikało, że na przeciętnego Polaka wypada 0,7 procent auta, no i dzisiaj na osiedlowym parkingu brakuje miejsca.

Pan A. mieszka na osiedlu od zawsze i z racji tego uważa, że stałe miejsce na parkingu należy mu się jak psu buda. Niestety lokatorzy dwóch bloków, pomiędzy którymi jest parking, w większości mieszkający tu dopiero parę lat stosowali wolną amerykankę. Kto przyjedzie szybciej, albo potrafi wjechać na „żyletki”, ten ma miejsce. Tym, dla których zabrakło miejsca, zostaje krążenie po osiedlu i szukanie kawałka placu gdzieś na chodniku albo trawniku. W dodatku pół kilometra od domu. Panu A. zdarzyło się to parę razy i zawsze kosztowało go kupę nerwów. W takiej sytuacji zostawiał samochód daleko i klnąc pod nosem, biegł na parking, żeby dowiedzieć się, kto zajął jego miejsce. Zapisywał numer auta i czatował, żeby przyłapać winowajcę. Potem dopadał go i robił dziką awanturę, bo przecież to jego miejsce. To nic, że nieoznaczone, ale jego i już. Kilka dni po takiej kolejnej awanturze ze zgrozą zauważył na karoserii swojego auta półmetrową rysę i aż nim zatelepało ze złości. Natychmiast pobiegł do administratora, żeby przeglądnąć nagrania z monitoringu z ostatnich dwudziestu czterech godzin.

Trochę to trwało, ale pół godziny po północy kamera zarejestrowała czyjąś sylwetkę pomiędzy autami. Niestety auto pana A. było bardzo słabo oświetlone i trudno było rozpoznać sylwetkę. On jednak twierdził, że rozpoznał pana B., z którym miał ostatnio awanturę, bo nikt inny nie miał powodu, żeby niszczyć auto. Zadzwonił, więc na policję i poszedł na parking. Pech chciał, że właśnie nadjechał podejrzany. W panu A. zawrzało. Podbiegł i rąbnął pięścią w dach auta pana B., a kiedy ten wyszedł z auta, A. przyłożył mu raz i drugi z liścia w ucho W tym momencie nadjechał radiowóz. Policjanci później w swoich notatnikach dokładnie opisali tę scenę, natomiast po oglądnięciu rysy stwierdzili, że pochodzi ona od auta w kolorze niebieskim. Ponieważ B. miał auto czerwone, w dodatku murowane alibi i z podejrzanego uzyskał status pokrzywdzonego, a pan A. odwrotnie. jot kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości