Tak jak kiedyś ludzie kłócili się o miedzę, tak dzisiaj równie zaciekle kłócą się o miejsce na parkingu. Zmienia się tylko przedmiot sporu, ale natura ludzka została tak samo zaciekła i mściwa. Rzecz działa się na jednym z parkingów na dużym osiedlu. Kiedy je budowano obowiązywała norma, z której wynikało, że na przeciętnego Polaka wypada 0,7 procent auta, no i dzisiaj na osiedlowym parkingu brakuje miejsca.
Pan A. mieszka na osiedlu od zawsze i z racji tego uważa, że stałe miejsce na parkingu należy mu się jak psu buda. Niestety lokatorzy dwóch bloków, pomiędzy którymi jest parking, w większości mieszkający tu dopiero parę lat stosowali wolną amerykankę. Kto przyjedzie szybciej, albo potrafi wjechać na „żyletki”, ten ma miejsce. Tym, dla których zabrakło miejsca, zostaje krążenie po osiedlu i szukanie kawałka placu gdzieś na chodniku albo trawniku. W dodatku pół kilometra od domu. Panu A. zdarzyło się to parę razy i zawsze kosztowało go kupę nerwów. W takiej sytuacji zostawiał samochód daleko i klnąc pod nosem, biegł na parking, żeby dowiedzieć się, kto zajął jego miejsce. Zapisywał numer auta i czatował, żeby przyłapać winowajcę. Potem dopadał go i robił dziką awanturę, bo przecież to jego miejsce. To nic, że nieoznaczone, ale jego i już. Kilka dni po takiej kolejnej awanturze ze zgrozą zauważył na karoserii swojego auta półmetrową rysę i aż nim zatelepało ze złości. Natychmiast pobiegł do administratora, żeby przeglądnąć nagrania z monitoringu z ostatnich dwudziestu czterech godzin.
Trochę to trwało, ale pół godziny po północy kamera zarejestrowała czyjąś sylwetkę pomiędzy autami. Niestety auto pana A. było bardzo słabo oświetlone i trudno było rozpoznać sylwetkę. On jednak twierdził, że rozpoznał pana B., z którym miał ostatnio awanturę, bo nikt inny nie miał powodu, żeby niszczyć auto. Zadzwonił, więc na policję i poszedł na parking. Pech chciał, że właśnie nadjechał podejrzany. W panu A. zawrzało. Podbiegł i rąbnął pięścią w dach auta pana B., a kiedy ten wyszedł z auta, A. przyłożył mu raz i drugi z liścia w ucho W tym momencie nadjechał radiowóz. Policjanci później w swoich notatnikach dokładnie opisali tę scenę, natomiast po oglądnięciu rysy stwierdzili, że pochodzi ona od auta w kolorze niebieskim. Ponieważ B. miał auto czerwone, w dodatku murowane alibi i z podejrzanego uzyskał status pokrzywdzonego, a pan A. odwrotnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze